piątek, 30 października 2015

Polacy na emigacji - wyzwanie blogowe #poloniawniemczech

Dwa tygodnie temu brałam udział w Monachium w niezwykle ciekawym szkoleniu, które we współpracy z międzynarodową organizacją YPIN, skupiającą młodych, wykształconych Polaków (Young Professionals) rozsianych po całym świecie, zorganizowała warszawska Szkoła Liderów. Szkoła ta słynie ze świetnych warsztatów i kursów, podczas których wzmacniane są kompetencje liderskie uczestników tych spotkań. Dzięki wiedzy, nowym umiejętnościom oraz dużemu społecznego zaangażowaniu osób, które przeszły przez tego typu szkolenia, mogą się one stać "liderami" w swoim środowisku lub dziedzinie, którą reprezentują. 

Podczas naszego szkolenia, skierowanego docelowo do osób mieszkających na terenie Niemiec, omawialiśmy sprawy związane z problemami, wyzwaniami i możliwościami polskiej społeczności, żyjącej w Niemczech. Staraliśmy się również wysunąć pewne postulaty, które pomogą nam w dalszym planowaniu współpracy i będą drogowskazem w praktycznym działaniu.



Co to w ogóle oznacza, być Polakiem, mieszkającym za granicą? 


Część z nas wyjechała z Polski z powodów finansowych i w nadziei na lepiej płatną pracę. Inna część z kolei szukała przygód, chciała spróbować czegoś nowego, złapać świeży wiatr w żagle. Natomiast w przypadku innej grupy prywatne koleje losu zdecydowały o takim, a nie innym miejsu zamieszkania. Ponieważ tych powodów wyprowadzki z Polski jest dużo i są tak zróżnicowane, trudno jest wrzucić nas do jednego worka i pisać o Polonii jako o spójnej grupie. Jednak jakąś definicję trzeba przyjąć, aby móc pisać o polskiej społeczności jako całości. 

Ja wyraźnie zauważam, że właśnie dokonuje się duża zmiana w motywach wyjazdu z kraju. Kiedyś do Niemiec jeździło się wyłącznie na saksy, a za zarobione pieniądze można było wesprzeć rodzinę w kraju albo nawet wybudować sobie w Polsce dom. Lub uciekało się przed polityką, historią, przyszłością. Obecnie coraz więcej osób wyjeżdża z Polski, bo po prostu MOŻE i CHCE. Dla zmiany, przygody lub z miłości. To są ludzie młodzi, wykształceni, często specjaliści w jakieś dziedzinie. Pracownicy, na którym Niemcom zależy i których Niemcy cenią. Oczywiście aspekt finansowy nadal jest ważny i to nie zmieni się dopóty, dopóki w Europie nadal będą obecne tak duże różnice standardu życia w jej różnych regionach, jednak często schodzi po prostu na drugi plan. Zmiana ta odczuwalna jest również w wizerunku Polaka za granicą.

Mimo - w moim odczuciu - pozytywnych zmiań, nadal jest jeszcze dużo pracy. W potocznej świadomości Polacy są przede wszystkim dobrą, acz tanią siłą roboczą, świetnie sprawdzającą się na budowie, przy sprzątaniu mieszkań i opiece nad ludźmi starszymi lub dziećmi. Sukcesy pojedyńczych osób, mających fajne stanowisko w dobrej firmie lub robiących ciekawe rzeczy w ramach samodzielnej działalności gospodarczej, nadal nie przekładają się na ogólne stan wiedzy o Polakach. Dlaczego? Być może sami zainteresowani, a więc studenci, inżynierowie, managerowie, specjalistki, ekspertki i fachowcy za mało mówią o swoich sukcesach. Za mało w kontekście polskich korzeni. Nie chodzi mi o to, że każdy Polak, mieszkający w Niemczech i zadowolony ze swojego obecnego życia musi chodzić w koszulce "Jestem z Polski, pamiętam o korzeniach", ale swoją postawą, społecznym zaangażowaniem, otwartością na innych i aktywnym podejściem do życia dawał po prostu dobry przykład! Tego jeszcze musimy się nauczyć - wyjść z cienia, stać się widzialnymi, zarówno dla Polonii, jak i dla Niemców. Nie bać się spotykać w mniejszych lub większych grupach networkingowych. Nie uciekać przed strukturami i przed odpowiedzialnością czy zaangażowaniem, jakie wiąże się z byciem częścią całości, np. jakiegoś stowarzyszenia. Nie traktować się na wzajem jako konkurencję, nawet jeśli działamy w podobnych dziedzinach, tylko jako współpartnera, kompana na tym samym szlaku wędrówki w górach, gdzie raz pod górkę, raz z górki, ale zawsze przyjemniej nie w pojedynkę. Być tu i teraz, a więc działać lokalnie, na rzecz własnego osiedla, gminy czy miasta, ale i patrzeć w przyszłość, aby nie stracić celu.

Jak tego dokonać? To jest na pewno proces i to długofalowy, ale wierzę, że się da. Pamiętacie dowcipy z lat 80-tych o Polakach, którzy masowo kradli niemieckie auta? Ten trend już się zupełnie wyczerpał i obecnie raczej to nikogo nie śmieszy. To my i nasze dzieci jesteśmy pokoleniem, które dokona następnej zmiany. I to właśnie od nas w znacznym stopniu zależy, jak nasza grupa społeczna będzie przez Niemców, ale i przez Polaków w Polsce postrzegana!

I jeszcze mój osobisty apel na koniec: drodzy politycy, błagam, nie zniszczcie nam tej szansy!

Wyzwanie blogowe: #poloniawniemczech - do 30.11.2015


A teraz moja prośba do Was, Polaków żyjących w Niemczech. Dodajcie Wasz własny, osobisty komentarz i włączcie się w ten sposób do dyskusji!

Macie bloga? Napiszcie artykuł i wklejcie poniżej link do swojego posta, aby i inni mogli go przeczytać!

Macie konto na Facebooku, Instagramie lub Twitterze? Dodajcie hashtag #poloniawniemczech, abym mogła Wasze wpisy znaleźć.

Jaka jest Waszym zdaniem Polonia w Niemczech? Jakie wyzwania przed nią stoją? Co możemy zrobić, aby poprawić wizerunek Polaka za granicą?


Czekam na Wasze komentarze i zachęcam do wklejania swoich linków!



13 komentarzy:

  1. Witam, dokładnie miesiąc temu zalowalam z rodziną w Niemczech po 8 latach pobytu w Irlandii. Tam też na świat przyszły nasze dwoje dzieci :-) mieszkamy niedaleko Stuttgartu w malutkiej miescinie, gdzie nawet nie ma sklepu. Mąż dojeżdża do pracy jakieś 30 km. Na chwilę obecną polski język słyszałam może ze trzy razy. Częściej słychać rosyjski czy węgierski. Planujemy z mężem spróbować zintegrować się z tutejsza społecznością na tyle, na ile będziemy potrafili. Bardzo duża bariera jest u nas brak znajomości języka. Dodam tylko, że mąż został tutaj przeniesiony z pracy w ramach jednej firmy. Bardzo liczę, że znajdziemy tutaj jakiś miłych znajomych, bo już odczuwamy brak towarzystwa.. A co będzie dalej...? Tak, jak Pani pisała, pójście w góry z grupą sąsiadów byłoby dobrą formą przełamania lodów. Zobaczymy ;-) zyczcie nam powodzenia :-) pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Gosiu! Początki rzeczywiście nie są łatwe, a brak języka nie ułatwia zadania. Ale z czasem zwykle sprawy się normują i wszystko toczy się dobrze! Oczywiście tego właśnie Wam życzę i mam nadzieję, że szybko znajdziecie fajnych znajomych i wiernych przyjaciół! Powodzenia! :)
      Z pozdrowieniami, Dominika

      Usuń
  2. Świetna akcja, motywująca i inspirującą, Twój blog jest świetny, to skarbnica wiedzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! I zapraszam do włączenia się w akcję - może jakiś artykuł na Twoim nowym blogu?
      Pozdrawiam,
      Dominika

      Usuń
  3. Jaka jest Polonia w Niemczech?
    Hmmmm... Wiesz, nie mam porównania z Polonią gdziekolwiek indziej. Mogę jedynie na zasadzie własnego życia stwierdzić, że im dłużej żyjemy w innym kraju, tym bardziej stajemy się NIJACY językowo. Ja mam już potężne problemy z językiem polskim. Nawet napisałam to w ostatnim poście u mnie. Często przeprawiam wielokrotnie jakieś zdania, bo nie jestem pewna, czy coś ma być tak, czy inaczej napisane - ot, problem składni. Moi znajomi i Ja doszliśmy także do wniosków, że mamy bardzo ubogi zasób słów, tak jakby cofamy się w tym się wtórnie. Coraz częściej też jest problem z tym, że nie potrafimy podać nazwę czegoś po polsku i...? Niestety po niemiecku też.
    Jakie wyzwania przed Polonią stoją?
    Wiesz, Ja chyba osiadłam na laurach, bo nie mam wysokich aspiracji... Moi znajomi? Każdy raczej pogrążony jest bolączkami dnia codziennego i niepewnością czasów w jakich żyjemy.
    Co możemy zrobić, aby poprawić wizerunek Polaka za granicą?
    Myślę, że ten wizerunek teraz nie jest taki zły... Kiedyś Polacy kojarzyli się ze złodziejstwem i potężnymi dawkami wypijanego alkoholu. Jednak czasy się zmieniają i ludzie razem z nimi.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Dorota! Przeczytałam to, co napisałaś o języku. Czasem mam podobnie. Język niemiecki jest bardzo wygodny, precyzyjny i kompaktowy. Jedno słowo po niemiecku kontra 5 po polsku. Z drugiej strony zauważam, że przez to wieczne zastanawianie się, co jak się nazywa, sięgam po słowa bardziej wyszukane.

      Usuń
    2. Po polsku?
      To już dla mnie wyższa filozofia. Często jak ktoś mi coś napisze w komentarzu w ten deseń, muszę niestety... Hmmmm.... Przetłumaczyć z polskiego na polski.

      Usuń
  4. Polonia w Niemczech? Pracowita. Nieważne, co robimy, robimy dobrze i nie boimy się pracy. Myślę, że wyjeżdżając z Polski trochę wypuszczamy powietrze i przestajemy się martwić o to, co sąsiad o nas pomyśli. Polki w Niemczech? Ładne, starannie ubrane i umalowane. Jak w niedzielę o 8.30 rano widzę w autobusie zadbaną kobietę, to wiem, że jest Polką. Wyzwanie? Długofalowo: Zadbać o to, aby nasze dzieci miały polskość w sercach i były fajnymi, wartościowymi ludźmi. Jeśli miałabym rozwinąć tę myśl na konkretne działania, to byłyby to nauka pięknego języka, przekazanie dzieciom tradycji, kultury, przybliżenie literatury i historii, dawanie im smaków i zapachów polskich, utrzymywanie bliskich relacji z rodziną i przyjaciółmi w Polsce. Babcia z Polski, wszyscy przyjaciele, wujkowie i ciocie to nieoceniona skarbnica żywej polskości. W kontekście dwujęzyczności, w jakiej rosną nasze dzieci, w monachijskim tyglu kultur, jest to naprawdę duże wyzwanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z tym, że Polacy tutaj w Niemczech mało angażują się w życie lokalnej społeczności. Wydaje mi się, że większość jest tutaj jedną nogą, a drugą w swoich domach głównie na Śląsku i Opolszczyźnie. To sprawa, że nadal pokutuje postrzeganie Polaków jako gastarbeiterów, często świetnych fachowców, ale głównie jak piszesz w branży budowlanej, opiece i sprzątaniu. Na swoim przykładzie mogę to tylko potwierdzić. Jakież było zdziwienie pań w żłobku mojego synka, kiedy odkryły, że nie jesteśmy tu po to, aby żyć na socjalu, lecz mamy dobre wykształcenie i pracę w dobrych firmach. Rozmowa od tego momentu toczyła się na całkiem innym poziomie (co z kolei niezbyt dobrze świadczy z kolei o tych osobach:).
    Co dla poprawy wizerunku? Być moż potrzeba osoby/inicjatywy, która wokół siebie i swoich aktywności zgromadzi innych, będących do tej pory raczej biernymi uczestnikami życia społecznego. Dobrą robotę robi napewno Twój blog, a także takie warsztaty jak Little Lab. Ja sama chętnie bym się zaanagażowała w jakieś szersze działania na rzecz poprawy naszego postrzegania, chociażby po to, aby ułatwić życie naszym dzieciom.
    Myślę jednak, że nawet w życiu codziennym, dla sąsiadów, wspópracowników, znajomych możemy każdy z osobna poprzez swoje zachowanie wystawiać Polakom dobrą opinię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzien dobry! Pozdrawiam wszystkich czytelnikow, oraz autorke. :)
    Nazywam sie Gosia i mozna powiedziec, ze mieszkam w Monachium dopiero od wrzesnia. Wczesniej moje mysli i czas byl skupiony na Wloszech, gdzie konczylam studia, mimo iz fizycznie bylam juz w Niemczech. Szukalam przez jakis czas pracy w Monachium, jednak chyba jakims zrzadzeniem losu nie moglam jej znalesc. Teraz okazalo sie, ze czekam malenstwa, wiec nie moglabym pracowac w laboratorium (jestem po biotechnologii, potem liznelam neurobiologii). Na razie zaczelam kurs niemieckiego razem z moim mezem w Jego firmie. Mam nadzieje, ze bede wiecej mogla powiedziec o zyciu w Niemczech, gdy popracuje nad bariera jezykowa. Na razie uwazam, ze ludzie w Monachium to bardzo mile, uczynne osoby. Jeszcze troszke brakuje znajomych, ale z czasem mysle, ze to sie pozmiena.
    Co do wszelkich inicjatyw, uwazam, ze sa bardzo potrzebne. Bardzo chetnie bym sie w cos wlaczyla (mozecie to uznac jako zgloszenie na ochotnika ;)), choc na razie wskutek mojego lamanego niemieckiego mam jeszcze problemy z szukaniem czegos co by do mnie przemawialo. Jednak mam zamiar to zmienic w najblizszym czasie.
    Co do wizerunku o Polakach: uwazam, ze sami sobie wyrabiamy opinie. Niezaleznie od narodowosci. Staram sie nie patrzec na stereotypy (choc wiem, ze funkcjonuja). Mialam do czynienia z ludzmi pochodzacymi w sumie z wszystkich czterech kontynentow i jesli czegos mnie to nauczylo, to tego ze wszedzie trafi sie taki, smaki, owaki. I to zarowno w sensie pozytywny, jak i negatywnym.
    W skrocie mozna wiec powiedziec o mnie, ze ogarniam sie z zyciem w kolejnym nowym miejscu, powoli dochodzi do mnie wielka zmiana w zyciu (przejscie od kobiety, ktora spedza noce na laboratorium, do takiej ktora pielegnuje ognisko domowe, miejmy nadzieje ze bez pozaru), zawieram nowe znajomosci i szukam swojej drogi w tym wielkim miescie! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z moich obserwacji wynika, że jest tutaj bardzo dużo ludzi, którzy mają dobry pomysł na siebie i szansę, aby zaistnieć, ale brakuje im jakiejś osoby/instytucji, która doradzi czy pomoże zrobić pierwszy krok lub po prostu skieruje pod dobry adres. Często spotykam się z uwagami, że "chciałbym lub chciałabym zrobić coś takiego, ale przerasta mnie biurokracja, nie wiem od czego zacząć, więc póki co odpuszczam". Z resztą sama wiesz po naszych "mamowych" spotkaniach jak to wygląda i ile potrafi dać czasem najmniejsza wskazówka. Tak więc moim zdaniem potrzeba jest po prostu więcej takich osób jak Ty, które są niejako "bazą" :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję wszystkim za Wasze wypowiedzi i komentarze! Postaram się je zebrać w jakąś spójną całość i przedstawić czytelnikom wyniki tego eksperymentu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W mojej mieścinie jesteśmy jedyną Polonią, więc za bardzo nie mam punktu odniesienia, słyszy się to i owo, ale własnych obserwacji niestety nie mam. Owszem, zdarza mi się od czasu do czasu usłyszeć polski język w sklepie, czasem zagadać, ale to są głównie osoby przyjeżdżające na szkolenia do szkoły NATO. W Garmisch natomiast sytuacja jest już troszkę inna-wiem, że jest sporo osób pracujących, tak jak wspomniałaś, przy opiece nad starszymi, na budowach, przy wykładaniu towaru na półki. Ponieważ na co dzień funkcjonuję w społeczeństwie wielokulturowym, nie tylko wśród Niemców, dostrzegam często sygnały, które udowadniają, że wszyscy ciągle jeszcze żyją stereotypami, przy czym prym wiodą panowie-panie są bardziej otwarte, przyjazne i rzadko obciążone uprzedzeniami. Mój osobisty sukces to zdobycie pracy w Nato school - wszyscy mi odradzali aplikowanie, bo przeciez jestem z Polski, co ja tam wiem i umiem?? Na rozmowie kwalifikacyjnej okazało się, że mam najlepsze wykształcenie, doświadczenie i wiedzę. Może ten mój mały sukces chociaż po trochu przyczyni się do innego spojrzenia na nas, Polaków. jesteśmy dobrze wykształceni, kompetentni, pracowici, sumienni i nie powinniśmy mieć kompleksów!! Brakuje nam wiary w siebie, to prawda - jesteśmy zbyt skromni, ale mogę z całą pewnością powiedzieć - niepotrzebnie!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)