poniedziałek, 27 lipca 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #16. Urlop w Polsce

Zaledwie dwa dni temu wróciłam z mojego trzytygodniowego urlopu w Polsce. Byłam tam z dziećmi i razem spędziliśmy bardzo intensywny czas, każdego dnia wypełniony zabawą z rówieśnikami lub dziadkami, zwiedzaniem, pływaniem w jeziorku, rozmowami z rodziną, grillowaniem i tym wszystkim, co robi się w wakacje :) 

W życiu emigranta słowa "stąd" i "tutaj" nabierają nowego znaczenia - my wyjeżdżamy, a nasz polski dom zostaje. Podczas naszej nieobecności zmienia się zarówno dom, jak i my sami. Wracamy do znanego miejsca, ale ono nie jest już takie samo. Również my jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia, znajomości i emocje, czasami nieprzekładalne na ojczysty język. Dodatkowo wyrwanie z tej polskiej rzeczywistości na parę miesięcy, niekiedy nawet na parę lat sprawia, że jako "goście" widzimy więcej, a przynajmniej inaczej. 

Ponieważ mam na świeżo w głowie i sercu wszystkie te emocje, które głębiły się we mnie przez ostatnie trzy tygodnie, postanowiłam dzisiejszy wpis poświęcić właśnie fenomenowi urlopu w Polsce - z punktu widzenia emigrantki od pięciu lat mieszkającej w Niemczech.

1. SPONTANICZNOŚĆ I ZDOLNOŚĆ IMPROWIZACJI
To przykład cech, które bardzo doceniam spędzając w Polsce mój urlop. Brak wielkiego planowania, robienia list to do, odhaczania punktów, a przy okazji wielka sztuka robienia czegoś z niczego. Zabrakło węgla do grilla? Nie szkodzi, upieczemy kiełbaski na patelni! Temperatura w lipcu spadła do 10 stopni? Nie ma sprawy, zamiast kąpieli z jeziorze będą samochodowe wycieczki. Nowi sąsiedzi za płotem? Zaprośmy ich na własnoręcznie robioną naleweczkę! W takim wymiarze prywatnym, rodzinnym bardzo te cechy lubię!


2. SFERA PRYWATNA
Z kosmetyczką rozmawiam o porodzie, z fryzjerem o jego ostatnim urlopie na Krecie, a panią w księgarni o dwujęzyczności. W Niemczech podczas ostatnich pięciu lat zdarzyło mi się to zaledwie parę razy, a w Polsce z kolei w przeciągu trzech tygodni - przejście ze sfery oficjalnej do tej całkiem prywatnej, nawet intymnej. To takie swojskie :)

3. CENY
U tej samej kosmetyczki i fryzjera, u których opowiadamy sobie różne prywatne historie, szokują mnie zawsze ceny! Zwłaszcza właśnie usługi są nawet o kilka razy tańsze niż w Niemczech, przede wszystkim w mniejszych miastach i miasteczkach. Często to, co płacę w Niemczech w euro, płacę w Polsce w złotówkach, przebicie jest więc czterokrotne! A jakość i wykonanie wcale nie niższa. No i o porodach można sobie pogadać ;)


4. RODZINA
To najbardziej oczywisty, ale i najważniejszy punkt tej wyliczanki. Dopiero w Polsce, otoczona rodziną, rodzicami, rodzeństwem, kuzynami, wujkami i ciotkami, czuję się częścią dużej wspólnoty, dzięki której mam do kogo przyjeżdżać i z kim odrywać na nowo mój kraj. Bo to właśnie moja rodzina jest dla mnie źródłem informacji i wiedzy o tym, jak zmieniła się Polska podczas mojej nieobecności, co Polaków obecnie porusza i w duszy im gra. Na moment ponownie staję się elementem całości, co daje mi ogromne poczucie satysfakcji, zrozumienia i przynależności.

5. WSPOMNIENIA
Ten punkt niewątpliwie wiąże się z rodziną, wybiega jednak dużo głębiej w moje życie osobiste. Odwiedzanie Polski jest dla mnie zawsze stąpaniem na szlakach, które kiedyś już przemierzyłam. Nawet jeśli poznaje i odwiedzam nowe miejsca, w których do tej pory nie byłam, każde z nich jest jak dotknięcie jakiejś we struny mnie, która uśpiona czekała na to, żeby ją obudzić. Pod koniec pobytu moja dusza gra prawdziwy koncert emocji i wspomnień, który nastraja mnie sentymentalnie. Zawsze się wtedy zastanawiam, jak potoczyłoby się moje życie, gdybym została w kraju? W jakim mieście bym obecnie mieszkała? Gdzie pracowałabym? Jak wyglądałoby moje życie prywatne? Na te pytania nigdy nie znajdę odpowiedzi, ale urlopy w Polsce wyrywają mnie z mojej niemieckiej codzienności i wrzucają w wir takich właśnie pytań, wzbudzając lekką niepewność...


A jakie są Wasze spostrzeżenia na Polskę z perspektywy emigracyjnej? Co doceniacie w kraju, czego Wam najbardziej brakuje, za czym tęsknicie?

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam Ewa, niechcący skasowała mi się treść Twojego komentarza... Dziękuję Ci za ciepłe słowa! A tytuł przewrotny celowo :)
      Uściski serdeczne, Dominika

      Usuń
  2. Chcę powitać Cię serdecznie,
    to Twój blog, więc będę zachowywać się grzecznie.
    Proszę tylko o publikację,
    by przeczytał to każdy – czy siedzi w pracy czy ma wakacje.

    Mała Nikola – o oczkach cudownych,
    by być zdrową, potrzebuje kuracji kosztownych.

    I Ty możesz pomóc wrócić jej do zdrówka,
    wystarczy gest mały jak mrówka!

    Batonika, czekoladkę,
    może pączka, oranżadkę,
    zamiast zjadać, konsumować,
    złotóweczkę możesz podarować.

    Kliknij tutaj: http://www.siepomaga.pl/r/zrezygnujzbatonikadlanikoli
    i do dzieła, niech Twa dobroć się rozścieła!


    OdpowiedzUsuń
  3. Dominiko tęsknię za wszystkim o czym piszesz:) Najbardziej za spontanicznością, otwartością, serdecznością i przynależnością....ale masz racje, ze wszystko to najbardziej docenić można z perspektywy emigranta, a nasi rodacy w kraju często o tym zapominają....dlatego tak narzekają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Iwona! Na pewno masz dużo racji... Ale i Polacy na emigracji zapominają o wielu wspólnych cechach, które mogłyby łączyć, a niestety dzielą...
      Uściski, Dominika

      Usuń
  4. Czytam, i łzy napływają mi do oczu... Myślałem, że pogodziłem się już z tym, iż moje kochane, dorosłe dziecko ułożyło sobie życie z dala od rodzinnego domu... Jednak przy każdym kolejnym spotkaniu nie jest łatwo panować nad emocjami. Najpierw euforia radości przy powitaniu,potem radosne wspólnie spędzone dni, wreszcie ogrom smutku,gdy trzeba się rozstać.Widok tych kochanych maleńkich łapek, machajacych na pożegnanie wprost rozrywa serce. Ale przecież spotkamy się znów. Jak dzień i noc, słońce i chmury, radość i smutek są z nami i nadają smak naszemu życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No długo zbierałam się po tym komentarzu mojego taty... Ilekroć go czytam, mam kluchę w gardle.
      Ale przecież spotkamy się znów...

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz :)