MONACHIUM

Pierwszy raz przyjechałam do Monachium w sierpniu 2007 roku. Wtedy były to tylko kilkudniowe wakacje z moim ówczesnym chłopakiem, a obecnym Mężem. Chciał mi przedstawić swoją dalszą rodzinę, mieszkającą w okolicy oraz pokazać miasto, z którego pochodzą jego oboje rodzice (obecnie teściowie mieszkają w Badenii-Wirtembergii).

Niemiecka kultura nie była mi wtedy zupełnie obca, bo już od 1,5 roku mieszkałam w Hamburgu, jednak w regionie Bawarii byłam dopiero pierwszy raz. Monachium żyło wtedy przygotowaniem do bodaj największego swojego święta Oktoberfest, a pogoda w ten weekend w ogóle nas nie rozpieszczała. Wybrałam się do C&A przymierzyć bawarski Dirndl, zjadłam białą kiełbaskę, popiłam ją pysznym piwem i zachwyciłam się tą wesoła, luźną atmosferą, zielonością wokół i ciepłymi ludźmi. Gdyby ktoś jednak wtedy oznajmił mi, że miasto to stanie się moim domem na długie lata, że tu urodzę i wychowam swoje dzieci, pewnie bym mu nie uwierzyła. Gdyby jeszcze dodał, że miejsce to poznam lepiej niż niejedno polskie miasto, w którym mieszkałam, przypisałabym stan jego umysłu zbyt dużej ilości Maß Bier wypitych w jakimś zielonym ogródku piwnym.


Los często płata nam figle i w styczniu 2010 roku rzeczywiście wylądowałam w Monachium, tym razem już jako świeżo upieczona mężatka. Pamiętam pierwsze kryzysy związane z koniecznością korzystania z pralki w piwnicy bloku, w którym mieszkam ("Co? Ja mam się zapisywać, kiedy chcę zrobić pranie?!"), psioczenie na zupełnie nieelastyczny system biletów miejskich, niemożliwość znalezienia zwykłego spożywczaka za rogiem, ogromny problem ze zrozumieniem tutejszego akcentu oraz ogólnie dokuczającą samotność. W sukurs przyszedł mi mój starszy Synek Leo, który postanowił urozmaicić mi ówczesne życie i zrobić ze mnie mamę. Od tego czasu wszystko się zmieniło - nagle zaczęłam dostrzegać liczne udogodnienia codziennego życia, odkrywać miejsca, zachwycające swoim rozmachem, architekturą, historią i przyrodą, poznawać ludzi, którzy niezwykle szybko stali się moimi przyjaciółmi. Moja miłość do tego miejsca nie jest jednak bezkrytyczna - przeszkadza mi brak szacunku dla kobiet w ciąży wśród zwykłych przechodniów, nietolerancyjność Monachijczyków dla mam, poruszającymi się po mieście ze spacerówkami, no i nadal drażni mnie konieczność robienia prania w piwnicy i to cholerne MVG! Mimo to Monachium, głównie dzięki dzieciom, stało się moim domem, moją przystanią i centrum świata, do którego zawsze chętnie wracam. 

Czy chcecie wybrać się ze mną na wycieczkę po tym pięknym, zielonym, atrakcyjnym mieście? Zapraszam!

1 komentarz:

  1. pojechałam kiedyś na randkę od samotnych serc link i chyba w sumie nie żałuję było czadowo i właśnie w tamtych okolicach

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)