środa, 30 września 2015

Losowanie: do wygrania 2 x 2 bilety wstępu na targi Babywelt w Monachium

Już dawno nie było na blogu żadnego losowania. Pora to nadrobić!

Znacie największe w Bawarii targi "Babywelt" poświęcone tematom: ciąża, niemowlę, dziecko? Tu w halach wystawienniczych prezentują swoje usługi i produkty przeróżni wystawcy, z którymi można wejść w bezpośredni kontakt, a przedstawione produkty przetestować, podotykać, poprzymierzać itp. 

Oprócz stoisk producentów i instytucji, ułatwiającym życie młodym rodzicom, dostępne są różne seminaria i warsztaty ze specjalistami. Tematyka tych spotkań dotyczy m. in. karmienia piersią, Eltern- i Kindergeld, prawidłowej kąpieli niemowlęcia, czy sposobów na udane wprowadzenie pokarmów stałych w diecie maluszka.

Goście odwiedzający targi Babywelt mogą wziąć również udział w ciekawym programie scenicznym - dla dzieci m. in. pokaz czarodziejskich sztuczek, dyskoteka, muzyczna przygoda z książką. Dorośli mogą podpatrzeć i wypróbować, jak wygląda Kangatraining czy fitness z niemowlakiem.

Babywelt Messe München
9-11.10.2015
piątek - sobota: godz. 10:00 - 18:00
niedziela: godz. 10:00 - 17:00

Bilety:
Całodzienny bilet - 12,00 euro
Całodzienny bilet ulgowy - 10,00 euro
Happy Hour, codziennie od 16:00 - 6,00 euro
Dzieci do lat 10 - wstęp bezpłatny.

W tym roku targi Babywelt odbędą się w następującym miejscu: 
MOC Veranstaltungscenter München
Lilienthalallee 40
80939 Monachium


Dla tych z Was, którzy chcą spróbować swojego szczęścia, mam dwa podwójne zaproszenia na targi Babywelt w Monachium!

Oto warunki losowania:

- jeśli jeszcze nie lubicie profilu Polki w Monachium na Facebooku, poproszę o Wasze lajki i/lub dodanie bloga do listy obserwowanych obiektów (okienko obserwatorzy w pasku po prawej stronie)

- proszę o pozostawienie komentarza pod poniższym artykułem do niedzieli 04.10.2015, w którym napiszecie dlaczego zależy Wam, aby odwiedzić targi Babywelt w Monachium

- ten kto udostępni post na Facebooku, ma dodatkową szansę na udział w losowaniu (proszę o dodanie tej informacji do Waszego komentarza)

- zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania - wyniki ogłoszę na Facebooku i i wyślę szczęściarzowi wiadomość - proszę o podanie Waszego adresu mailowego lub napisanie pod jaką nazwą śledzicie Polkę w Monachium na Facebooku

Powodzenia i dobrej zabawy!

Ten artykuł powstał we współpracy z firmą "FLEET Events".

poniedziałek, 28 września 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #20. Rowery

Bez mojego roweru nie wyobrażam sobie życia! To nie tylko mój codzienny środek lokomocji, ale i wierny przyjaciel, który razem z swoją kuzynką przyczepką nie raz uratował mnie z opałów lub pomaga w nieodzownych czynnościach.

Być może zapytacie, czy temat ten zasługuje na takie wyróżnienie, aby poświęcić mu osobny post? Moim zdaniem - tak! Nie tylko ze względu na ilość rowerów przypadającą na każdego mieszkańca Niemiec, ale i na swoistą kulturę rowerową, której w Polsce w takich rozmiarach nie doświadczyłam. Na pewno zmienia się ona również nad Wisłą, jednak w potocznym myśleniu, jak zauważa Steffen Möller w książce "Expedition zu den Polen", w Polsce rower nadal uznawany jest za gorszy środek lokomocji, czy nawet określany jako "samochód dla biednych". W Niemczech już dawno zyskał uznanie jako substytut auta w codziennej komunikacji i jako nieodłączny element życia w dużym i małym mieście. Zatem w drogę!

1. ŚCIEŻKI ROWEROWE 

No tak, te sławne ścieżki rowerowe w Niemczech... Wiecie czym najbardziej denerwują się Niemcy? Nie faktem, że ścieżek jest za mało, że mogą być za wąskie lub że w strategicznych punktach brakuje miejsca na rowery. Bardziej złości ich, że ścieżki... są złej jakości ;) Chodzi o korzenie drzew, które od spodu "rozsadzają" ścieżkę i sprawiają, że na jej powierzchni pojawiają się wertepy, zagłebienia, a nawet niebezpieczne dziury. Oczywiście to przesada i ja cieszę się po prostu, że mam rowerem którędy jechać, jednak chcę Wam przez to pokazać, jak różni się skala problemu w naszych krajach.
Jednocześnie piesi muszą mieć się na baczności, bo niemieccy rowerzyści prują przed siebie ile wlezie. Kiedy idę z dziećmi chodnikiem, zawsze obawiam się, czy któreś z nich nieoczekiwanie nie wybiegnie na ścieżkę rowerową, po której akurat będzie jechał jakiś wyczynowy rowerzysta. 
Obie te grupy, zarówno rowerzyści, jak i piesi, stają się dosyć nerowi, jeśli druga strona złamie zasady: rowerzysta przeklina, kiedy pieszy wejdzie mu na ścieżkę, a pieszy zamachnie się parasolem na rowerzystę, który ma czelność jechać po chodniku. Strzeżcie się więc! :)


2. WYKROCZENIA

Niedoświadczeni rowerzyści mogą łatwo narazić się na mandat. Wystarczy jechać ścieżką rowerową po niewłaściwej stronie, czyli pod prąd. Lub wjechać rowerem w strefę pieszą, gdzie nie ma tabliczki "Fahrräder frei", czyli coś na kształt "Przejazd rowerem dozwolony". Sama widziałam policjantów, wyłapujących w ten sposób rowerzystów z tłumu lub czyhających w ukryciu za rogiem i hojnie rozdających mandaty.

Za co jeszcze można zapłacić karę? Za rozmawianie podczas jazdy rowerem przed telefon, brak dzwonka przy rowerze, jazdę bez trzymanki, a nawet za... trzymanie otwartego parasola, gdy pada deszcz. Do najgorszych, a jednocześnie najdroższych wykroczeń należy przechodzenie z rowerem przez tory w niedozwolonym miejscu lub zlekceważenie zamkniętego szlabanu (350 euro), przejazd na czerwonym świetle (60-100 euro) oraz zlekceważenie pasów dla pieszych i narażenie pieszych na niebezpieczeństwo (40 euro).

Jeśli przewozicie dzieci w foteliku, pamiętajcie aby przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa! Jeśli dzieci nie są odpowiednio zabezpieczone na czas jazdy (kask, poprawnie zepięte pasy, sprawny fotelik), możecie nie tylko narazić je na wypadek, ale również zapłacić grzywnę...




środa, 23 września 2015

Moje nominacje do Liebster Award

Ewę z bloga Jedz z apetytem poznałam całkiem niedawno. Ale już dążyłam z nią sprzątnąć szafkę z ciuchami moich dzieci, wypić mleko od krowy i stać w godzinnym korku na strasie Schliersee - Monachium! To całkiem dużo, biorąc pod uwagę fakt, że widziałyśmy się zaledwie dwa razy w życiu :) Są jednak takie znajomości, w których nie ma miejsca na jakieś sztuczne formy i kreowanie się na kogoś, kim się nie jest. 

Tymbardziej miło mi, że Ewa nominowała mnie do nagrody zwanej Liebster Award. To wyróżnienie, które przyznają sobie różni blogerzy, doceniający pracę innego blogera/innej blogerki. Każdy z nominowanych otrzymuje zestaw 11 pytań, na które powiniem odpowiedzieć. Łańcuszek kręci się dalej dzięki innym 11 pytaniom, które dostaną wraz z nową nominacją kolejni blogerzy. Ufff...

Oto pytania Ewy do mnie

1. Twoja ulubiona kuchnia świata to... 

Nie będę zbyt oryginalna, ale najbardziej lubię kuchnię włoską. Pizzę mogłabym jeść codziennie. A na deser panna cotta albo tiramisu. Pychotka!

2. Ile razy w tygodniu jadasz gotowe, kupne dania?

Staram się gotować świeżo codziennie, ale nie zawsze jest na to czas i możliwość. Kiedy się nie wyrabiam pomaga pizza na wynos z ulubionej włoskiej restauracji w pobliżu, kiełbaski smażone (tzw. norymberskie) lub tortellini. 

3. Sprzęt kuchenny bez którego nie wyobrażasz sobie życia?

Zdecydowanie zmywarka! Lubię zmywać, ale zmywarka jednak bardzo ułatwia życie!

4. Ulubiona restauracja to...

No i znów do włoskich mam słabość. Również dlatego, że bardzo lubię włoskich kelnerów: zawsze uśmiechnięci, zadowoleni z życia i z pozytywną energią.



5. Gotowanie czy pieczenie? Wybór należy do Ciebie.


Na co dzień gotowanie. Od święta również pieczenie, bo "samo się robi".

6. Zjadł(a)byś gulasz z łosia?


Gdybym wiedziała, co to jest, to pewnie nie!

7. Czym jest dla Ciebie jedzenie z apetytem?


To delektowanie się każdym kęsem, zapachem dania i jego wyglądem. Docenienie nakrycia stołu, dekoracji, atmosfery panującej przy jedzeniu. To radość, że za chwilę usiądę do stołu i zjem coś pysznego z bliskimi.

8. Co zjadł(a)byś gdybyś wiedział(a), że za chwilę nastąpi koniec świata?


Ogórki kiszone mojej mamy!

9. Czego nie lubiłe(a)ś jeść w dzieciństwie?


Wątróbki. I nic się w tej kwestii nie zmieniło.

10. Fast food czy slow food?

Na slow food trzeba mieć czas, ale idea, jaka za tym stoi, dużo bardziej do mnie przemawia, niż fast food. 

11. .......... nigdy w życiu bym nie przełknął(ęła).


Wątróbki!


Ewa, swoją nominacją przypomniałaś mi o innej nagrodzie, jaką otrzymałam (ojej, to już prawie rok temu!) od Oli z Niemieckiej Sofy. Aż wstyd, że tak długo Ola musiała czekać na swoje odpowiedzi. Zwłaszcza, że u niej pytań było tylko pięć. Olu, wybacz, oto mój post dla Ciebie:

1. Słownik online czy papierowy?

Obecnie właściwie wyłącznie online. Kiedyś nie ruszałam się z domu bez słownika polsko-niemieckiego, ale obecnie, mając przy sobie telefon, mogę z każdej chwili skorzystać ze słownika online i znaleźć potrzebne słówko.

2. Ulubione niemieckie słowo?
München :)

3. Najbardziej kreatywne miejsce, jakie odwiedziłaś?

Z dziećmi lubię odwiedzać Kinderkunsthaus w Monachium. Można tu malować, wycinać, lepić, przyklejać, robić filmy, rysować, czytać, projektować itp. Świetnie miejsce na wyżycie się i rozwój fantazji i kreatywności.


4. Czekolada czy żelki?

Generalnie czekolada, ale czasami złapie mnie ochota na żelki i wtedy podkradam dzieciom ich zakamuflowane zapasy :) Oczywiście następnego dnia oddaje je im z nawiązką :)

5. Jeden blog, który poleciłabyś każdemu?

Ja zawsze i wszędzie polecam niezwykle kreatywną, wrażliwą, mądrą i zabawną matkę piątki, czyli Jarecką!


Teraz kolej na moje pytania:

1. Z czym wiąże się nazwa Twojego bloga / co ona oznacza dla Ciebie?
2. Ile czasu spędzasz w tygodniu na czytaniu innych blogów?
3. Czy poznałaś już jakieś inne blogerki / jakiś innych blogerów osobiście?
4. Kiedy najlepiej pracuje Ci się przy komputerze?
5. Jakie jest ulubione miejsce w mieście, w którym obecnie mieszkasz?
6. Dokąs najchętniej wybrałabyś się na najbliższy urlop?
7. Czy masz jakiś talent, o którym wie niewiele osób?
8. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?
9. Aparat cyfrowy czy aparat w telefonie komórkowym?
10. Jak Twoi bliscy reagują na Twoje blogowanie?
11. Czy jest jakiś smak dzieciństwa, za jakim tęsknisz?

Będzie mi bardzo miło, jeśli na powyższe pytania odpowiedzą:
Gosia z Magota czyta
Justyna z Greenspiracje
Grażyna z Berberowo
Kinga z Kinga emigrantka 
Edyta z become DE mommy

Dziękuję za nominację i zapraszam do zabawy. Wasi czytelnicy mogą się dzięki temu wiele o Was dowiedzieć :)

piątek, 18 września 2015

Czas wolny z dziećmi: ręczne malowanie ceramiki

Właściwie główną atrakcją mojego wspólnego wyjścia z dziećmi miało być muzeum miasta Monachium położone na samej starówce. Myślałam, że będzie interaktywnie, w stylu: "historia, którą można dotknąć". Ale niestety dosyć szybko przekonałam się, że wystawy stałe w tym muzeum są dla moich dzieci jeszcze zbyt poważne i jedyne, co zostało im w pamięci, to ogromna zbroja rycerska.

Żeby jakoś zagodspodarować czas, który był pierwotnie przewidziany na dłuższy pobyt w muzeum, wstąpiliśmy do położonego blisko muzeum atelier ceramiki "froh und bunter". Tutaj można kupić gotowe już produkty z ceramiki i samemu je ozdobić - kreatywność nie zna granic! 

I to był strzał w dziesiątkę! Chłopcy lubią malować, więc od razu chętnie podłapali temat. Trochę z niepokojem patrzyłam na nich, przemierząjących między regałami z delikatną ceramiką, ale jakimś cudem udało się nic nie stłuc ;) Wybraliśmy do malowania dwa talerze, bo uznałam, że na płaskiej powierzchni będzie dzieciom najłajwiej malować. Oprócz tego chciałam, aby mieli jakiś przedmiot do codziennego użytku i mogli podziwiać swoje dzieło w praktycznym zastosowaniu. Miałam szczęście - również i ten pomysł spotkał się z akceptacją męskiej drużyny!


Z tych praktycznych przedmiotów można wybrać spośród wielu elementów, jak miski, kubeczki, wazony, różnej wielkości i kształu talerze itp. Z bardziej artystycznych rzeczy kuszą np. różne figurki, zwierzątka czy pojemniki na biżuterię. 

Każdy z przedmiotów trzeba na początek dobre zagruntować wybraną farbą-bazą i pomalować nią trzy razy. Jak całość trochę obeschnie, wybiera się gamę kolorów i można rozpocząć dekorowanie wybranego przedmiotu. Ja pomogłam chłopcom w narysowaniu konturów, starszy Synek dokończył obrazek, wypełniając kontury farbą, a młodszy po swojemu podziugał pędzlem i tylko sposobem udało mi się w miarę trzymać się oryginału, czyli radiowozu. Chłopaki na koniec "wyżyli się" po swojemu, malując według własnego pomysłu spód talerza. Także całość (prawie) należy do nich :)


Oprócz farb i pędzelków dostępną są tutaj również stempleki, gąbeczki, patyczki, którymi w dowolny sposób można dobierać kolory, tony i wzory.

poniedziałek, 14 września 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #19. Oktoberfest

I znów będzie lokalnie, ale przecież Oktoberfest jest tak dużym i znanym w całym świecie świętem, że trudno o nim nie wpomnieć, pisząc o niemieckiej kulturze! Dlatego dzisiaj poświęcam mój artykuł właśnie temu największemu festynowi świata!

1. HISTORIA

Wszystko zaczęło się od zaślubin następcy tronu księcia Ludwika z księżniczką Teresą Sachsen-Hildburghausen. Z tej okazji ojciec pana młodego król Maximilian Józef I zorganizował 17.10.1810 r. na błoniach przed murami miasta festyn połączony z wyścigiem konnym. Uroczystość ta cieszyła się wielkim powodzeniem i przyciągnęła ok. 40 000 widzów z całej Bawarii. Dzięki tym wyścigom pierwsze festyny Oktoberfest miały dosyć sportowy charakter. Ponieważ pierwsze świeto okazało się sukcesem, dwór królewski postanowił powtórzyć je w kolejnych latach. I tak - z wyłączeniem kilku wyjątków w latach wojny lub podczas epidemii cholery w Monachium, Oktoberfest odbywa się w tym roku już po raz 182!

Z biegiem czasu festym tracił swój typowo sportowy charakter na rzecz rolnictwa oraz rozrywki dla mieszkańców - już w 1818 roku na terenie Oktoberfest ustawiono pierwsze stragany i karuzele. Dlatego też w 1819 roku dwór książęczy przekazał organizację i finansowe przygotowanie imprezy miastu Monachium.

Obecnie Monachium właśnie przez Oktoberfest w oczach zagranicznych turystów kojarzy się głównie z piwem. Jest to dosyć niesprawiedliwe w stosunku do tego ciekawego, bardzo zróżnicowanego miasta, ale również sprowadzanie Oktoberfest do święta piwa jest pewną niesprawiedliwością. Jest to bowiem już ponad 200-letnia tradycja, którą kszatłowały tutejsza historia, mentalność i rzeczywistość.

środa, 9 września 2015

Urlop, urlop

Nasz urlop jeszcze trwa! Dzieci mają wolne od przedszkola, co oznacza mało czasu na pisanie :) Liczę na Waszą wyrozumiałość w tej sprawie :) W przyszłym tygodniu obiecuję poprawę!

Tymczasem zostawiam Was z naszymi fotograficznymi wspomnieniami z wakacji u niemieckich dziadków w Szwarcwaldzie!







Czy interesowałby Was post o tym regionie Niemiec? Tak dla odmiany, żeby dać Bawarii trochę odpocząć ;)

wtorek, 1 września 2015

Co wziąć ze sobą do ogródka piwnego?

W niedwano opublikowanych poście o ogródkach piwnych obiecałam przedstawić listę rzeczy do jedzenia, które zabieram ze sobą, gdy planuje rodzinny wypad do jednego z monachijskich ogródków. Specjalnie piszę monachijskich, bo tylko tutaj wybrane ogórdki piwne hołdują tradycji przynoszenia własnego jedzenia na teren ogródka. Obowiązek zakupu obejmuje jedynie napoje.

Oczywiście nie oznacza to, że w ogródkach nie można kupić bawarskich smakołyków! Owszem, jest ich całkiem sporo i niekiedy bywają bardzo pyszne. Ale wypad do ogródka całą rodziną w opcji napoje + jedzenie może porządnie dać po kieszeni. Dlatego często decyduję się na opcję własnego jedzenia.

Wizyta w ogródku piwnym często jest spontaniczną decyzją, podyktowaną pogodą lub nagłą zmianą planów. Wtedy kombinuję jedzenie z tego, co mam w lodówce. A mając małe dzieci w domu, najczęściej są to: małe kiełbaski do smażenia na patelni lub parówki (przygotowuję je wcześniej w domu), pokrojone warzywa (rzodkiewki, pomidory, ogórki), precle z masłem (kupione w pobliskiej piekarni) lub serkiem Obazda, sałata, kawałki żótłego sera, czasami wędlina. Na deser owoce lub jeśli mam - kawałek ciasta. Lody i napoje kupujemy na miejscu. Do torby pakuję również plastikowe talerze, sztućce, serwetki i rolkę papieru kuchennego - przy dzieciach przydaje się zawsze ;)


Tak naprawdę nie jest aż tak istotne, co weźmiecie - ważna jest również oprawa i przygotowanie stołu w ogródku piwnym. Dlatego staram się nigdy nie zapomnieć o moim nieśmiertelnym obrusie w czerwoną kratę! Na pewno przyda się podłużny obrus, ponieważ większość ogródków piwnych posiada ławy. Tak nakryty i przygotowany stół ucieszy nie tylko Was, ale i Waszych sąsiadów, którzy znad kupionych frytek i smażonego kurczaka popatrzą z zazdrością na Wasz apetycznie wyglądający kącik :) I wiadomo - na świeżym powietrzu smakuje najlepiej! Do tego radlerek lub Weißbier i miłe popołudnie gwarantowane.


Przy wyborze ogródka piwnego zwracam uwagę na wyposażenie tego miejsca. Przede wszystkich, czy na jego terenia znajduje się plac zabaw! Dodatkowym atutem będzie przewijak w toalecie, wysokie krzesełka i ustawienie stołów w pobliżu do placu zabaw. Ważna jest również dostateczna ilość miejsc parkingowych w okolicy ogródka lub dogodny dojazd rowerem bądź komunikacją miejską.



A co ląduje w Waszym ogródkowym koszyku? Macie jakieś wegetariańskie pomysły na bawarskie przysmaki?