wtorek, 30 czerwca 2015

Krótko przed urlopem: czerwcowe podsumowanie

W Polsce rok szkolny oficjalnie zakończył się! Ten w Bawarii potrwa jeszcze parę ładnych tygodni... My jednak zmykamy do Polski i powoli pakujemy walizy - czeka nas wspaniały urlop z polską częścią rodziny!

Tymczasem śpieszę z moim podsumowaniem miesiąca na blogu, żeby ułatwić Wam ewentualne szukanie informacji, które być może w czerwcu przeoczyliście :)

MONACHIUM

Miesiąc zaczął się owocowo od opisu pól truskawkowych w Monachium i okolicach oraz przyjemności, jaką sprawia samodzielne zbieranie truskawek. 

Informacje o miejscach na lotnisku w Monachium, w których dzieci mogą się bawić i spędzać czas w oczekiwaniu na samolot, mogą przydać się niejednej rodzinie, wylatującej w najbliższym czasie na urlop.

W czerwcu w Monachium odbył się Dzień Polski, podczas którego miały okazję zaprezentować się różne organizacje, stowarzyszenia i inicjatywy, propagujące polską kulturę w Niemczech lub skupiające wokół siebie osoby zainteresowane Polską.

NIEMCY

W ramach lekko prowokującej serii "5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech" ukazały się dwa kolejne artykuły: jeden z nich podawał przykłady na dowód tego, że w społeczeństwie niemieckim zaufanie społeczne jest na wysokim poziomie; drugi analizował podejście Niemców do produktów z etykietką "bio" oraz stosunek do ekologii w tutejszym społeczeństwie.

POLSKA

Ponieważ wielu z Czytelników mojego bloga mieszka poza granicami Polski i posiada dzieci, uznałam, że wielu z Was zainteresuje artykuł na temat Polskich Szkół Internetowych Libratus, które zajmują się organizacją nauki przez internet w polskim systemie edukacyjnym.

POLKI W MONACHIUM

Tym razem trochę niebezpośrednio, ale znów o mnie: pokazałam Wam krótkie video ze mną i moimi dziećmi w roli głównej - film ten został nakręcony w ramach projektu "Beruf und Familie", a podaję w nim moje osobiste powody, dla których blogowanie stało się moją obecną zawodową ścieżką.



Mimo że będę na urlopie, postaram się od czasu do czasu opublikować jakiś artykuł, więc nie dam Wam szansy tak zupełnie o mnie zapomnieć. Mimo to proszę o wyrozumiałość odnośnie częstotliwości pojawiania się postów w lipcu ;)

Serdeczne uściski i pięknego lata Wam życzę!
Dominika

piątek, 26 czerwca 2015

Bezpłatna polska e-szkoła dla dzieci Polaków przebywających za granicą

Całkiem niedługo przyjdzie mi zmierzyć się z tematem ważnym dla każdego Polaka przebywającego za granicą, mianowicie z edukacją szkolną moich dzieci. Po pierwsze czeka mnie wybór i zapisy do niemieckiej szkoły podstawowej. W następnej kolejności muszę rozważyć, czy moi Synkowie będą uczestniczyć również w polskim systemie edukacyjnym. Mieszkam w Monachium, dużym mieście, w którym oferta zajęć dla polskich dzieci jest całkiem spora. Takiego wyboru na pewno nie mają rodzice, którzy mieszkają w małym miejscowościach. Głównie z myślą o nich chciałabym dziś przedstawić projekt Polskich Szkół Internetowych Libratus.


poniedziałek, 22 czerwca 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #14. Ekologia

Przed przyjazdem do Niemiec nie wiedziałam nawet, jak właściwie wypowiedzieć przymiotnik "bio", a sklepy z ekologiczną żywnością kojarzyły mi się jedynie z podejrzanie pachnącymi pomieszczeniami, w których sprzedawali podejrzanie wyglądający sprzedawcy... I to bynajmniej nie dlatego, że byłam ekologiczną ignorantką, po prostu nie był to temat, który mnie jakoś szczególnie zajmował.

W Niemczech, najpóźniej w okresie rodzicielstwa, przyjdzie Wam zmierzyć się z tematem ekologii i zdrowej żywności. To właśnie młodzi rodzice często zmieniają swoje dotychczasowe upodobania i przyzwyczajenia, odkrywając potencjał tkwiący w produktach pochodzenia organicznego. Możliwe jest to również dzięki ogromnemu ruchowi ekologicznemu w Niemczech oraz zaufaniu, jakim darzy się artykuły opatrzone godłem "eko". I to nie tylko artykuły pochodzenia spożywczego!

A co tak naprawdę znaczy ekologiczne lub biologiczne rolnictwo? Przy produkcji i uprawie produktów spożywczych używa się nieagresywnych metod, dbających o przyrodę oraz ochronę środowiska naturalnego. Nie dodaje się tutaj żadnych ulepszaczy ani sztucznych nawozów i dba o jak najbardziej naturalną dalszą obróbkę produktu. Rezygnuje się z leczenia zwierząt antybiotykami, modyfikacji genetycznej lub chemiczno-syntetycznych środków. Stosuje się za to naturalny nawóz, czyli kompost, mechaniczne usuwanie chwastów oraz uprawę w harmonii ze środowiskiem. Celem jest swojego rodzaju symbioza między gospodarką a przyrodą. 

1. BIO, ÖKO, ORGANIC CZY DEMETER

Kto napotkał się już w produktami pochodzenia ekologicznego, ten wie, jak wielorodne jest użycie samego hasła. Niemcy oznaczają tego typu artykuły nalepką "bio" ("biologisch"), "öko" (ökologisch) lub „aus kontrolliert ökologischem/biologischem Anbau“ (z uprawy ekologicznej/biologicznej), można jednak spotkać się również z angielskimi odpowiednikami "organic" lub "eco". 
Ekologiczni producenci przestrzegają przed próbą podpinania się pod eko-grupę napisami typu: „naturnah“, „alternativ“ lub „aus kontrolliertem Anbau“, co wcale nie daje gwarancji organicznej jakości kupowanych produktów.
Ważne jest, że zielona nalepka "BIO" daje gwarancję, że dany produkt odpowiada europejskim normom, musi więc spełniać unijne wymagania w tym zakresie. 
W tym gąszczu nazw pojawiają się jeszcze produkty z etkietką "Demeter-Qualitat" - to najwyższy z możliwych stopień jakości kupowanego artykułu. Czym jednak różni się Demeter od bio? Otóż rolnicy stosujący uprawę o charakterze Demeter, nie tylko dostosowują się do zaleceń ekologicznej gospodarki rolnej, oni również ulepszają ziemię, stawiając sobie za motto zdanie: "Oddajemy ziemi więcej, niż jej zabraliśmy". Tu zwraca się szczególną uwagę na cykl natury, poszczególnych roślin i ich właściwości. Dlatego też tę gospodarkę rolną określa się mianem bio-dynamisch, czyli biologiczno-dynamiczną. Szczególne znaczenie ma ta maksyma przy uprawie zbóż. Ważny również jest fakt, że w uprawie Demeter rezygnuje się z 47 dodatkowych domieszek, które dozwolone są w uprawie o charakterze ekologicznym.


czwartek, 18 czerwca 2015

Jak godzę bycie mamą z pracą zawodową

Jeśli śledzicie mojego bloga już od jakiegoś czasu lub jeśli znamy się prywatnie, to wiecie co nie co o mnie. Że mam dwóch wspaniałych Synków, kochającego Męża, że pracuję, blogując o i z Monachium :) Oprócz informacji bardziej ogólnych, o samym Monachium, o Bawarii lub niemieckiej kulturze, co jakiś czas pojawiają się tutaj prywatne zapiski i właśnie te cieszą się wśród Was dużym powodzeniem...

Ten dzisiejszy wpis leży gdzieś pośrodku: jest moim osobistym i dosyć intymnym oświadczeniem oraz próbą ubrania w słowa tego, czym się obecnie zawodowo zajmuje i jakie cele mi przyświecają :) Moja znajoma Mandy Espenhayn zaprosiła mnie do udziału w jej filmowym projekcie "Kopfüberkind". Jest to kanał na YouTube, który po niemiecku, w bardzo przejrzysty i rzeczowy sposób, prezentuje różne tematy dotyczące ciąży, macierzyństwa, życia z niemowlakiem itp. Zajrzyjcie tam, bo naprawdę warto!

Ja wzięłam udział w projekcie "Beruf und Familie",  przedstawiającym sylwetki kobiet, starających się łączyć bycie mamą z zawodowymi aspiracjami. Film został nakręcony m. in. w sklepie z artykułami dla dzieci połączonym z małą kawiarenką "Murmelwald". Oto efekt naszego dzieła:




Jeśli również jesteś "Polką w Monachium", czyli mamą, realizującą swoje zawodowe pasje, prowadzisz własną firmę lub działalność gospodarczą i chciałabyś przedstawić swoją życiową ścieżkę - serdecznie zapraszam do spotkania ze mną! Na podstawie naszej rozmowy napiszę o Tobie i Twoich pasjach artykuł. Może uda Ci się zainspirować inne kobiety, tak samo, jak udało się to mamom, z którymi przeprowadziłam już wywiad? Napisz do mnie: polkawmonachium@gmail.com.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Dzień Polski w Monachium - Polnischer Kulturtag in München

Od ponad roku działa Grupa Inicjatywna Polskich Organizacji w Monachium, która zrzesza przedstawicieli różnych środowisk polonijnych zainteresowanych komunikacją z mieszkającymi tu Polakami oraz propagowaniem polskiej kultury. 

W najbliższą sobotę 20.06.2015 grupa ta zaprasza na Dzień Polski w Monachium, podczas którego będą się prezentować różni artyści, rozmaite instytucje oraz inicjatywy związane z Polską. Poszczególne instytucje i stowarzyszenia będą miały swoje stoiska informacyjne, będzie więc można z ich przedstawicielami bezpośrednio porozmawiać oraz nawiązać osobiste kontakty. Polka w Monachium też tam będzie - może się spotkamy? Jeśli mnie rozpoznacie, zagadnijcie mnie, będzie mi miło! :)

Dla dzieci przewidziany jest specjalny program bogaty w różne atrakcje, m. in. malowanie buziek, zabawy plastyczne i origami. Na pewno większość maluchów ucieszy się z warsztatów, które poprowadzi Agnieszka z Little Lab - Aga będzie rozbudzać w dzieciach fascynację nauką poprzez zabawne i kolorowe eksperymenty.

Cały program obejmuje kilka godzin występów, prezentacji, koncertów, pokazów oraz spotkań z autorami. Wszystko po to, aby pokazać, że nasza polska emigracyjna kultura jest ciekawa, wielobarwna i bardzo zróżnicowana. Organizatorzy spodziewają się wielu niemieckich gości, dlatego całość ma charakter przeglądu wybranych polskich inicjatyw na terenie Monachium. Może to dobra okazja, żeby zabrać ze sobą niemieckich przyjaciół i przedstawić im część naszej emigracyjnej kultury lub opowiedzieć więcej o kraju, z którego pochodzimy?



Dzień Polski w Monachium - Polnischer Kulturtag in München

sobota, 20.06.2015, w godz. 13:00 – 23:00
Wstęp wolny
Miejsce: Park przy placówce Ebenböckhauses
Ebenböckstraße 11
81241 Monachium (5 min. od dworca Pasing)

UWAGA! Wiadomość z ostatniej chwili :)
Dzisiejszy "Dzień Polski w Monachium" zostaje przeniesiony ze względu na pogodę do pobliskiej szkoły podstawowej. Spotkanie odbędzie się na sali gimnastycznej Grundschule am Schererplatz 7 (ok. 100 m od Ebenböckhaus). Godziny spotkanie 13:00 - 21:00 zostają bez zmian.


czwartek, 11 czerwca 2015

Gdzie bawić się z dzieckiem na lotnisku w Monachium

Lotnisko w Monachium z dziećmi


Przede mną całkiem niedługo kolejna podróż samolotem do Polski. Dzięki moim dotychczasowym doświadczeniom i regularnym lotom z dziećmi (1-2 razy do roku) nie przeraża mnie taka podróż ani jakoś specjalnie nie martwi, zwłaszcza że do Warszawy lecimy zaledwie 1,5 godziny. Monachijskie lotnisko, zwłaszcza Terminal 2, znam już prawie jak własną kieszeń i doskonale wiem, gdzie dzieci mogą spędzić czas, jaki pozostał do odprawy, żeby się nie nudzić.


Dojazd na lotnisko


O tym, że na lotnisko wcale nie trzeba jeździć wyłącznie kolejką (S1 lub S8), pisałam już w jednym z pierwszych postów na tym blogu, przedstawiając Wam ofertę szybkiego autobusu Lufthansa Airport Express. Nadal wybieram tę formę podróży na lotnisko, bo jest wygodna i przede wszystkim krótsza niż środki komunikacji miejskiej.

Szczęściarze pośród Was, którzy mają auto i chcą własnym środkiem lokomocji dotrzeć na lotnisko, mogą np. skorzystać z atrakcyjnej oferty miejsc parkingowych na lotnisku w Monachium firmy Holiday Extras. Parkingi tej firmy oddalone są od lotniska zaledwie o parę minut drogi, a do terminala dowożą nas na miejsce bezpłatne wahadłowe busiki.

Przed odprawą


Jeśli macie jeszcze sporo czasu do odlotu lub akurat znajdujecie się na lotnisku i chcecie umilić dzieciom czas oczekiwania, można skorzystać z oferty, jakiej udziela miejsce zwane "Kinderland". Jest to halowy plac zabaw, który składa się z dwóch pomieszczeń. Jedno z nich przeznaczone jest dla niemowląt i dzieci to 3 roku życia. Maluchy bawią się tutaj wyłącznie pod opieką rodziców, a do zabawy mają matę, trapez motoryczny, klocki, książki i kilka zabawek z Ikei. Rodzice mogą poczęstować się kawą lub herbatą i skorzystać z bezprzewodowego internetu (niestety bardzo wolne połączenie) w tzw. Lufthansa Eltern Lounge. Pobyt tutaj nic nas nie kosztuje.



Drugie pomieszczenie przeznaczone jest wyłącznie dla dzieci powyżej 3 lat i to bez rodziców. Tutaj dzieci pozostają pod opieką wyszkolonego personelu, który z tego co zaobserwowałam, raczej po prostu dogląda zabawy, niż ją animuje. Lub zajmuje się gośćmi urodzinowymi, ponieważ istnieje tu możliwość zorganizowania urodzin. Jest basen z piłkami, zjeżdżalnia w kształcie samolotu, samochodziki plastikowe do jeżdżenia, konsola Nintendo Wii, stół do malowania itp. Wszystko w optyce lotniskowo-samolotowej. Pierwsza godzina zabawy jest bezpłatna, każda kolejna kosztuje 4 euro.



Na terenie samego Terminala 2 istnieje jeszcze jeden kącik zabaw "Kiddieland", który znajduje się obok sklepu Esprit, w okolicach hali przylotów. Bez rewelacji, większość zabawek porusza się po wrzuceniu płatnego żetonu, a i to nie gwarantuje, że zabawka zadziała. Ale na pewno możliwość, żeby zająć dzieci parę minut zabawą.


Jeśli chodzi o samą odprawę z dzieckiem, to warto wiedzieć, że istnieje w Monachium serwis zwany Lufthansa Family Check In. Są to dwa okienka (nr 423 i 424) przeznaczone wyłącznie dla rodzin z dziećmi. W okresie wakacyjnym również i tutaj bywa tłoczno, jednak kolejka ta jest mimo to znacznie krótsza niż ta do odprawy ogólnej. Poza tym dzieci mogą same odprawić się, stojąc na specjalnej rampie, no i - co dla nich bardzo ważne - dostają własną kartę pokładową z narysowanym małym misiem ;) Dzięki temu maluchy stają się pełnowartościowymi pasażerami, co jest dla nich powodem do dumy!


Po kontroli celnej, przed odlotem


Od niedawna na lotnisku w Monachium, między bramką G28 a G29, znajduję się model samolotu przeznaczony dla dzieci do zabawy. Moi chłopcy go uwielbiają! Można tu wspinać się, zjeżdżać z wieży kontrolnej i przez chwilę wcielić się w rolę pilota. To dobre miejsce, jeśli odlot samolotu opóźnia się lub chcecie, żeby dzieci jeszcze trochę wyszalały się i poruszały przed dłuższą podróżą samolotem.



Dla małych dzieci sama podróż jest dużym wydarzeniem. Ogromna przestrzeń lotniska, masa ludzi, pełno nowych wrażeń - wszystko to może powodować u dzieci nerwowość lub zmęczenie. Warto rozmawiać z nimi przed podróżą o tym, co Was czeka i w ten sposób trochę je na to wydarzenie przygotować. U nas sprawdziła się książką wydawnictwa Ravensburger z serii Wieso? Weshalb? Warum? "Der Flughafen". Ma stałe miejsce z dziecięcym plecaku podróżnym i w samolocie jest wałkowana od deski do deski :) Dobre przygotowanie się do podróży to połowa sukcesu!




A więc: bon voyage!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #13. Zaufanie społeczne

O tym, że w Polsce zaufanie społeczne równe jest zeru przekonałam się dopiero mieszkając w Szwajcarii, gdzie spędziłam półtora roku. Niewiele, ale wystarczająco żeby poczuć tę różnicę - nikt nie łapał się przy każdej okazji za torebkę lub kieszeń spodni, aby sprawdzić czy własny portfel nadal tam tkwi, wiele osób zostawiało swoje domy cały dzień otwarte (kiedy sami przebywali w środku), a plecaków z cenną zawartością nie oplątywało się wokół kawiarnianego krzesła, aby jakiś potencjalny złodziej nie pokusił się na naszą własność. W Polsce odwrotne sytuacje zdarzały mi się często! Sama uczulałam mojego wtedy jeszcze niemieckiego narzeczonego, żeby się nie wygłupiał i nie paradował po ulicach Warszawy ze swoim portfelem "ukrytym" w tylnej kieszeni spodni - przecież to jak zaproszenie do kradzieży!

Nie chodzi mi o to, w którym kraju więcej się kradnie, ale o sam fakt postrzegania lub nie przypadkowego przechodnia jako potencjalnego złoczyńcy. Wiadomo, że i w Niemczech są regiony, w których wskaźnik przestępczości jest wysoki, jednak w ogólnym rozrachunku dba się tu o dobro ogólne, jak i osobiste. Nazwijcie to "ordnungiem", dla mnie to po prostu społeczne zaufanie.

Ten sposób myślenia oraz funkcjonowania jednostek w obrębie grupy ma moim zdaniem wpływ na ludzkie zachowanie i naszą codzienność. Oto kilka cech niemieckiej kultury, które mnie bardzo pozytywnie zaskoczyły i które potwierdzają moją tezę o większym wzajemnym szacunku w tutejszym społeczeństwie. 

1. SAMOOBSŁUGOWE KIOSKI Z GAZETAMI CODZIENNYMI
W Monachium (jeśli dobrze pamiętam również w Hamburgu) prawie na każdym rogu dużego skrzyżowania znajduje się skrzynka, z której można wyciągnąć codzienną prasę. Za gazety należy płacić, a odliczone pieniądze wrzucić do umieszczonej obok skrzynki skarbonki. W przeciwieństwie do Hamburga, w stolicy Bawarii skrzynki można jednak otworzyć bez konieczności wrzucenia monet. Co oznacza, że teoretycznie każdy może sobie taką gazetę wziąć, gwizdnąć na zapłatę i pójść dalej. O tym, że tak się nie dzieję, świadczy fakt, że wydawcy nie bankrutują, owe skrzynki nie są zamykane, a wręcz przeciwnie - stoją tak już ładnych parę lat i mają się dobrze. Czyli jednak wydawcom opłaca się taka forma handlu. UFAJĄ oni swoim czytelnikom i wierzą w ich czyste sumienie.
Czy macie podobne doświadczenia z innych niemieckich miast?


A tak na marginesie: sam fenomen tych gazetowych skrzynek wynika moim zdaniem z małej ilości kiosków z gazetami. Nie ma tu kiosków w polskim pojęciu budki z okienkiem na wysokości pęcherza. Jeśli są, to funkcjonują raczej jako sklepik z gazetami, czasopismami, biletami, totolotkiem i artykułami piśmienniczymi.

2. KWIATY DO SAMODZIELNEGO ZBIERANIA
Ta samoobsługowa polna kwiaciarnia to prawdziwy smaczek! Przejeżdżamy autem koło ukwieconego pola, widzimy np. piękne kolorowe tulipany lub oblane słońce peonie. Czemu by nie urwać sobie kilku kwiatów do domu? Pole jest otwarte i nikt go nie pilnuje. Jednak przy wejściu stoi cennik oraz skarbonka, do której należy wrzucić wyliczoną kwotę. Uwierzcie mi: każdy Niemiec wrzuci! I w to właśnie UFA właściciel zadbanego pola pełnego pięknych kwiatów.



3. OTWARTA BIBLIOTEKA
To akurat przykład z mojej dzielnicy. Przed basenem Nordbad znajduje się mała uliczna biblioteczka. Wygląda jak zwykły regał z półkami, na którym stoją półki, zamknięty z obu stron szklanymi drzwiczkami. Jest to projekt kulturalny, który ma na celu "wyjście z książką do ludzi". Przechodzień może sobie wybrać i wziąć do domu ulubioną książkę - w zamian proszony jest o wstawienie do regału nowej pozycji lub odniesienie starej po jej uprzednim przeczytaniu. Proste i genialne zarazem. I ilekroć tędy przechodzę, zawsze ktoś przegląda zawartość regału lub "wypożycza" wybraną książkę. A artysta UFA, że miłośnik literatury podzieli się z innymi swoją pasją i odłoży na miejsce inną lub tę samą lekturę.



4. ROWERY
W Hamburgu było inaczej, chociaż i tam - ze względu na ogromną ilość rowerów - z pewnym pobłażaniem dbało się o swoje dwukołowe pojazdy. W Monachium tendencja do zakładania zamków na rowery, zwłaszcza jak się idzie po prostu na zakupy lub szybko odbiera dzieci z przedszkola, jest zdecydowanie mniejsza. Rowerów raczej nie przypina się na siłę do jakiegoś słupa, latarni lub rynny, lecz najczęściej przekłada łańcuch przez same szprychy i parkowanie gotowe! Odstawiam rower na chwilę pod ścianą sklepu i UFAM, że nikt mi go stamtąd nie zabierze.

5. SPACERÓWKI
Ile razy zostawiałam sam wózek dla dzieci przed sklepem, przed kawiarnią, gdzieś na jakimś korytarzu - początkowo obowiązkowo z zamkiem bezpieczeństwa, później często również i bez niego, bo szybciej i wygodniej... Również w innych punktach miasta często widuję takie wózki stojące gdzieś przypadkowo. Nie oznacza to, że właściciele ich nie pilnują, ale po prostu UFAJĄ, że nikt nie pokusi się o część wyposażenia młodej rodziny z dzieckiem.

Mimo tego wszystkiego zdarzają się oczywiście częste i nagminne przypadki kradzieży - ich nasilenie zależy pewnie również od regionu, w którym się żyje lub od naszych warunków mieszkaniowych (duże miasto, miasteczko czy wieś). Moim zdaniem jednak stopień szacunku i ZAUFANIA, jakim obdarza się obcego człowieka, jest naprawdę wysoki.

Jesteście podobnego zdania? A może Wasze doświadczenia wskazują na całkiem inne cechy tutejszego społeczeństwa?

środa, 3 czerwca 2015

Strawberry fields forrever: gdzie w Monachium samodzielnie zbierać truskawki

Uwielbiam truskawki! Właściwie w każdej postaci, ale przede wszystkich świeże, czerwone, dojrzewające na słońcu, pachnące latem i wakacjami... Również mój młodszy Synek jest prawdziwym potworem truskawkowym i bardzo chętnie pochłania ich wszelkie ilości. Dlatego wielką przyjemność sprawiła nam wszystkim wycieczka na pole truskawkowe i samodzielne wypełnienie koszyczków tymi pysznymi owocami!


Czy wiedzieliście, że w samym Monachium jest ok. 15 pól truskawkowych, a w okolicach miasta kolejnych 30 miejsc, na których samemu można zbierać te apetyczne owoce? Dojazd do wszystkich pól możliwy jest przede wszystkim własnym autem, a do niektórych z nich również komunikacją miejską lub rowerem. Część z pól znajduje się w pobliżu genialnych BeerenCafés - pobyt w nich można połączyć z rodzinnym wypadem na pole owocowe. Większość z nich czynna jest codziennie w godz. 9:00 - 18:00, ale ich właściciele proszą o telefoniczne upewnienie się, czy dane pole danego dnia działa. W artykule ekologicznego magazynu München Querbeet znajdziecie dużo dokładnych adresów, gdzie w Monachium i okolicach można znaleźć owocowe pola do samodzielnego zbierania.

Oto numery telefonów wybranych monachijskich i regionalnych dostawców truskawek:


I jeszcze kilka praktycznych porad: mimo, że przy polach dostępne są kartonowe koszyczki, warto wziąć ze sobą własne pojemniki na truskawki. Lepiej również nie zakładać dzieciom niedzielnych butów - moi chłopcy mieli po takim truskawkowych zbiorze całkiem różowe buty i poplamione ubrania  ;) Ze względu na możliwość skażenia truskawek różnymi zarazkami z ziemi, należy je przed zjedzeniem opłukać pod bieżącą wodą - choć nie gwarantuję, że na polach owocowych uda Wam się i Waszym dzieciom uzbroić w taką cierpliwość. My wymiękliśmy ;)



Ceny truskawek są tutaj niższe niż w warzywniaku, jednak zauważyłam, że zbieracze mają tendencję do pakowania do pojemników dużych ilości owoców - zachęcają do tego same truskawki swoich zapachem, wyglądem i dostępnością! Nie zdziwcie się więc, gdy wybierając się całą rodziną, okaże się, że macie do zapłacenia ok. 20 euro. Szczerze? Ta przyjemność rodzinnego zbierania, obserwowania szczęśliwych dzieci, skaczących na widok kolejnego krzaczka dojrzałych owoców, a potem wspólna truskawkowa uczta - to wszystko sprawia, że zbiory te naprawdę opłacają się. No i dzieci już wiedzą, że truskawki rosną na polu, a nie pochodzą od pobliskiego Greka, sprzedającego warzywa i owoce... 

I już cieszę się na następną partię owoców: w kolejce czekają maliny i borówki amerykańskie!