poniedziałek, 30 listopada 2015

5 powodów, dla których NIE warto żyć w Niemczech - #24. Niemieckie dziwactwa

Tym razem, zainspirowana tematem przewodnim w Klubie Polek na Obczyźnie, chciałabym Wam przedstawić listę niemieckich dziwactw, do których absolutnie się nie mogę przyzwyczaić! Rzeczy, które mnie drażnią, które przeszkadzają i które swędzą jak po ugryzieniu kąśliwego komara!

1. PUKANIE W STÓŁ


To jest gest, którego nigdy nie mogłam pojąć i który mnie wręcz krępuje. Spotyka się go w grupie osób, które nagle się wspólnie z czymś zgodzą, dojdą do jakiego konsensu lub po prostu wyrażają aprobatę dla jakieś sprawy czy osoby. To trochę jak wspólne klaskanie, ale z takim dodatkowym potwierdzeniem słuszności sprawy. Nagle wszyscy zaczynają pukać w stół i już wiesz, że nie jesteś stąd! Trudno mi się przemóc w tej sprawie, a owacje dużo łatwiej mi przychodzą ;)

Nad jeziorem Titisee

2. "ROTTHALER!"


Odkąd mamy erę telefonu z wyświetlaczem, pokazujących kto do nas dzwoni, zwracam się do osoby, którą znam, po imieniu. Zwłaszcza jeśli jest to członek rodziny czy bliski przyjaciel: "Cześć Aga, co u Ciebie?", "Hej mamo, fajnie że dzwonisz". Niemcy z kolei, bez względu na okoliczność ZAWSZE odzywają się, podając swoje nazwisko. No uszy mi więdną, jak mój mąż rozmawiając ze swoją mamą, podnosi słuchawkę i mówi: "Rotthaler". No w życiu i nigdy przenigdy!

Co innego w pracy, na telefonie służbowym czy w jakiś relacjach biznesowych. W tym kontekście polskie "Halo" bez przedstawienia się denerwuje mnie podobnie, jak meldowanie się nazwiskiem do rodziców i przyjaciół...

Nad Morzem Północnym


3. PANI ROTTHALER


W oficjalnych relacjach nigdy nie będę dla Niemców Dominiką, a zawszę panią Rotthaler. "Pani Rotthaler, czy może pani podejść do telefonu?", "Pani Rotthaler, co sądzi Pani na temat segregacji śmieci w Niemczech?", "Pani Rotthaler, czy ma Pani czas na kolację dziś wieczorem?". Na szczęście w większości sytuacji dosyć łatwo przejść na "ty" i dystans od razu się zmienia. Jednak nie ma to jak "Pani Dominika" ;)

Rzeka Łaba w Hamburgu


4. GDZIE CI MĘŻCZYŹNI?


Jak przyjeżdżam do Polski, to cieszę się z małych gestów, którym w Niemczech nie zaznaję. Lubię, kiedy mężczyzna przepuści mnie w drzwiach, ustąpi miejsca, podniesie zgubioną rękawiczkę. I nie chodzi o równouprawnienie, ale o zwykłą ludzką uprzejmość! W Niemczech te gesty są archaiczne i w zdecydowanym zaniku. Szkoda.


Frankfurt

5. DIALEKTY


Niby już trochę się do tej różnorodności dialektów przyzwyczaiłam, ale nadal większości z nich nie od razu rozumiem! Zwłaszcza tych z mniejszych miejscowości lub wiosek. Ostatnio wyjechał mi pewien kierowca autobusu takim typowo bawarskim niskim głosem i zupełnie nie miałam pojęcia o co chodzi. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że mnie uprzejmie chciał zagadać i coś tam do dzieci nawiązać. Najgorsze jest zaskoczenie przez telefon, kiedy muszę porozmawiać z jakimś elektrykiem, informatykiem czy innym specjalistą, których po prostu nie kumam! Piękna ta różnorodność, ale dla obcokrajowców niezwykle trudna!

Szwarcwald

Czy dla tych faktów NIE warto żyć w Niemczech? No, oceńcie sami. Dla niezdecydowanych - kilka zdjęć niemieckich pejzaży.

A Wy macie jakieś rzeczy, sytuacje, gesty, które Wam przeszkadzają i do których raczej nigdy się nie przyzwyczaicie? Napiszcie, chętnie się dowiemy :)

sobota, 28 listopada 2015

Eataly: włoskie specjały w Monachium (Schrannenhalle przy Viktualienmarkt)

Jeśli jak ja kochacie piękną Italię, lubicie śródziemnomorskie specjały, zajadacie się pizzą, pastą i najchętniej popijacie właśnie włoskie espresso, to mam dla Was dobrą wiadomość - od kilku dni działa w Monachium nowy sklep z włoskimi produktami wysokiej jakości: Eataly.



Sam koncept nie jest nowy, a sklepy tej sieci istnieją na całym świecie, m. in. we Włoszech, w Stanach, Brazylii, Japonii oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Co ciekawe dotychczas w Europie istniały oddziały wyłącznie we Włoszech, a więc Monachium jest pierwszym miastem europejskim poza Włochami, jakie może cieszyć się jakością tego sklepu.



Hala Schrannenhale przy Viktualienmarkt została gruntownie wyremontowana i odnowiona. Obecnie monachijskie Eataly zajmuje powierzchnię 4.600 m2, na której mieści się 16 różnych lokali i stoisk. Każda z restauracji specjalizuje się w konkretnych produktach: w jednej z nich w ofercie znajdziecie wyłącznie pizzę, w innej dania na bazie włoskich makaronów, a w kolejnej dania mięsne. Wszystko po to, aby wynieść sztukę kulinarną na najwyższy poziom i dać szansę wykazania się specjalistom. I tak np. pizzę przygotowuje maesto pizzy w trzecim pokoleniu, napoletańczyk Vincenzo Capuano. 



Na innych stoiskach część oferowanych produktów przygotowywana jest według konceptu "open cooking", czyli na oczach gości. Możecie zatem przyjrzeć się, jak wypieka się chleb, zagniata tortellini lub jak robi się ser mozarella. Myliłby się jednak ten, kto by twierdził, że Eataly to wyłącznie Włochy. Autorzy tego konceptu starają się bowiem łączyć włoską sztukę kulinarną lub wytwarzania różnych smakołyków z lokalnymi produktami. Dlatego też np. mleko, jajka czy regionalne warzywa sprowadzane są z Bawarii oraz Badenii-Wirtembergi. I tu widzę wielką zaletę tego sklepu, bo nie jest zamkniętym na czynniki zewnętrzne skansenem, a ciekawym dialogiem z miejscem, w którym istnieje.



Warto wspomnieć o kawiarence, w której oferowana jest pyszna kawa illy. Obok tego stoiska znajduje się kącik Nutelli, co na pewno ucieszy małych klientów. Nieopodal położone stanowisko z pysznymi lodami może dać rodzicom parę minut na wypicie swojego espresso i chłonięcie tej ciekawej atmosfery. Dzięki temu można się na chwilę przenieść na jakiś ruchliwy plac położony w centrum małego, włoskiego miasteczka, gdzie ktoś ze sprzedawców nuci "Santa Lucia", inny macha klientowi na pożegnanie, a jeszcze inny robi piruety, serwując ulubioną kawę. La dolce vita :)



Warto wspomnieć jeszcze o dwóch tarasach w Schrannenhalle, na których odbywają się imprezy, różne eventy i degustacje. Za poziomie -1 z kolei znajduje się bogaty dział czekoladek tradycyjnej firmy Venchi oraz duży wybór włoskich win i uwaga - również piw! Tutaj także istnieje niewielkie pomieszczenie, gdzie można wziąć udział w kursie gotowania lub kulinarnych wykładach. Podczas pre-opening dla prasy, na jakim miałam szczęście być, brałam udział właśnie w jednym z takich kursów. Pod okiem szefa szefów, czyli Executive Chefa Alexa Sallustio udało mi się wyczarować pyszne cappelletti z nadzieniem z kaczki w sosie truflowym. Poezja!


A wiecie, o czym sobie marzyłam, kręcąc się między półkami z tym włoski smakołykami? Żeby wreszcie jakiś przedsiębiorca z Polski miał podobny pomysł na sprzedaż i promocję naszych produktów za granicą. Koniec z pasztetem firmowym z drobiu, sokiem Kubuś czy vegetą ustawianymi w polskich sklepach zagranicznych na kilometrowych półkach! Czas na polskie produkty regionalne, świeże, przyrządzane przez wybitnych specjalistów, rozsławiające pracę naszych cukierników, piekarzy i przetwórców. Jeśli ktoś ma podobny pomysł na promocji Polski poprzez jej wysokiej jakości produkty, to nie koniecznie najpierw zajrzy do Eataly, żeby dowiedzieć się, jak to robią specjaliści! I jak przez różne artykuły sprzedać po prostu radość i jakość życia!

A jeśli nie wierzyliście znawcom tutejszej kultury i architektury, którzy twierdzą, że Monachium jest najbardziej na północ położonym włoskim miastem, to Eataly może Was do tej tezy zupełnie przekonać. Doznania cielesne i duchowe - gwarantowane! Proprio bello! :)

Eataly
Schrannenhalle – Viktualienmarkt 15
80331 Monachium

Godziny otwarcia
Restauracje
poniedziałek - niedziela
w godz. 11:30 do 16:00 i 18:00 do 22:30
Caffetteria illy
poniedziałek - niedziela
w godz. 7:30 do 23:00
Restauracja La Piazza
poniedziałek - sobota
w godz. 11:00 do 23:00

wtorek, 24 listopada 2015

Ruszają zapisy do polskiej grupy zabawowej przy Sendlinger Tor (6 - 12 miesięcy)

Jednym z priorytetów i jednocześnie największych wyzwań, jakie stoją przed młodymi rodzicami, mieszkającymi na emigracji, jest przekazanie dziecku języka ojczystego. Wymaga to dużego nakładu pracy i czasu. Zwłaszcza, kiedy dzieci są małe i jak gąbki wchłaniają wiedzę o świecie, świetnie sprawdzają się tzw. grupy zabawowe, podczas których maluchy bawią się z rówieśnikami, a rodzice mają szansę porozmawiania po polsku z rodakami, będącymi w podobnej sytuacji. Przyjemne z pożytecznym i nauka przez zabawę :)

Ja sama chodziłam z dziećmi regularnie na zajęcia przy Sendlinger Tor i z zainteresowaniem przyglądałam się rozwojowi grup w tym miejscu. Obecnie odbywają się tam dwie polskie grupy - w poniedziałki od 16:00 do 17:30 dla dzieci w wieku 2-4 lata oraz w piątki od 9:30 do 11:00 zajęcia dla dzieci w wieku od 6 miesięcy do około roku. Obie grupy prowadzi Jolanta Modlińska. Jola dodatkowo opiekuje się grupą skierowaną dla dzieci w wieku od 2 do 3 lat, której zajęcia odbywają się w środy przy kościele św. Moniki na Neuperlachu.

Jola z rodziną
Jolanta jest mamą trójki dzieci: 11-letniej Mileny, 9-letniego Miłosza i 2-latki Helenki. Cała rodzina mieszka już od 4 lat w Monachium. Jola jest z wykształcenia fizjoterapeutą. Jest również absolwentkaą autorskiej klasy teatralnej przy Liceum Ogólnokształcącym w Kłodzku. Dodatkowo skończyła szkołę Arteterapii, czyli terapii poprzez sztukę. W Polanicy-Zdrój prowadziła w Bibliotece Miejskiej zajęcia plastyczne dla dzieci oraz zajęcia podczas ferii zimowych.

Dzieci Joli od przyjazdu do Niemiec uczęszczają do Polskiej Szkoły w Monachium przy konsulacie. Tutaj Jola współorganizowała bożonarodzeniowe i wielkanocne warsztaty plastyczne dla dzieci oraz kiermasze świąteczne. Współorganizowała również zbiórki pieniężne i materialne, paczki bożonarodzeniowe dla dzieci z Ośrodka w Nienadowej oraz  do Ośrodka w Częstochowie. Ostatnio także zorganizowała i przeprowadziła w Monachium warsztaty plastyczne dla dzieci podczas festynu sportowego organizowanego przez SV Polonię oraz Szkołę przy konsulacie.

Jola bardzo lubi pracę z dziećmi, a najbardziej cieszy ją, kiedy maluchy są z zajęć zadowolone. 

Dlatego też zaprasza wszyskie mamy i/lub tatusiów z dziećmi w wieku 6 - 12 miesięcy na kolejny cykl zajęć "Idzie raczek nieboraczek". Będą piosenki, wierszyki, rymowanki i wspólne zabawy. Oprócz tego czas dla rodziców na poznanie się i wymianę wrażeń, informacji i doświadczeń. Zajęcia ruszają w piątek 4 grudnia 2015 i potrwają do 5 lutego 2016 (w sumie 8 spotkań). Koszt całości: 68 euro. Zajęcia odbywają się w Evang. Familien-Bildungsstätte, Herzog-Wilhelm-Str. 24, 80331 Monachium (okolice Sendlinger Tor). Zapisać można się TUTAJ.

Zdjęcia z zajęć prowadzonych przez Jolę przy Sendlinger Tor

wtorek, 17 listopada 2015

O Polkach i Polakach poza Polską w rozmowie z "Matką Polką Feministką"

Z tematem emigracji mierzę się już od prawie 6 lat. A licząc cały okres mojego pobytu poza granicami Polski - prawie 10 lat! Moje odczucia, poglądy i wizje ulegają wraz z upływem czasu pewnym zmianom, w końcu całe moje życie ewoluuje. Wyjechałam z Polski jako szczawik prosto po studiach: najpierw do słonecznego Lugano w Szwajcarii, gdzie spędziłam 1,5 roku i gdzie poznałam obecnego Męża. Potem kolejne 18 miesięcy spędziłam w wietrznym Hamburgu na północy Niemiec. Powrót do Polski miał być powrotem raczej na stałe, a stał sie ostatecznie jedynie moim osobistym, 2,5-letnim pożegnaniem z krajem i rodziną. Potem już "tylko" Monachium.

Cały ten proces migracyjny miał wpływ na to, kim jestem teraz, jak postrzegam rzeczywistość, jak rozmawiam z ludźmi i jak przeżywam świat. Punktem zwrotnym było na pewno założenie polsko-niemieckiej rodziny oraz urodzenie dzieci. Nowa rola mamy przewartościowała wszystko, co do tej pory sądziłam o życiu i nadała mu po prostu całkiem innego znaczenia. Życiu na emigracji.

Nie jestem jedyna, "która tak ma"! Ba, jest nas setki tysięcy. Polek, które założyły rodziny poza granicami kraju, które na co dzień łączą różne kultury, języki i zwyczaje. Ta wspólna droga, podobne problemy i wyzwania, podobieństwo życiorysów, czy choćby spójne kłopoty z odnalezieniem się w nowym miejscu - wszystko to sprawia, że nagle stajemy się wobec siebie nie zupełnie obce. 

O tym oraz o innych emigracyjnych aspektach życia rozmawiałam z dziennikarką Joanną Mielewczyk w audycji "Matka Polka Feministka". Posłuchajcie proszę i podzielcie się z nami swoją opinią na ten temat! Zachęcam również do włączenia się w dyskusję o Polakach na emigracji - do końca listopada możecie pod hashtagiem #poloniawniemczech publikować Wasze posty, artykuły czy wpisy o wizerunku Polaka za granicą oraz o wyzwaniach, jakie przed nami stoją.



A jeśli chcecie poczytać ciekawostki o dziewczynach, które wspominam w wywiadzie, zapraszam do zapoznania się z wywiadami w serii "Polki w Monachium"!

poniedziałek, 9 listopada 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #23. Bawaria jesienią

Każdy, kto czyta tego bloga już od jakiegoś czasu, wie że bardzo lubię Bawarię, tutejszą naturę, zwyczaje, ludzi, no i oczywiście ogródki piwne. Dzisiaj chciałabym Was zaprosić spacer ze mną po bawarskich łąkach, pokazać Wam tutejszą przyrodę i opowiedzieć trochę więcej o tym największym i najbogatszym landzie w Niemczech. Zwłaszcza teraz - jesienią!

1. KOLORY - JESIEŃ W BAWARII


Podobnie jak w Polsce, złota jesień w Bawarii onieśmiela ilością barw, odcieni i kolorów. Zwłaszcza gdy zaświeci słońce, liście, jeziora, łąki i polany zyskują ten szczególny złoty filtr, dzięki któremu cały świat wokół wydaje się łagodniejszy i spokojniejszy. Wszystko zdaje się być na swoim miejscu i nawet nostalgiczna atmosfera jesieni nie jest w stanie zasmucić lub popsuć humoru. 






2. DBAŁOŚĆ O SZCZEGÓŁY


Nie tylko latem czy wiosną - również jesienią Bawarczycy dbają o swoją okolicę, zaczynając od upiększania swojej najbliższej przestrzeni, czyli swoich domów. Czerwone lub różowe pelargonie zdobią niejedną górską chatkę. Ścieżki są zagrabione, liście odsunięte na bok, a ogród powoli szykowany na zimowe chłody. Dbałość o szczegóły to podstawa: w oknie mała firaneczka, przed domem zadbany żywopłot, w ogrodzie skromne ozdoby z ceramiki.


3. SŁOŃCE


Wiadomo: słońce, to życie! Ale zwłaszcza jesienią, kiedy słonecznych dni jest coraz mniej i moc słońca znacznie słabnie, jego żółte promienie mogą wyczarować zupełnie nową jakość! Nagle rzeczy płaskie nabierają wymiaru, a czarno-białe stają się kolorowe! Ludzie wystawiają twarz do słońca i ładują się tymi krótkimi i ulotnymi momentami ciepła, wewnętrznego spokoju i melancholijnej ciszy.





4. ZWIERZĘTA


Świat zwierząt jesienią ogarnia przedzimowy marazm. Już nie ma hasania, skakania, swawolnych wygłupów. Jest za to jesienne spowolnienie i przygotowywanie się na długą zimę. Mimo to zwierzęta mają w sobie niewiarygodną zgodę na te zmiany, wplecioną w odwieczny rytm natury. Trochę im tego spokoju zazdroszczę :)


5. JEZIORA I GÓRY


To połaczenie jezior i gór zawsze mnie w Bawarii rzuca na kolana! Jesienne jeziora, otoczone pasem żółto-czerwono-złotych drzew, są po prostu magiczne! A spacer wokół takiego jeziora bliski jest medytacji! 




Zatrzymajcie się przez chwilę nad tym jesiennym cudem natury, przyjrzyjdzie przekwitającym kwiatkom, pożółkłym liściom, samotnym drzewom, szykującym się na zimowy odpoczynek. I łapcie te chwile, bo dają siłę i energię na następne długie miesiące! Zanim wiosenne słońce ponownie obudzi do życia całą przyrodę!

Bawario, i mog di! :)


piątek, 6 listopada 2015

Ruszył nabór przedszkolaków do monachijskich placówek

Na początku listopada rozpoczął się w różnych placówkach w Monachium nabór do tutejszych przedszkoli. O tym, że o mniejsce w przedszkolu nie jest łatwo, wie prawie każdy rodzic trzylatka. Jednak z odpowiednim przygotowaniem i kilkoma pomocnymi informacjami, można sobie ten proces zapisów ułatwić. 

O samej rejestracji do przedszkola w Monachium pisałam już w zeszłym roku. Tym razem dla najnowszego numeru polonijnego czasopisma "Moje Miasto" odświeżyłam i uaktualniłam te informacje. Zapraszam to lektury - również innych artykułów z tego numeru!