środa, 24 lutego 2016

Kobiety z Powerem - Mama wraca do pracy po urlopie wychowawczym

Po pewnym czasie od porodu - może to być kilka tygodni, a może nawet kilka czy kilkanaście lat - każda z nas mam musi zmierzyć się z nowym tematem. Mianowicie z tematem powrotu do pracy. Niezawsze powrót na poprzednie stanowisko sprzed ciąży jest możliwy - czy to przez restrukturyzację w firmie, czy też przez nieprzystosowanie ówczesnych warunków do obecnej sytuacji rodzinnej i życiowej. Często pod wpływem macierzyństwa zmieniają się priorytety, przewortościowują dotyczasowe plany czy zawodowe marzenia. Czasami nawet kobiety po prostu nie potrafią więcej nazwać swoich kompetencji, oddalają się mentalnie od swoich osiągnieć i trudno im w ogóle nazwać to, co potrafią.

Dla tych mam, które się w podobnej sytuacji znalazły, rząd Niemiec wraz z funduszami unijnymi, wprowadził program powrotu mam na rynek pracy o nazwie "Perspektive Wiedereinstieg". W różnych krajach związkowych program ten przebiera nieco inne formy. W Monachium nosi nazwę power_m i skierowany jest do mam, które spędziły z dzieckiem conajmniej 12 miesięcy oraz mieszkają w obrębie połączeń komunikacji kolejki miejskiej (S-Bahn). Kolejna zasada uczestnictwa w programie dotyczy dotychczasowych zarobków w okresie wychowawczym lub w tzw. fazie rodzinniej, jak ładnie organizatorzy nazywają ten okres życia. Ponieważ udział w power_m jest całkowicie bezpłatny, nie można mieć stałych dochodów wyższych niż kilkaset euro na miesiąc. Należy również pamiętać, że wszystkie zajęcia odbywają się w języku niemieckim, jego bardzo dobra znajomość jest więc nieodzowna. 

Większość kursów odbywa się przed południem i uczestniczy się w nich bez dzieci, dlatego warto wcześniej zadbać o zapewnienie dzieciom godnej zaufania opieki. 


Na czym polega power_m?


power_m to przede wszystkim różnego rodzaju kursy, zajęcia, warsztaty i ćwiczenia, pomagające skupić się na sobie, na własnych możliwościach i umiejętnościach, które w tym okresie wychowawczym często schodzą na dalszy plan. Niekiedy trudno je nawet nazwać i posegregować w sposób, pozwalający odnaleźć się ponownie na rynku pracy. Zadaniem power_m jest pomóc nam prześledzić poszczególne etapy naszego zawodowego i prywatnego życia i wydobyć z różnych miejsc i spotkań te najważniejsze, dzięki którym czegoś się nauczyliśmy, czy zdobylismy jakieś kompetencje.

power_m skupia się wokół trzech kategorii, stanowiących trzon tego programu: określenie i nazwanie własnych kompetencji, opracowanie dokumentów aplikacyjnych oraz nauka od podstaw lub odświeżenie umiejętności komputerowych. Dodatkowo w ofercie pojawiają się różne szkolenia, warsztaty np. dla par lub kursy negocjacji wysokości pensji i poszczególnych punktów umowy o prace. Jednak te trzy wcześniej wymienione punkty są filarami całego konceptu.



Jak funkcjonuje power_m? Kolejne kroki


Aby w ogóle zapisać się do programu należy osobiście odwiedzić tzw. spotkanie informacyjne, w skrócie przedstawiające zarysy działania power_m. Konkretne daty najbliższych spotkań znajdziecie na stronie organizatorów. Na tym spotkaniu zostaną nam podane możliwe terminy na indywidualną rozmowę z wyznaczoną dla nas w programie opiekunką. Zwykle termin ten ma miejsce po kilku dniach od tego pierwszego spotkania informacyjnego. 

Do rozmowy tej dobrze jest się przygotować - wysłać mailem nasze CV w jego aktualnej formie i odpowiedzieć sobie na kilka zasadniczych pytań (jako podpowiedź dostaniemy formularz do wypełnienia). Dopiero na tym spotkaniu zostanie nam - w porozumieniu z nami - zaproponowany indywidualny program warsztatów i treningów. Całość zależy od tego, jakie są nasze oczekiwania, dotychczasowe doświadczenia i wyborażenia o najbliższej przyszłości.

Na ukończenie całego programu mamy 6 miesięcy liczonych od daty tego indywudualnego spotkania. To dużo czasu, żeby zebrać myśli, wsłuchać się w siebie i starać się odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania: co potrafię? co chciałabym robić? na jakich warunkach chcę i mogę pracować?

Zajęcia odbywają się w kilku placówkach. Jedną z najczęściej odwiedzanych jest Frauen Computer Schule, która udziela szkoleń i warsztatów podnoszących kwalifikacje komputerowe. Przede wszystkim jednak mamy mają szansę skupienia się na sobie, na własnych możliwościach i umiejętnościach, na dostrzeżeniu swoich największych sukcesów i zasług. Również konfrontacja z innymi osobami, będącymi w podobnej sytuacji, daje dużo do myślenia. Nagle dostrzegamy, że to, jak same siebie widzimy, niekoniecznie pokrywa się z naszym wizerunkiem na zewnątrz. To daje dodatkową energię i pozwala spojrzeć na siebie łaskawszym wzrokiem.

Dużą zaletą power_m jest według mnie również dostrzeżenie w życiorysie nowych cech i kompetencji, jakie zdobyłyśmy w roli żony/partnerki i mamy. Często o tym zapominamy, a różne badania pokazują, że pracodawcy przykładają dużą wagę do tzw. soft skills, czyli komptencji społecznych. 



Moje osobiste podsumowanie


Moja przygoda z power_m dopiega końca. Dużo się dzięki niej o sobie dowiedziałam! Udało mi się stworzyć profil własnych kompetencji, co niezwykle ułatwiło mi ubieganie się o ciekawe stanowiska pracy u ciekawych pracodawców. Poznałam niemieckie standardy pisania CV oraz listów motywacyjnych, nauczyłam się zasad, jakie fukncjonują podczas rozmów kwalifikacyjnych i jestem nawet w stanie negocjować warunki umowy. Ba, nawet dostałam świętną propozycję pracy! :) Niestety ze względów rodzinnych nie mogłam ostatecznie jej podjąć, ale była to rzeczywiście wymarzona pozycja... Wszystko dzięki power_m i osobom, jakie tu spotkałam.

Nie łudźcie się jednak, że sukces przyjdzie sam. power_m wymaga poświęcenia dużo czasu - bywały tygodnie, kiedy miałam pod 2-3 przedpołudnia zajęte. Należy odrabiać prace domowe, grzebać we własnym życiorysie, co niekiedy kosztuje trochę nerwów i zdrowia. Ale warto, jeśli chce się ostatecznie osiągnąć zawodowe spełnienie.

Co ciekawe tylko 60% uczestniczek decyduje się na stałe zatrudnienie. Aż 21% z nich po udziale w programie zakłada własną firmę, a 19% szuka dalej, poświęcając swój czas na dalsze podnoszenie kwalifikacji.

Jaka jest Wasza droga powrotu do pracy do fazie rodzinnej? Macie osobiste doświadczenia z power_m?

 power_m



niedziela, 14 lutego 2016

Książka "Domowe wypieki" polskiej autorki mieszkającej w Monachium (losowanie)

W Polsce w tym tygodniu skończył się karnawał. W Niemczech właściwie też, ale jeszcze nie we wszystkich regionach! Są takie miejsca na mapie Niemiec, gdzie karnawał trwa na całego, np. w dolinie Wiesental w Szwarcwaldzie (wiem z pierwszego źródła, bo od teściów, którzy tam mieszkają). Również północna Szwajcaria jeszcze świętuje. Słynny bazylejski "Morgenstreich" rozpoczyna się o 4.00 nad ranem 15.02.2016.

Mimo, że dla nas oficjalnie karnawałam się już skończył, powoli mentalnie przygotowujemy się do Świąt Wielkanocnych. Niektórzy z nas już obmyślają wiosenny wystrój domu, jadłospis wielkanocnego obiadu czy program rodzinnego spotkania.

Pomyślałam sobie, że to dobry czas, żeby zaprezentować Wam wyjątkową książkę z przepisami pt. "Domowe wypieki". Wyjątkową, bo napisaną przez jedną z Polek z Monachium, czyli Joannę Niedobecką.



Asia od kilku lat prowadzi bardzo popularnego i lubianego bloga "Domowe wypieki", na którym przedstawia różne przepisy kulinarne. Wystarczy wspomnieć, że stronę bloga na Facebooku polubiło już ponad 37 000 osób, a co miesiąc na bloga zagląda nawet kilkadziesiąt tysięcy fanów! Skąd ta popularność? Przepisy Asi są przystępne, przejrzyście opisane i przede wszystkim towarzyszą im dopracowane i bardzo ładne zdjęcia. Zdjęcia, od których po prostu cieknie ślinka ;)

Autorka książki, Joanna Niedobecka
Właśnie z ogromnej bazy przepisów na blogu wziął się pomysł wydania książki z najlepszymi wypiekami Joasi. Co skłoniło autorkę do skupienia się właśnie na słodkich wypiekach? "Dawno, dawno temu, czyli w czasach, kiedy w każdym domu przynajmniej raz w tygodniu pojawiało się pachnące, świeże, domowe ciasto, zapewne mało kto z nas doceniał, o ile lepsze i zdrowsze jest ono od tego kupionego w cukierni. Dziś ten piękny zwyczaj powoli wraca do łask, a miłośnicy ciast, ciasteczek i deserów mogą liczyć na garść inspiracji" - zachęca Joasia na swojej stronie internetowej. 

A inspiracji znajdziecie tu naprawdę dużo! Książka ma ponad 250 stron i jest bogata w różnorodne pomysły na torty, serniki, ciasta i ciasteczka oraz trufle i pralinki. Jak podkreśla sama autorka - kryterium wyboru przepisów stanowiła możliwość przyrządzenia wypieków również dla osób nietolerujących glutenu. Dlatego też wszystkie przepisy dostępne są w dwóch wersjach - klasycznej i bezglutenowej. Oprócz tego sporą część tej pozycji zajmują bardzo fajne porady praktyczne, np. jak zrobić biszkopt z różnej ilości jajek oraz na bazie różnych mąk, jak odróżnić ciasto parzone od kruchego, jak zrobić bezy, czy roztopić czekoladę i temperować kuwerturę. Fajnym pomysłem jest również dołączenie do przepisów krótkich porad, podających alternatywne produkty lub praktyczne wskazówki odnośnie wykonania przepisu.


Fascynujące jest również to, że Joasia, oprócz bycia autorką bloga oraz książki z przepisami, jest również mamą trójki dzieci! I mimo że praca nad książką kosztowała ją wiele nieprzespanych nocy, wielogodzinnego obrabiania zdjęć i wyboru fotografii towarzyszących przepisom, Asia jest dumna ze swojego dzieła, bo po prostu uwielbia to, co robi! Niesamowita pasja, zmysł estetyki i kreatywne podejście do często utartych już tematów sprawiają, że do tej książki chętnie się wraca!

Gdzie można książkę "Domowe wypieki" kupić? Wersję drukowaną można zamówić TUTAJ. Dla chętnych do wglądu jest również dokładny spis treści książki oraz jej przykładowy rozdział. Książka dostępna jest również w wersji elektronicznej.



LOSOWANIE


Chcecie wiedzieć więcej? Napiszcie w komentarzu, dlaczego chcielibyście wygrać książkę "Domowe wypieki" autorska Joanny Niedobeckiej - dzięki temu automatycznie weźmiecie udział w losowaniu tej właśnie książki z przepisami!

Oto warunki losowania:

- jeśli jeszcze nie lubicie profilu Polki w Monachium na Facebooku, poproszę o Wasze lajki i/lub dodanie bloga do listy obserwowanych obiektów (okienko obserwatorzy w pasku po prawej stronie)

- proszę o pozostawienie komentarza pod poniższym artykułem do niedzieli 21.02.2016

- ten kto udostępni post na Facebooku, ma dodatkową szansę na udział w losowaniu (proszę o dodanie tej informacji do Waszego komentarza)

- zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania - wyniki ogłoszę na Facebooku i i wyślę szczęściarzowi wiadomość - proszę o podanie Waszego adresu mailowego lub napisanie pod jaką nazwą śledzicie Polkę w Monachium na Facebooku

Powodzenia :)

niedziela, 7 lutego 2016

O dwujęzyczności w przedszkolu: apeluję o atmosferę szacunku dla języka mniejszości

Co jakiś czas spotykam się z kimś, kto zna kogoś, komu ktoś inny w przedszkolu nakazał mówić z własnym dzieckiem po niemiecku. Oczywiście po to, żeby dziecko to szybciej nauczyło się języka otoczenia i dzięki temu łatwiej zintegrowało się z równieśnikami.

W tym samym przedszkolu jednak największy nacisk w wychowaniu dzieci kładzie się na ich samodzielność. Co to znaczy? Że panie nie pomagają dzieciom w różnych czynnościach, a jedynie nadzorują je i wykonują najpotrzebniejsze działania, aby grupa jako tako funkcjonowała. Do dzieci mówi się w liczbie mnogiej, nie ma miejsca na osobowość, różne tempo rozwoju dziecka czy indiwidualną rozmowę z dzieckiem. Zadaniem dziecka jest dopasować się do większości i panujących tu zasad, czyli m. in. opanować język otoczenia. A ja się pytam, jak do cholery mają się te maluchy nauczyć niemieckiego, jeśli nikt do nich nie zagada, nie zachęci do indywidualnej zabawy, nie dostrzeże osobistych zainteresowań i upodobań przedszkolaka? 

Jedynym rozwiązaniem, jakie takie placówki stosują, jest prośba do rodziców o mówienie do dziecka po niemiecku. To smutne, ale prawdziwe... Przynajmniej w niektórych znanych mi przypadkach. 

A wystarczyłoby trochę poszukać, doinformować się, wyciągnąć rękę do takich rodzin, w których nie mówi się po niemiecku. Nauczyć się kilku słów w języku dziecka-obcokrajowca, usiąść przy nim z kolorową książeczką obrazkową, pograć w jakąś fajną grę, rozwijąjącą zmysł mowy i przełamującą lody. Wciągnąć do zabawy z niemieckojęzycznymi rówieśnikami. 

Wszystkich z Was, którzy kiedykolwiek spotkali się z taką sytuacją lub słyszeli, że któs komuś coś, zachęcam do przeczytania wywiadu na temat dwujęzyczności, jaki ukazał się na stronie magazynu "Opinia - Polish Cultural Magazin". Wywiadu udzieliła prof. Annick De Houwer, która jest uznanym na świecie ekspertem we wczesnej dwujęzyczności. Oto bardzo ciekawy fragment tego artykułu, odnoszący się bezpośrednio do opisywanej przeze mnie sytuacji:

A co należy robić, gdy dziecko w przedszkolu, albo szkole będzie otoczone językiem większości?
prof. Annick De Houwer: Rozpoczęcie nauki w szkole albo przedszkolu jest ogromnym, a przy okazji szalenie męczącym doświadczeniem dla dziecka. Cały dzień jest ono wręcz bombardowane drugim językiem. Zdobywa mnóstwo, zarówno miłych, jak i nieprzyjemnych doświadczeń, którymi chciałoby się podzielić. Rodzice powinni wtedy znaleźć czas dla swoich dzieci. To fundamentalna sprawa! Musimy być z dziećmi w tych ważnych chwilach i rozmawiać po polsku o tym, co wydarzyło się w przedszkolu. Jeśli przegapi się ten moment, bardzo ciężko będzie wrócić do polskiego, nawet jeśli wcześniej używało tego języka w domu.

Warto też zachęcać dzieci, żeby szukały polskich słów do opisania sytuacji, które spotkały je w przedszkolu. To zabawne, ale wtedy można osiągnąć wiele niemal bez wysiłku, nie ponosząc żadnych kosztów. Do wychowania dwujęzycznego nie potrzebujemy pieniędzy: najważniejsza jest uwaga poświęcona dziecku i językowi, którego używa. W ten sposób wspiera się też rozwój świadomości językowej u dzieci. A przy okazji rozwija się także naszą własną świadomość języka. Bycie świadomym różnych smaczków językowych pomaga w wychowywaniu dzieci dwujęzycznych.

I dalej:

Co mogą nauczyciele i szkoły zrobić, żeby pomóc rodzicom dzieci dwujęzycznych?
prof. Annick De Houwer: To trudne pytanie. Myślę, że podstawową kwestią jest to, żeby szanować wolę rodziców, gdy chcą, żeby ich dzieci posługiwały się ich językiem. To podstawowe prawo człowieka, którego znaczenie wciąż podważa wielu nauczycieli. To moralnie i etycznie nieakceptowalne! To przeciwko konwencji praw dziecka! Dlatego apeluję, żeby nauczyciele tego nie robili. Muszą szanować język dziecka.

Druga sprawa – trudniejsza, ale wiem, że realizowana z powodzeniem w niektórych miejscach w Europie: w przedszkolach należy zadbać o atmosferę szacunku dla języka mniejszości. Właściwie do wszystkich przedszkoli w Europie chodzi mniej lub więcej dzieci, które nie znają języka większości. Często zdarza się, że języki tych dzieci są po prostu ignorowane. To straszne. To również jedna z przyczyn, dla których dzieci wybierają język otoczenia jako swój jedyny – czują, że ich język domowy nie jest darzony respektem w szkole. Oznacza to, że po prostu ważna część tożsamości tych dzieci jest ignorowana.

Można konstruować tożsamość w oparciu o dwa lub więcej języków. A jeśli część tożsamości jest pomijana, ma to okropne skutki. Podobnie jest na przykład, jeśli nauczyciel w przedszkolu nie stara się nawet prawidłowo wymówić imienia dziecka. To druzgocące dla maluchów i dobitnie pokazuje brak szacunku. Jeśli dziecko w domu mówi tylko po polsku i idzie np. do francuskojęzycznego przedszkola, może nie rozumieć, co się dzieje. To ogromny szok dla dziecka. Rodzice mogą próbować przygotować je jakoś do tej sytuacji, na przykład ucząc chociażby kilku słów w drugim języku, żeby dziecko co nieco rozumiało. Najlepiej robić to nie mówiąc do dziecka po francusku, ale zapraszając opiekunkę, która zajmie się dzieckiem mówiąc w tym języku. Często nauczyciele przedszkolni zachęcają rodziców, żeby mówili do dzieci tylko w języku większości. Ale to nie jest dobre wyjście. Dobrze jest znać francuski, mieszkając we Francji, żeby chociażby móc pomagać dzieciom w odrabianiu prac domowych. Ale nie trzeba mówić do dziecka po francusku, jeśli jest się Polakiem mieszkającym we Francji.

Ta sama profesor, która udzieliła tego pouczającego wywiadu, prowadzi badania naukowe na Uniwersytecie w Erfurcie. Nowy projekt naukowy "Maluchy na językach" dotyczy wczesnodziecięcej dwujęzyczności polsko-niemieckiej. W ramach tych badań poszukiwane są rodziny polsko i polsko-niemieckie z dziećmi, które w najbliższych czasie skończą dwa lata. Oto szczegóły:






Jedną z osób z zespołu badawczego Uniwersytetu w Erfurcie jest Polka Ola Lazar. Skontaktujcie się z nią, nawet jeśli nie jesteście pewni czy chcecie uczestniczyć w tym projeckie. 

Aleksandra Lazar z chęcią z Wami porozmawia pod numerem telefonu +49 (0)175 9180797.
Możecie również wysłać e-mail na adres: aleksandra.lazar@uni-erfurt.de.

Zapiszcie się i pomóżnie w walce o atmosferę szacunku dla języków mniejszości!