poniedziałek, 4 maja 2015

Vereinbarkeit: to słowo robi w Niemczech karierę - na pół etatu

Magiczne słowo Vereinbarkeit 


Vereinbarkeit - to jedno z najczęściej używanych słów wśród moich niemieckich przyjaciół i znajomych. Znajomi ci znajdują się podobnej sytuacji, jak ja: mają małe dzieci, pracują i raczej nie mają w miejscu zamieszkania innych dorosłych członków rodziny, którzy w jakiś sposób mogliby ich na co dzień odciążyć. W codziennym życiu próbujemy pogodzić obowiązki domowe, rodzinne i służbowe, starając się nie zaniedbywać żadnej z tych dziedzin. I właśnie Vereinbarkeit próbuje nadać ramy temu dążeniu, krytykując społeczeństwo, państwowe struktury i mentalność pracodawców.

W dosłownym tłumaczeniu można nazwać Vereinbarkeit von Familie und Beruf godzeniem pracy zawodowej z życiem rodzinnym. Dzięki dyskusji w mediach na ten temat zaczyna zmieniać się nastawienie, konserwatywne podejście do tematu, zakładające tradycyjny podział ról w rodzinie oraz nieznacznie, ale jednak - system opieki nad dziećmi do 6 roku życia.




Jak wygląda rozwiązanie Work Life Balance po niemiecku w praktyce? 


Większość niemieckich mam, zwłaszcza tych mających małe dzieci, pracuje w niepełnym wymiarze godzin. Jest to możliwe dzięki odpowiednim przepisom, które dają pracownikowi możliwość zmiany wymiaru czasu pracy z pełnego etatu na mniejszą ilość godzin, jeśli jego sytuacja życiowa tego wymaga. Najczęściej chodzi tu właśnie o rodziny, którym urodziło się dziecko. Oficjalnie taki pracownik powinien być traktowany w taki sam sposób, jak pracownik pełnoetatowy i mieć podobne świadczenia.

Mimo że sytuacja ta dotyczy znacznej ilości rodzin w Niemczech, w potocznym myśleniu praca na pół etatu (zwykle jest to ok. 20-25 godzin w tygodniu) traktowana jest jako stanowisko gorsze i mniej prestiżowe. Powoli jednak coś zaczyna się zmieniać i zwłaszcza pracodawcy, głównie duże przedsiębiorstwa, które mogą sobie na to pozwolić, ukierunkowują się bardziej na swoich pracowników posiadających rodziny, zapewniając im dodatkowe udogodnienia. Dzięki nim taki pracownik staje się bardziej lojalny wobec pracodawcy, staje się wydatniejszy i, po prostu brzydko mówiąc, bardziej opłacalny. Mowa tu o możliwości pracy w tzw. Eltern-Kind-Büro, do którego można zabrać malucha, gdy żłobek lub przedszkole są zamknięte, o opcji realizowania obowiązków służbowych w Home Office, o zwracaniu kosztów za opiekę nad dzieckiem, kiedy nagle zachoruje lub tworzeniu własnego pracowniczego ośrodka opieki (żłobek i/lub przedszkole), w którym przebywać mogą - często za bardzo nieduże pieniądze - dzieci pracowników.



Część ze znanych mi rodzin w inny sposób próbuje rozwiązać ten problem - jeśli np. jeden członek rodziny jest jej głównym żywicielem (no nie oszukujmy się, najczęściej jest to mężczyzna), inny często podejmuje wyzwanie związane z rozpoczęciem pracy w ramach własnej działalności gospodarczej. Praca na własną rękę pomaga mu uzyskać czasową elastyczność, której zwykle nie może uzyskać u swojego pracodawcy. I nawet jeśli wyniki finansowe tej działalności nie są do końca zadowalające, poczucie spełnienia w zawodzie i na polu rodzinnym zdają się być ważniejsze od materialnego aspektu całości. Oczywiście jest to możliwe ze względu na fakt, że w Niemczech - przy skromnym, ale dostatnim życiu - jedna pensja często wystarcza, aby utrzymać całą rodzinę.

System opieki nad dzieckiem


Obecnie Vereinbarkeit to również dyskusja na temat systemu opieki nad dziećmi i jej znaczna krytyka. Najczęściej dotyczy ona nie dość elastycznych godzin otwarcia placówek przedszkolnych oraz ich niewystarczającej ilości. Sytuacja ta odczuwana jest przede wszystkich w dużych miastach, gdzie normą jest walka o miejsce w przedszkolu i otrzymywanie kilkunastu odmownych odpowiedzi na chęć rejestracji w danym ośrodku. W Monachium coraz częściej mówi się o konieczności uznawania zagranicznych dyplomów pedagogicznych  oraz zwiększenia wynagrodzenia w tym sektorze. Obecnie jest ono niestety na dość niskim poziomie: tzw. Kinderpregerinnen, czyli opiekunki zarabiają średnio między 1 300 a 2 500 euro (zależy od ich statusu, stażu pracy i kraju związkowego), Erzieherinnen, czyli wychowawczyni otrzymują ok. 2 200 - 3 100 euro brutto/miesiąc. Dokładne dane można znaleźć TU.



Jakie są prognozy? Przez dyskusje, jakie się na temat Vereinbarkeit w Niemczech przewijają, zaczyna pękać gruba mentalna skorupa i powoli wkrada się światełko nadziei dla aktywnych zawodowo rodziców. Dla wielu wzorem są kraje skandynawskie, w których profil pracy w niepełnym wymiarze godzin jest absolutną normą, a wywodzi się on z chęci równouprawnienia płci i sprawiedliwego podziału obowiązków w rodzinie. Argument elastycznego, sprawnie działającego systemu opieki nad dziećmi, nie może zostać pominięty w tej dyskusji, ponieważ właśnie od niego zależy, na ile elastyczni będą sami rodzice...

Jakie jest Wasze nastawienie do tego tematu i jak Wy radzicie sobie na co dzień w temacie Vereinbarkeit? Czy w Polsce temat pracy na niepełen etat jest w ogóle brany pod uwagę i traktowany poważnie?

Jeśli chodzi o mnie: ja wybrałam ścieżkę samodzielnej działalności gospodarczej, która pozwala mi spełniać moje pasje, jednocześnie pozostać aktywną zawodowo i mieć czas dla rodziny. O moim wyborze pisałam już w jednym z artykułów w serii Polki w Monachium. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości, kiedy dzieci będą starsze i bardziej samodzielne, zdecyduje się ponownie na powrót do statusu pracownika zatrudnionego. Ciekawa jestem Waszych opinii - podzielcie się swoim głosem w tej dyskusji!

4 komentarze:

  1. U nas w firmie tez to slowo robi furore. Firmy staraja sie zwerbowac pracownikiem haslem "Vereinbarkeit Beruf und Familie". W dzsiejszych czasach to wazne.Nie mam dzieci, jesli bym miala, moge pracowac na pol etatu, lub troche wiecej np. 70% . Osoby ktore maja chorych rodzicow, lub musza sie nimi opiekowac, tez moge zredukowac liczbe godzin pracy. Ogolnie uwazam ze dobrze to w Niemczech funkcjonuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie w firmie-a jest duza i sproro mam w niej pracuje nie ma otwarcie dyskusji na ten temat. Mamy po porodzie wracaja glownie na pol etetu lub 6 godz. ja ososbiscie mam synka-3 lata i pracuje warz z mezem na pelny etat. Rozwiazujemy to w ten sposob, ze ide na 7 godz. do pracy, wiec 15.30 jestem juz wolna. Maz zaczyna pozniej prace od 8.30 i zawozi synka do przedszkola. Maly jest tam wiec najdluzej do 16.00 co ma dla mnie duze znaczene. U mnie w firmie nie ma zlobka, ale jest pelne zrozumie, jesli trzeba zostac w domu, poniewaz dziecko jest chore.Mysle jednak, ze tak damy rade tylko do czasu pojawienia sie 2 dziecka, potem-pradopodobnie ja zredukuje godz. pracy na 6 (nie ze wzgl na zarobki) by miec czas na hobby, ktorego teraz nieco mi brakuje;)
    Edyta

    OdpowiedzUsuń
  3. Każda pracująca mama wie, jak trudno pogodzić obowiązki domowe i karierę. Dobrze, jak firma dba o pracownice - mamy i nie robi problemów z opieki nad dzieckiem w trakcie choroby, itp. W Polsce rodzice w większości przypadków boją się upominać o przysługujące im prawa w obawie przed utratą pracy. Na wiele stanowisk nie chcą też przyjmować młodych matek w obawie o ich niską tzw. dyspozycyjność. Pracodawca, który rozumie potrzeby matek to skarb.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się wydaje, że to całkiem fajne rozwiązanie, bo pozwala kobietom zostać na normalnym poziomie, a przecież każda z nas ma do tego prawo

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)