poniedziałek, 30 listopada 2015

5 powodów, dla których NIE warto żyć w Niemczech - #24. Niemieckie dziwactwa

Tym razem, zainspirowana tematem przewodnim w Klubie Polek na Obczyźnie, chciałabym Wam przedstawić listę niemieckich dziwactw, do których absolutnie się nie mogę przyzwyczaić! Rzeczy, które mnie drażnią, które przeszkadzają i które swędzą jak po ugryzieniu kąśliwego komara!

1. PUKANIE W STÓŁ


To jest gest, którego nigdy nie mogłam pojąć i który mnie wręcz krępuje. Spotyka się go w grupie osób, które nagle się wspólnie z czymś zgodzą, dojdą do jakiego konsensu lub po prostu wyrażają aprobatę dla jakieś sprawy czy osoby. To trochę jak wspólne klaskanie, ale z takim dodatkowym potwierdzeniem słuszności sprawy. Nagle wszyscy zaczynają pukać w stół i już wiesz, że nie jesteś stąd! Trudno mi się przemóc w tej sprawie, a owacje dużo łatwiej mi przychodzą ;)

Nad jeziorem Titisee

2. "ROTTHALER!"


Odkąd mamy erę telefonu z wyświetlaczem, pokazujących kto do nas dzwoni, zwracam się do osoby, którą znam, po imieniu. Zwłaszcza jeśli jest to członek rodziny czy bliski przyjaciel: "Cześć Aga, co u Ciebie?", "Hej mamo, fajnie że dzwonisz". Niemcy z kolei, bez względu na okoliczność ZAWSZE odzywają się, podając swoje nazwisko. No uszy mi więdną, jak mój mąż rozmawiając ze swoją mamą, podnosi słuchawkę i mówi: "Rotthaler". No w życiu i nigdy przenigdy!

Co innego w pracy, na telefonie służbowym czy w jakiś relacjach biznesowych. W tym kontekście polskie "Halo" bez przedstawienia się denerwuje mnie podobnie, jak meldowanie się nazwiskiem do rodziców i przyjaciół...

Nad Morzem Północnym


3. PANI ROTTHALER


W oficjalnych relacjach nigdy nie będę dla Niemców Dominiką, a zawszę panią Rotthaler. "Pani Rotthaler, czy może pani podejść do telefonu?", "Pani Rotthaler, co sądzi Pani na temat segregacji śmieci w Niemczech?", "Pani Rotthaler, czy ma Pani czas na kolację dziś wieczorem?". Na szczęście w większości sytuacji dosyć łatwo przejść na "ty" i dystans od razu się zmienia. Jednak nie ma to jak "Pani Dominika" ;)

Rzeka Łaba w Hamburgu


4. GDZIE CI MĘŻCZYŹNI?


Jak przyjeżdżam do Polski, to cieszę się z małych gestów, którym w Niemczech nie zaznaję. Lubię, kiedy mężczyzna przepuści mnie w drzwiach, ustąpi miejsca, podniesie zgubioną rękawiczkę. I nie chodzi o równouprawnienie, ale o zwykłą ludzką uprzejmość! W Niemczech te gesty są archaiczne i w zdecydowanym zaniku. Szkoda.


Frankfurt

5. DIALEKTY


Niby już trochę się do tej różnorodności dialektów przyzwyczaiłam, ale nadal większości z nich nie od razu rozumiem! Zwłaszcza tych z mniejszych miejscowości lub wiosek. Ostatnio wyjechał mi pewien kierowca autobusu takim typowo bawarskim niskim głosem i zupełnie nie miałam pojęcia o co chodzi. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że mnie uprzejmie chciał zagadać i coś tam do dzieci nawiązać. Najgorsze jest zaskoczenie przez telefon, kiedy muszę porozmawiać z jakimś elektrykiem, informatykiem czy innym specjalistą, których po prostu nie kumam! Piękna ta różnorodność, ale dla obcokrajowców niezwykle trudna!

Szwarcwald

Czy dla tych faktów NIE warto żyć w Niemczech? No, oceńcie sami. Dla niezdecydowanych - kilka zdjęć niemieckich pejzaży.

A Wy macie jakieś rzeczy, sytuacje, gesty, które Wam przeszkadzają i do których raczej nigdy się nie przyzwyczaicie? Napiszcie, chętnie się dowiemy :)

43 komentarze:

  1. Mnie niesamowicie denerwuje, jak pasażerowie autobusu lub metra po zapakowaniu się do pojazdu stają zaraz pod drzwiami, zamiast przejść w głąb, gdzie jest tyyyle miejsca. Nie wiem, czy to szczególna przypadłość Monachium, czy tak jest w całych Niemczech. Grunt, że co rano walczę, żeby w ogóle udało mi się wsiąść do metra z wózkiem dziecięcym. I jeszcze to złowrogie "Bitte zuuu rück-bleiben!" akurat w momencie, kiedy wózek już jest w środku, a ja jeszcze nie.
    W Polsce mi się to nie zdarza - no ale dobrze... polska komunikacja miejska ma za to inne wady ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze przeraża, jak motorniczy w tramwaju zwraca uwagę np. pasażerom ze spacerówką, że stoją w złym miejscu lub komuś tarasują drogę. Wielki Brat czuwa!

      Usuń
    2. Tak jest wszędzie. Tez tak robię (nie lubie jak mi duszno i wole miec 5 sek. powietrza z zew niz 0)

      Usuń
    3. Tym motorniczym, szczególnie z bawarska kluchą w gardle rzadko wychodzi wyraźne "Bitte zurückbleiben!". Ja tam zawsze słyszę "Bytecübla" :-D

      Usuń
  2. Pani Dominiko :), w 100% się z Tobą zgadzam. Ja też tęsknię za tym, że jestem Panią Kasią, za polskimi, czy może nawet szerzej - wschodnioeuropejskimi mężczyznami i tymi drobiazgami, które tak bardzo umilają nam, kobietom życie. Ja już kilkakrotnie doświadczyłam ekstremum, którego nie wyobrażam sobie w Polsce - otóż moi niemieccy koledzy, nie dość, że nie otwierają drzwi to jeszcze wchodzą pierwsi podczas gdy ja drzwi przytrzymuję... Dziwne uczucie. Dialekt... Temat rzeka. Mieszkam w Badenii Wirtembergii, tutejszy dialekt (szwabski) doprowadzał mnie już niejednokrotnie do rozpaczy. Ni w ząb nie rozumiem, po prostu nie rozumiem. Ale coż, dzięki temu że się różnimy jest też ciekawiej. :) pozdrawiam serdecznie z BaWu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tej słowiańskiej "rycerskości" (bez wchodzenia w strefę gender - takiej zwykłej damsko-męskiej uprzejmości) czasami też mi b. brakuje!

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się :) Mnie jeszcze drażni absolutny brak elastyczności i tego, że jota w jotę musi być tak jak jest napisane w regulaminie. Nie ma szans, żeby przekonać kogoś, że można pójść na jakieś ustępstwo, nawet jeśli jest to całkowity drobiazg, który tej osobie nie zrobi żadnej różnicy. Po prostu czasem dostaję wysypki jak słyszę "bo tak już jest i koniec" (np. w knajpie prosząc o małą zmianę w jakimś daniu ze względu na coś czego dziecko nie toleruje).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku chyba trochę zależy na kogo się trafi, ale sporo w tym racji!

      Usuń
    2. Ha, własnie nie zapomnę wjazdu wózkiem inwalidzkim po rampie dla rowerów, na pocztę ,dla mnie Polki to normalne, ale dla niemieckich urzędnikow, to był szok.

      Usuń
  5. :D Ha ha ha, uśmiałam się! Nie dalej jak wczoraj reżyser Carte Blanche przepuścił na scenie prowadzącą rozmowę dziewczynę i zwróciłam na to uwagę siedzącej obok koleżance Paulinie - Niemce. Takie rzeczy tylko w Polsce! Do moich bardzo nieulubionych aspektów Niemiec należy brak twarogu. Nie umiem bez twarogu zrobić dobrego sernika. Monotonna melodia języka, przez którą trudno mi osobiście czytać emocje rozmówcy. Nie mówiąc już o mowie ciała typu "szafa" (czyli stoję, więc jestem). Czy są to powody do wyjazdu? Dla mnie nie. Ale są to dla mnie powody, dla których trudno mi czasem czuć się jak u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce czasami też mi już trudno jest poczuć się, jak u siebie... ;)

      Usuń
  6. 6. Totalny brak spontaniczności. W Niemczech zapowiesz pół godziny wcześniej, że wpadasz na kawę i pogadasz. Tutaj możesz co najwyżej zostać upchnięty w grafiku w przyszły czwartek między 15 a 18. Wszystko tutaj trzeba planować, rezerwować i ustalać. Sztywniactwo najwyższej próby!

    7. Niemcy są wybitnie nieelastyczni jeśli chodzi o ich kompetencje. Jeżeli nie daj Boże wasza prośba choćby odrobinę wykracza poza ich zakres obowiązków - wówczas rozkładają ręce. Pani w urzędzie nie załatwi Twojej sprawy, bo koleżanka z tego samego pokoju, do której jesteś przydzielony jest na urlopie, a ona obsługuje tylko nazwiska od H do P (niestety moje jest na G). Jeżeli pan przy kasie w supermarkecie nie wie, jak wygląda kalarepa i - o zgrozo - nie ma jej zdjęcia na obrazkowym spisie warzyw, wówczas katastrofa murowana. Nie mamy kodu i co pan nam zrobi?

    8. Certyfikaty. Wszyscy muszą mieć tutaj na wszystko papier. W Polsce jak jesteś prawnikiem znudzony swoim zawodem, ale masz smykałkę do fryzjerstwa, idziesz do salonu i dostajesz pracę jako fryzjer. W Niemczech musisz mieć ukończone szkolenie i posiadać stosowne kwalifikacje na papierze. Inną sprawą jest, że po pierwszej wizycie stwierdzasz, że o niebo lepiej ostrzyże Cię ten prawnik i że ten certyfikowany fryzjer może swoje papiery powiesić na haku.
    Z kolei malarz, który maluje wnętrza nie może malować fasad zewnętrznych. Do tego potrzebuje osobny certyfikat. Tak, nie żartuję.

    9. Najciekawsze zostawiłem na koniec. Pisma urzędowe. Przychodzą zazwyczaj podpisane:

    Mit freundlichen Grüßen
    Steiner

    Kto Steiner? Pani? Pan? Kot? Jak odpowiadać potem na takie pismo? Szanowny Panie, Pani, czy po prostu Servus, Steiner? Ot cali Niemcy.

    A przecież wystarczy absolutna odrobina dobrej woli i własnej inicjatywy. Tej na pewno nikt Polakom nie odbierze, z czego jestem cholernie dumny :)

    Pozdrawiam, Maciej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Certyfikaty i dyplomy - temat rzeka...
      Wygodnie jest być niespontanicznym, bo spontaniczność zakłada nagłe zmiany, roszady, dostosowanie się do nowej sytuacji. A tu już potrzeba inicjatywym, jak piszesz i... słowiańskiej fantazji! ;)

      Usuń
    2. He he, nic dodać nic ująć... Sztywni jak pal, niemiecki Ordnung, klapki na oczach i widok stąd... dotąd. Ale zdarzają się, Gott sei Dank, i wyjątki. Pozdrawiam. 😃

      Usuń
  7. Cześć! Fajny wpis, taki na luzie :) Ja jako pierwszy powód dla którego nie warto żyć w Niemczech podałabym: niemiecką mentalność.... zimno emocjonalne, dystans, sztywność, brak zażylych relacji z rodziną, ukryty społeczny alkoholizm w białych rękawiczkach, arogancje, poczucie wyższości w stosunku do innych nacji szczególnie tych z południa i tych ze wschodu. To jest oczywiście duże uogólnienie bo jest też tutaj masa świetnych wartościowych ludzi, no ale skoro już jesteśmy przy narzekaniu...:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczucie wyższości? Z mojego doświadeczenia w skali mikro raczej nie, ale w skali makro już jak najbardziej...

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Jestem 3 x na Tak ! Brak elastycznosci .Policyjny kraj , sasiad sasiadowi konfidentem .Cicha kontrola zza firanek- zle zaparkowal auto ...zle ustawil kosz na smieci buuuuuuuu Masakra zaciagniete zaluzje a tu lato 36C Dzien sie konczy w malych miastach osiedlach o 18:00 Potrzebuja instrukcji do wkrecenia zarowki ....zero wlasnej inwencji itd .itp.Nieeeeeeeeeeeee

      Usuń
    4. Myślę, że wiele zależy od relacji w najbliższym otoczeniu. Z tego, co piszesz, Twoje doświadczenia nie są zbyt pozytywne...
      Pozdrawiam! Dominika

      Usuń
  8. Swietny wpis, a zdjecia jeszcze piekniejsze :) Co do pukania w stol... Po zakonczonym wykladzie studenci pukaja w stol , aby podziekowac za wyklad. Na spotkaniach biznesowych kazda nowa osoba ktora wchodzi do sali podaje reke i przedstawia sie reszcie towarzystwa. Jesli towarzystwo jest juz dosyc liczne, nowa wchodzaca osoba puka w stol, i pozdrawia wszystkich bez witania sie z kazdym z osobna. przynajmniej tak jest u nas w firmie :) Natomiast do telefonowania wsrod znajomych mam inne odczucia. Ludzie odbieraja telfon i mowia NAAAAAAAA???? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój Mąż też mnie uświadomił z tym pukaniem zamiast witania się z wszystkimi... WTF? ;)

      Usuń
  9. No ale nie ma PIS . A poza tym zawsze mozna wrocic z powrotem do Polski .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pierwszy argument zdecydowanie przekonuje mnie do pozostania tutaj!

      Usuń
    2. Ja tam już wolę PiS, niż PO realizujące interesy Niemiec:) Właśnie dlatego niemieckie media wpadły w taką furie po wyborach.

      Usuń
  10. Witaj Dominiko! Mi najbardziej przeszkadzaja zakazy na tabliczkach ktore sa wszedzie gdzie sie czlowiek obruci. Po trawniku nie wolno przejsc, kwiatka nie wolno powachac..itd... Zauwazylam to nawet jak niemieckie dzieci bawia sie na placu zabaw i z takim powaznym zlym wyrazem twarzy potrafia powiedziec chowajac sie w krzakach EINTRITT VERBOTEN! Skas sie to bierze....

    OdpowiedzUsuń
  11. Konformizm. Jeśli coś jest pozaregulaminowe, to nikt się nie odważy tego zrobić.

    Zasadniczość. Jeśli będziesz wiercić w czasie przerwy obiadowej, to na bank będziesz miał zaraz pod drzwiami skarżącego się sąsiada. Jeśli na pięć minut zaparkujesz na drodze pożarowej, bo odprowadzasz dziecko do przedszkola, zaraz nie wiadomo skąd pojawi się pani wypisująca mandat.

    Dienst nach Vorschrift ponad wszystko. W pracy każdy robi swój odcinek "od do" i nie próbuj się wykazywać i robić coś ponad, bo od razu wkroczysz w czyjeś kompetencje i będziesz miał dozgonnego wroga.
    Najpopularniejsze niemieckie zdanie: "Das ist nicht meine Aufgabe!". W Poslce nigdy tego nie słyszałam :D Każdy starał się jakoś pomóc, choćby miał małe pojęcie.

    Przesadna punktualność. Kiedyś pojawiłam się 10 minut przed spotkaniem i kazano mi przyjść równo za 10 minut. Nie mogłam nawet zaczekać w środku.

    Samobiczowanie. Rozpamiętywanie bez końca swojej winy za II wojnę światiową. Temat ważny i ważki, pamiętać trzeba, ale może nie musi się pojawiać w każdej publicznej debacie.

    Tyle spontanicznie.

    Mimo wszystko bardzo mi tu dobrze i widzę dużo więcej plusów, niż minusów mieszkania w DE.

    Pozdrawiam
    Karolina



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja się pocieszam, że to mimo wszystko nie jest kraj Hausmeisterów, czyli północna Szwajcaria, gdzie "życzliwość" sąsiedzka sięga zenitu!

      Usuń
    2. Jesli chodzi o kwestie " das ist nicht Meine Aufgabe" mam zupełnie inne zdanie. Setki razy spotkałam sie z niestandardowa pomocą Bawarczyków. Natomiast we Wrocławiu w słynnej poniekąd kawiarenio- cukierni WITAMINKA zamówiłam lody 4x i jedes kawe. Na kawe trzeba bylismy czekac wiec wyszłam do rodziny z lodami, bo warto jeść póki zimne (najmniejsze kulki jakie w życiu widziałam! )
      Za chwile wychodzi z knajpki zatrudniona pani, klepie mnie w ramie i mówi: kawa na panią czeka. Proszę sobie odebrać! Ja w szoku zdołałam ja zapytać, dlaczego, skoro i tak do mnie wyszła, mi tej filiżanki nie doniosła, ... " TO NIE MOJE OBOWIĄZKI" i tyle ba temat. Jak wspomniałam o tym paniom przy kasie, to spojrzały na mnie jaka UFO...
      I tyle na temat!

      Usuń
  12. Przesadna troska o dziecko. Miałam ostatnio sytuację: stałam nieruchomo z wielką, wypełnioną zakupami torbą i oglądałam książki. Totalnie zamyślona poczułam, że ktoś w tę moją torbę wpadł. Okazało się, że to około 4 latek jej nie zauważył i wpadł twarzą prosto na nią. Nic się nie stało, dziecko nawet nie zaplakało i najlepiej pewnie poszloby dalej. Na twarzy matki pojawił się taki grymas, jakby dziecko dostało w twarz chuśtawką! Od razu przesadnie sprawdziła, czy dziecku nic nie jest. 4-latek: z miną obojętności. Oczywiście przeprosiłam, alles gut... Po chwili matka się rozpogodziła, ale myślałam, że będzie draka. No niestety, słyszy się, że dzisiejsi niemieccy rodzice tak przesadnie i odnoszą się do opieki nad dziećmi, że lepiej nie myśleć co z nich wyrośnie ;-) Zawsze wychodziłam z założenia, że szybciej się uczymy na własnych "upadkach", niż będąc pod kloszem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym temacie niejedna "Matka Polka" miałaby tez wiele do powiedzenia :)

      Usuń
    2. Ho ho! Ostatnio siedziałam w Polsce z dziećmi w takiej mini kolejce czekając na przejażdżkę. Obok mnie MATKA POLKA z 2 letnia córunia, która mało zainteresowana pociągiem ciagle z tego wysiadała. W końcu wpadła w inna matkę i upadła lekko na pupcie. Matka i ojciec podbiegli z krzykiem (sic!) do zdziwionego dziecka i ogromnie zbulwersowani, obrzucili matkę groźnymi spojrzeniami i fuknieciami opuścili ciuchcię z głośnym komentarzem " idziemy stad" Zaczęłam sie tak głośno smiac, ze aż głupio, ale cóż tak bywa! Wszędzie!

      Usuń
  13. niestety wdzystko sie zgadza a moznaby dodac jeszcze wiecej. najgorsi ci mezczyzni zupelnie nie wiedzacy jak sie zachowac w stosunku do kobiet...masakra !
    ps. i jednego z Niemcow wzielam sobie na meza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest szansa, że tego jednego chociaż możesz trochę podszkolić! :)

      Usuń
  14. Nie mówiąc, że nie kumają ironii i wszystko biorą dosłownie. Żartu zabawnego chyba nigdy nie zaznałem, albo może raz. I ta ich sympatyczność, gdy coś zrobisz nie po ich myśli...zaraz wymówka lub rozkaz. Plus kobiety, które często mają dość męski sposób zachowania i ten ich sposób chodzenia, nigdzie w Europie tak niezgrabnie nie chodzą. Ale organizują świetnie rozkłady za to ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam sie z wiekszością punktów, oprócz dialektów. Fascynuje mnie ich bogactwo i przywiązanie np bawarczykow do ich języka. Generalnie swietnie sie czuje w Bawarii bo ich mentalność zdaje mi sie w wielu punktach bliska polskiej. W przeciwieństwie do wielu Niemców, rozumieją ironię! Odwiedzają sie spontanicznie! Wiedza jak imprezować, sa wierzący ale w przeciwieństwie do nas,nie dogmatyzuja, dbają i pielęgnują tradycje...
    ALE... Szalenie brakuje mi typowej polskiej SOLIDARNOSCI JAJNIKÓW - Koleżanek i przyjaciółek, ktore sa po prostu babkami jak ja imige z nimi rechotać przez północy, omawiać WSZYSTKO imiec świadomość, ze nie zdają z tego relacji mężom :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Ich muss ehrlich sagen, dass ich sehr die deutsche/ westeuropäische Anrede bevorzuge.
    Ich möchte mit meinem Nachnamen angeredet werden und NICHT mit meinem Vornamen. Das ist in den Niederlanden, England & Frankreich genauso. "Mijneer de Bakker, mag U even de door openen-?", "Mr. Baker, would you please open the door-?", "M. Dupont, voudriez-vous ouvrir la porte, s.v.p.?". Immer wird man mit dem Familiennamen angesprochen. So auch im Deutschen: "Herr Becker, würden Sie bitte die Tür öffnen-?" Ich heiße nicht "Herr Joachim" oder sonstwas.
    Es gibt das Sprichwort: When in Rome, do as the Romans do. Also, wenn die Polen "Pani Kasia" oder was hören möchten, dann bitte in Polen.
    In förmlichen Unterredungen wird übrigens auch in Kroatien mit dem Nachnamen angeredet:
    "Gospodine Pekar ...". Die Polen sind da relativ allein.

    Gruß,

    Mister Baker

    OdpowiedzUsuń
  17. Witaj,
    Gratuluję ciekawego wpisu :) Pod wszystkimi niemieckimi dziwactwami, które uprzykrzają życie w Niemczech podpisuję się rękami i nogami ;) Chciaż nie zawsze są to dziwactwa, a raczej niemiecki sposób bycia.
    Przesadny formalizm (mówienie do siebie per pan/pani i po nazwisku nawet do kolegów w miejsu pracy), konieczność posiadania papieru na wszystko (zawsze się zastanawiam, gdzie te sterty dokumentów trzymać później w domu - pomału chyba muszę przerobić piwnicę na archiwum!), dystans pomiędzy sąsiadami, punktualność co do jednej minuty, po kilku latach mieszkania w Monachium mnie już nie dziwią. Dodałabym jeszcze jedną cechę, jaką jest poprawność, która w pewnych sytuacjach zakrawa o dziwactwo. Mam wrażenie, że tutejsi mieszkańcy rodzą się z tą cechą. O pewnych tematach się po prostu nie rozmawia, spraw nie komentuje, pewnych słów nie wymawia (mam na myśli przede wszystkim kontekst emigracji, religii, orientacji, polityki).
    Pozdrawiam!
    https://shallwegooutside.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Cześć Agato! Ta nazwa dziwactwa jest trochę prowokacyjna, ale tylko trochę :) Wiele rzeczy nas często dziwi po przyjeździe do danego kraju, a po jakimś czasie przestaje dziwić, a nawet przyzwyczajamy się do nich. DO tych pięciu wymienionych przeze mnie powyżej nadal trudno jest mi się przyzwyczaić ;)
    Pozdrawiam, DOminika

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam wszystkich. Nie bardzo rozumiem czemu ma służyć ten Bolg...Jestem w Niemczech od niedawna. Faktycznie maja swoje manie, zwyczaje, naleciałości. Ale nie rozumiem czemu narzekacie? To Wy przyjechaliście do tego kraju i albo to zaakceptujecie albo zawsze możecie wrócić do Polski. Może spójrzcie na to z innej strony. Każdemu obcokrajowcowi może sie nie podobać nasza metalność i obyczaje. A jeśli chodzi o dialekty to czy w Polsce ich nie ma? Rozumiemy sie wszyscy w Polsce? A gdzie gwara śląska, poznańska, kurpiowska, kaszubska? I proszę mnie zrozumieć, ja nie bronię Niemców. Po prostu uważam, że największą przywara Polaka jest narzekanie!!! W jakim kraju by się nie zanalazł a najbardziej we własnym!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Anonimie, ku mojemu wielkiemu szczęściu, wyręczył mnie w odpowiedzi na Twój komentarz Maciej, za co mu jestem b. wdzięczna. Nic dodać, nic ująć - oprócz tego jednego wpisu mój blog jest jedną wielką pochwałą życia w Niemczech. A cech narodowych nie da się tak łatwo pozbyć ;)

      Usuń
  20. Szanowny Anonimie, naturalnie masz w tym wszystkim trochę racji, jednakowoż przy okazji narzekasz na to, że inni narzekają :-) Nikt przecież nie pisze, że jest mu tu jest źle. Każdy kraj, anwet tak perfekcyjny jak Niemcy ma swoje obyczaje, zasady, dobre i złe strony - nie odbiera nam to jednak możliwości podzielenia się krytycznymi uwagami. O ile wiem, Dominika w 95% dzieli się z nami swoimi pozytywnymi spostrzeżeniami, przy czym 5 procent zostawiła sobie na ten mniej idealne detale. Takie, na które można sobie czasem właśnie ponarzekać :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)