piątek, 29 maja 2015

Rodzinny wypad w góry: Wendelstein Männlein Weg (Bayrischzell)

Ostatnio naprawdę poczułam tęsknotę do gór - tak dawno nie byłam już na jakiejś fajnej wycieczce! Jeden z ostatnich rodzinnych wypadów w góry to już opisana przeze mnie w zeszłym roku wyprawa do Schliersberg Alm. Tym razem, za namową przyjaciół, wybraliśmy się na wycieczkę do Bayrischzell, skąd wyruszyć można w trasę zwaną Männlein Weg.

Do Bayrischzell dojechać można samochodem (z Monachium to ok. godzina jazdy) lub kolejką BOB, o której już pisałam, przy okazji postu o Schlierberg Alm. Ze stacji pociągu (tu można również zaparkować auto) dzieli nas dosłownie parę minut od punktu, w którym zaczyna się ta trasa. 




Od razu Was uprzedzę - Männlein Weg NIE NADAJE SIĘ na spacer z wózkiem, dlatego lepiej wyposażyć się w nosidełko. Warto również pomyśleć o solidnych butach, bo mimo iż szlag nie jest specjalnie trudny, po deszczu bywa ślisko. Zwłaszcza z powrotem wędruje się wśród wystających korzeni i po kamieniach, co jest sporym wyzwaniem, kiedy niesie się na plecach malucha lub kiedy trzeba pilnować dziecka, uczącego się jeszcze stabilnego chodzenia. Mimo to wyprawa ta jest jak najbardziej możliwa z dziećmi i właśnie im sprawi wielką radość!

Źródłem tej radości, oprócz bezpośredniego kontaktu z przyrodą, fajnych widoków i super przestrzeni do hasania, są kolejne stację, z których zbudowana jest trasa. Co kilkanaście minut spotyka się po drodze jakąś atrakcję, przy której można zrobić małą pauzę lub która sprawi, że wycieczka ta nigdy się nie nudzi! Te atrakcje to m. in. park zdrojowy, tzw. Kneippanlage (rodzaj baseniku z chłodną wodą, służącego do hydroterapii), wieża widokowa, wspaniały plac zabaw z wodną pompą i wodospadem lub miejsce, w którym można zrobić piknik. Te poszczególne stacje pomagają również zmobilizować dzieci do dalszej wędrówki, ponieważ kolejny cel nie jest aż tak odległy, a posiadanie w dłoni szczegółowej mapy pozwala określić odległość do najbliższej atrakcji.


Miłym uwieńczeniem wysiłku jest wspólny posiłek w górskiej restauracji  Bergcafè Siglhof. Wybór dań nie jest zbyt duży, ale za to można się przyjemnie najeść pysznym ciastem lub porcją smacznych lodów. Dzieci ucieszy plac zabaw obok kawiarni oraz oldschoolowy traktor, na który można oczywiście wsiąść. 



Powrót do Bayrischzell można zaplanować inną trasą, dzięki czemu z powrotem oglądamy inne tereny i krajobrazy. I mimo ogólnego zmęczenia pod koniec wycieczki (z powrotem musieliśmy oboje dzieci nieść na plecach), satysfakcja była ogromna! Piękne widoki, niesamowita łąka przy samej kawiarni, sporo atrakcji i po prostu fajny dzień na świeżym powietrzu! Szczerze polecam! I nie zapomnijcie o zabraniu ze sobą jakiegoś preparatu na kleszcze - w tej okolicy jest ich podobno sporo...


Szczegóły na temat długości trasy, dojazdu oraz poszczególnych punktów wycieczki znajdziecie na stronie biura turystycznego Bayrischzell. Z tej strony pochodzą również poniższe foldery:

Opis trasy

Mapa wędrówki

Miłej wędrówki! :)

3 komentarze:

  1. wrocilam niedawno z Alp. Bylam w szoku ile tam bylo dzieci, ludzie nosili je na nosidelkach lub pchali wozki. Dla mnie szok. U mnie w biurze ludzie nie Ida na plaze z dziecmi, bo za duzo tachania (mieszkamy bezpodrdnio nad Baltykiem ....)dodam ze wszedzie sa parkingi i do plazy jest zaledwie kilkanascie metrow... Jacys leniwi sa tubylcy, dlatego doznalam wielkiego szoku widzac jak ludzie integruja swoje dzieci w podroze i przyrode

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też w różnych możliwych miejscach spotykam rodziny z dziećmi. Ale przyznam szczerze, że nie zawsze chce mi się gdzieś dzieci ciągnąć, gdzie wiem, że nie ma dogodnej infrastruktury i udogodnień, typu przewijak, wysokie krzesełka, kącik lub plac zabaw. Wybieram raczej te miesjca i trasy, które są dogodne dla całych rodzin :)
      Pozdrawiam ciepło, Dominika

      Usuń
  2. super, cieszę się niezmiernie, że odkryłam Twojego bloga :)
    Mieszkam w Alpach ale nieszczególnie lubię chodzić po górach ;p wolę spacerki po uroczych bawarskich miasteczkach...
    Często zdarza się, że wspinamy się do naszej chaty po zakupach i ledwo zipię. Zdecydowanie wolę spacerek wokół jeziorka Spizingsee. Marzy mi się domek nad morzem ;). Pozdraiwam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)