wtorek, 6 października 2015

Lajtowa wycieczka w góry do schroniska DAV Albert-Link Hütte (Spitzingsee)

No i proszę, jaka ładna jesień nam się znowu zrobiła! Można? Można! :) Od razu humorki inne, buzie same odwracają się do promyków słońca, a ogólna energia wzrasta o 100%! Ładujcie akumulatorki póki słońce świeci, bo za jakiś zniknie niestety na parę ładnych miesięcy...

Ja świetnie ładuję się w górach! Nie musi to być od razu Zugspitze. Wystarczy jakiś fajny spacer, niewielka wędrówka, której uwieńczeniem będzie choćby skromny, ale smaczny obiadek :) Na wiosnę wybraliśmy się z dziećmi do Bayrischzell na wędrówkę Wendelstein Männlein Weg. Z kolei jesień powitaliśmy wycieczką do Spitzingsee oraz lajtowym spacerkiem do DAV Albert-Link Hütte.


Spitzingsee położone jest za Schliersee. Jest to urocze jezioro, które można obeść wkoło. Jeśli będziecie klnąć na mnie pod nosem podczasz szukania parkingu w tym miejscu, wybaczę Wam, bo z miejscami parkingowymi jest rzeczywiście krucho. Pamiętajcie, aby mieć ze sobą parę drobnych euro na zapłacenie za miejsce parkingowe. Ruch to głównie w sezonie letnim przy pięknej pogodzie lub zimowym, gdy trasy narciarskie są otwarte. Teraz na jesieni powinno również i w tym turystycznym regionie być trochę spokojniej.

W lecie miejsce to jest tak popularne, ponieważ spod jeziora Spitzingsee rozpoczynają się rozmaite szklaki górskie i piesze wycieczki. Nasz spacer do schroniska DAV Albert-Link Hütte prowadził naprawdę łatwą drogą. Jeśli więc szukacie górskich przygód, wertepów, korzeni, przeszkód, to nie jest to ścieżka dla Was. Jeśli jednak chcecie wybrać się na spokojny spacer przy pięknych widokach, gdzie przestrzeń otwiera sie na człowieka i daje świeży powiew wolności, to warto wybrać się tutaj. Nawet spacer z wózkiem jest możliwy :)



Całą trasę od parkingu do schroniska pokonacie "bez dzieci" nawet w 30 minut. Z maluchami odpowiednio dłużej. Ale nie będą się tu nudzić, bo a to wielkie bale drzewa, na które trzeba się powspinać, a to jakiś strumyk, do którego trzeba powrzucać kamyki, a to skałki, na które trzeba się powspinać. Po drodze, w sezonie letnim, można tu spotkać pasące się krowy. Ba, nawet napić się świeżego mleka - prosto od krowy!



DAV Albert-Link Hütte jest miejscem prorodzinnym nie tylko ze względu na przewijak w toalecie czy dziecięce menu. To schronisko, na którego terenie znajduje się spory plac zabaw - cały drewniany, zachęcający do wspinaczek, zeskoków i biegania. Dodatkowo schronisko to szczyci się przynależnością do programu Niemieckiego Stowarzyszenia Alpejskiego “So schmecken die Berge”, w ramach którego reprezentujące je schroniska oferują regionalne posiłki spożądzone w miarę możliwości ze składników pochodzenia ekologicznego. I tę jakość w DAV Albert-Link Hütte naprawdę się czuło!



Po smacznym posiłku i wybieganiu się na placu zabaw wróciliśmy tą samą drogą do auta. Potem czekało nas jeszcze tylko prawie godzinne stanie w korkach w stronę Monachium, ale w sumie było naprawdę warto! I to nie tylko dla wspaniałego spaceru, górskiego powietrza, pysznego jedzenia i fajnego placu zabaw. Przede wszystkim ze względu na super towarzystwo: Ewa, dziękujemy za superancki dzień, jak powiedzieliby chłopcy! :)



4 komentarze:

  1. Pewnie,ze superancki ;))) Chlopcy zawsze maja racje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcia u nas właśnie dziś pogoda sie popsuła i zaczęło padać, a do wczoraj była nad morzem idealna jesień- dużo słońca, brak wiatru. Podoba mi sie sposob, w jaki pokazujesz swoje dzieci, nie za dużo, wszystko subtelnie. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne fotki, Domi! Narobiłaś smaka na taką wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne miejsce, jeżdżę dużo tutaj po okolicach, ale tam jeszcze nie byłam.
    Pozdrawiam
    Aleksandra
    www.inspireyourlifenow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)