poniedziałek, 14 grudnia 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #25. Świąteczne piosenki dla dzieci

W marcu przedstawiałam moim zdaniem 5 najładniejszych niemieckich piosenek dla dzieci. Z kolei w grudniu zeszłego roku zdradziłam Wam naszą rodzinną tajemnicę - lubimy sobie śpiewać! Na dowód zaprezentowałam mikołajową piosenkę w wykonaniu naszej czwórki: "Lasst uns froh und munter sein!", którą śpiewa się właściwie przez cały grudzień, a najczęściej w okolicach 6.12.

Dzisiaj przedstawię Wam moich 5 ulubionych piosenek świątecznych, ale nie kolęd, lecz piosenek, które dzieci przynoszą z przedszkola lub które śpiewa się na różnych grupach zabawowych, świątecznych spotkaniach i uroczystościach. Starałam się znaleźć takie wykonanie, które nie jest zbyt biesiadne, weselne lub piskliwe :) Chodzi o wprowadzenie Was w przedświąteczny nastrój :) 

Podoba się Wam któraś z tych piosenek szczególnie? Na wesoło i z melancholijną nutą :)

1. IN DER WEIHNACHTSBÄCKEREI


Tę piosenkę nuci się najczęściej przy pieczeniu świątecznych ciasteczek - to znana tradycja w niemieckich domach, że przed Bożym Narodzeniem rodzice i dzieci podciągają rękawy i wspólnie pieką kolorowe ciasteczka. A ile przy tym bałaganu, sprzątania i nerwów! Ale i zabawy ;)



2. SCHNEEFLÖCKCHEIN, WEISSRÖCKCHEN


W tym roku mało klimatu ma ta pioseneczka o płatku śniegu, bo wcale nie szykują nam się białe Święta. Ale kto wie, może jednak? Wtedy takie wesołe wersy o tańczącej śnieżynce będą w sam raz!



3. KLING, GLÖCKCHEN, KLINGELINGELING


To piosenka o dzwoneczku - jego wesołej melodii, świątecznej radości z dzielenia się z innymi i otwarciu serc na dobro. Dzyń, dzyń, dzyń...



4. LEISE RIESELT DER SCHNEE


To chyba najbardziej nastrojowa z zaproponowanych przeze mnie piosenek - śnieg cichutko pada, jezioro i las spokojnie oczekują nadejścia Chrystusa. 



5. O TANNENBAUM


To klasyka, którą być może znacie jeszcze z lekcji niemieckiego w podstawówce :) W wykonaniu dzieci zawsze sprawia przyjemność i radość. Zwłaszcza, kiedy na naszej choince świecą kolorowe lampki, a dziecięce roześmiane buźki odbijają się w błyszczących bombkach. 


Czy pominęłam tutaj Waszą ulubioną piosenkę? Jakie najbardziej lubicie?

wtorek, 8 grudnia 2015

Język niemiecki – trudny, nieromantyczny i niepotrzebny? (wpis gościnny)

Anna Jędrzejczyk, ekspert języka angielskiego i niemieckiego
Dzisiaj mam dla Was wyjątkowy wpis - do współpracy zaprosiłam Anię, która przez parę lat mieszkała w Monachium i której pobyt w Bawarii, można śmiało powiedzieć, zmienił całe życie. 

Ania przyjechała do Niemiec bez znajomości języka, sama załatwiała wszystkie formalności i sprawy urzędowe. Tutaj odkryła swoją językową pasję, zdobyła przyjaciół na całe życie oraz pracę marzeń. 

Teraz dzieli się ze swoimi studentami i kursantami zdobytą tutaj wiedzą i doświadczeniem, udzielając praktycznych kursów nauki języka, np. skupionych wokół rozmowy kwalifikacyjnej po niemiecku. Więcej informacji o Ani, jej kursach i działaniach znajdziecie na jej blogu Angielski i niemiecki oczami Polaka

A w imieniu Ani zachęcam Was do udziału w jej internetowych kursach nauki języka, łączących metodę konwersacyjną z gramatyczną. W skład takiego kursu wchodzą m. in. następujące zagadnienia: zakupy w niemieckich sklepach, składanie zamówień w restauracjach/pubach, poruszanie się komunikacją miejską, poszukiwanie mieszkania w Niemczech, otwarcie konta bankowego, sprawy urzędowe, poszukiwanie pracy w Niemczech.

Aniu, dziękuję Ci za ten wartościowy artykuł i życzę powodzenia w Twoich dalszych poczynaniach! Gratuluję również pasji i energii, którą tryskasz :) 

Pozdrawiam ciepło, Dominika

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Język niemiecki – trudny, nieromantyczny i niepotrzebny? Ani z jednym słowem się nie zgodzę :) W przeszłości jednak miałam podobne odczucia co do tego języka. Uczyłam się go najpierw w szkole podstawowej, w gimnazjum, a potem w liceum i stwierdzałam za każdym razem, że ten język mnie kompletnie nie fascynuje. „Jest za trudny, za brzydki” – tak mówiłam.

Zaczęłam myśleć poważniej o tym języku, widząc bardzo dużą liczbę ofert pracy niemieckojęzycznych w Warszawie, w której mieszkałam po zakończeniu studiów ekonomicznych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie i w Grand Valley State University w USA. Znajomość języka angielskiego przestała być „cechą wyróżniającą” potencjalnego pracownika, zwłaszcza przy aplikacji na stanowiska w międzynarodowych korporacjach. A tylko takie miejsca pracy mnie fascynowały. Prestiż marki pracodawcy (do dzisiaj interesuje mnie ta kwestia, jednakże od strony naukowej) był dla mnie kluczową kwestią – głównie ze względu na to, iż uważałam, że firma dbająca o swój własny wizerunek jako dobrego pracodawcy, dba również o swoich pracowników. Język niemiecki wydawał mi się kluczem do zdobycia naprawdę atrakcyjnej pracy w międzynarodowym środowisku. Język ten wydawał się również zbyt trudny dla osoby, która nie ma wysokiej motywacji do uczenia się języków obcych. „Jeśli się go porządnie nauczę, to mogę się tym szczególnie wyróżnić” – pomyślałam, gdy postanowiłam pierwszy raz wyjechać do Monachium na miesięczny kurs językowy, planując przy tym, że po miesiącu wrócę do Warszawy, aby kontynuować studia doktoranckie z zakresu ekonomii na SGH i karierę w międzynarodowej korporacji w Warszawie.

poniedziałek, 30 listopada 2015

5 powodów, dla których NIE warto żyć w Niemczech - #24. Niemieckie dziwactwa

Tym razem, zainspirowana tematem przewodnim w Klubie Polek na Obczyźnie, chciałabym Wam przedstawić listę niemieckich dziwactw, do których absolutnie się nie mogę przyzwyczaić! Rzeczy, które mnie drażnią, które przeszkadzają i które swędzą jak po ugryzieniu kąśliwego komara!

1. PUKANIE W STÓŁ


To jest gest, którego nigdy nie mogłam pojąć i który mnie wręcz krępuje. Spotyka się go w grupie osób, które nagle się wspólnie z czymś zgodzą, dojdą do jakiego konsensu lub po prostu wyrażają aprobatę dla jakieś sprawy czy osoby. To trochę jak wspólne klaskanie, ale z takim dodatkowym potwierdzeniem słuszności sprawy. Nagle wszyscy zaczynają pukać w stół i już wiesz, że nie jesteś stąd! Trudno mi się przemóc w tej sprawie, a owacje dużo łatwiej mi przychodzą ;)

Nad jeziorem Titisee

2. "ROTTHALER!"


Odkąd mamy erę telefonu z wyświetlaczem, pokazujących kto do nas dzwoni, zwracam się do osoby, którą znam, po imieniu. Zwłaszcza jeśli jest to członek rodziny czy bliski przyjaciel: "Cześć Aga, co u Ciebie?", "Hej mamo, fajnie że dzwonisz". Niemcy z kolei, bez względu na okoliczność ZAWSZE odzywają się, podając swoje nazwisko. No uszy mi więdną, jak mój mąż rozmawiając ze swoją mamą, podnosi słuchawkę i mówi: "Rotthaler". No w życiu i nigdy przenigdy!

Co innego w pracy, na telefonie służbowym czy w jakiś relacjach biznesowych. W tym kontekście polskie "Halo" bez przedstawienia się denerwuje mnie podobnie, jak meldowanie się nazwiskiem do rodziców i przyjaciół...

Nad Morzem Północnym


3. PANI ROTTHALER


W oficjalnych relacjach nigdy nie będę dla Niemców Dominiką, a zawszę panią Rotthaler. "Pani Rotthaler, czy może pani podejść do telefonu?", "Pani Rotthaler, co sądzi Pani na temat segregacji śmieci w Niemczech?", "Pani Rotthaler, czy ma Pani czas na kolację dziś wieczorem?". Na szczęście w większości sytuacji dosyć łatwo przejść na "ty" i dystans od razu się zmienia. Jednak nie ma to jak "Pani Dominika" ;)

Rzeka Łaba w Hamburgu


4. GDZIE CI MĘŻCZYŹNI?


Jak przyjeżdżam do Polski, to cieszę się z małych gestów, którym w Niemczech nie zaznaję. Lubię, kiedy mężczyzna przepuści mnie w drzwiach, ustąpi miejsca, podniesie zgubioną rękawiczkę. I nie chodzi o równouprawnienie, ale o zwykłą ludzką uprzejmość! W Niemczech te gesty są archaiczne i w zdecydowanym zaniku. Szkoda.


Frankfurt

5. DIALEKTY


Niby już trochę się do tej różnorodności dialektów przyzwyczaiłam, ale nadal większości z nich nie od razu rozumiem! Zwłaszcza tych z mniejszych miejscowości lub wiosek. Ostatnio wyjechał mi pewien kierowca autobusu takim typowo bawarskim niskim głosem i zupełnie nie miałam pojęcia o co chodzi. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że mnie uprzejmie chciał zagadać i coś tam do dzieci nawiązać. Najgorsze jest zaskoczenie przez telefon, kiedy muszę porozmawiać z jakimś elektrykiem, informatykiem czy innym specjalistą, których po prostu nie kumam! Piękna ta różnorodność, ale dla obcokrajowców niezwykle trudna!

Szwarcwald

Czy dla tych faktów NIE warto żyć w Niemczech? No, oceńcie sami. Dla niezdecydowanych - kilka zdjęć niemieckich pejzaży.

A Wy macie jakieś rzeczy, sytuacje, gesty, które Wam przeszkadzają i do których raczej nigdy się nie przyzwyczaicie? Napiszcie, chętnie się dowiemy :)

sobota, 28 listopada 2015

Eataly: włoskie specjały w Monachium (Schrannenhalle przy Viktualienmarkt)

Jeśli jak ja kochacie piękną Italię, lubicie śródziemnomorskie specjały, zajadacie się pizzą, pastą i najchętniej popijacie właśnie włoskie espresso, to mam dla Was dobrą wiadomość - od kilku dni działa w Monachium nowy sklep z włoskimi produktami wysokiej jakości: Eataly.



Sam koncept nie jest nowy, a sklepy tej sieci istnieją na całym świecie, m. in. we Włoszech, w Stanach, Brazylii, Japonii oraz Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Co ciekawe dotychczas w Europie istniały oddziały wyłącznie we Włoszech, a więc Monachium jest pierwszym miastem europejskim poza Włochami, jakie może cieszyć się jakością tego sklepu.



Hala Schrannenhale przy Viktualienmarkt została gruntownie wyremontowana i odnowiona. Obecnie monachijskie Eataly zajmuje powierzchnię 4.600 m2, na której mieści się 16 różnych lokali i stoisk. Każda z restauracji specjalizuje się w konkretnych produktach: w jednej z nich w ofercie znajdziecie wyłącznie pizzę, w innej dania na bazie włoskich makaronów, a w kolejnej dania mięsne. Wszystko po to, aby wynieść sztukę kulinarną na najwyższy poziom i dać szansę wykazania się specjalistom. I tak np. pizzę przygotowuje maesto pizzy w trzecim pokoleniu, napoletańczyk Vincenzo Capuano. 



Na innych stoiskach część oferowanych produktów przygotowywana jest według konceptu "open cooking", czyli na oczach gości. Możecie zatem przyjrzeć się, jak wypieka się chleb, zagniata tortellini lub jak robi się ser mozarella. Myliłby się jednak ten, kto by twierdził, że Eataly to wyłącznie Włochy. Autorzy tego konceptu starają się bowiem łączyć włoską sztukę kulinarną lub wytwarzania różnych smakołyków z lokalnymi produktami. Dlatego też np. mleko, jajka czy regionalne warzywa sprowadzane są z Bawarii oraz Badenii-Wirtembergi. I tu widzę wielką zaletę tego sklepu, bo nie jest zamkniętym na czynniki zewnętrzne skansenem, a ciekawym dialogiem z miejscem, w którym istnieje.



Warto wspomnieć o kawiarence, w której oferowana jest pyszna kawa illy. Obok tego stoiska znajduje się kącik Nutelli, co na pewno ucieszy małych klientów. Nieopodal położone stanowisko z pysznymi lodami może dać rodzicom parę minut na wypicie swojego espresso i chłonięcie tej ciekawej atmosfery. Dzięki temu można się na chwilę przenieść na jakiś ruchliwy plac położony w centrum małego, włoskiego miasteczka, gdzie ktoś ze sprzedawców nuci "Santa Lucia", inny macha klientowi na pożegnanie, a jeszcze inny robi piruety, serwując ulubioną kawę. La dolce vita :)



Warto wspomnieć jeszcze o dwóch tarasach w Schrannenhalle, na których odbywają się imprezy, różne eventy i degustacje. Za poziomie -1 z kolei znajduje się bogaty dział czekoladek tradycyjnej firmy Venchi oraz duży wybór włoskich win i uwaga - również piw! Tutaj także istnieje niewielkie pomieszczenie, gdzie można wziąć udział w kursie gotowania lub kulinarnych wykładach. Podczas pre-opening dla prasy, na jakim miałam szczęście być, brałam udział właśnie w jednym z takich kursów. Pod okiem szefa szefów, czyli Executive Chefa Alexa Sallustio udało mi się wyczarować pyszne cappelletti z nadzieniem z kaczki w sosie truflowym. Poezja!


A wiecie, o czym sobie marzyłam, kręcąc się między półkami z tym włoski smakołykami? Żeby wreszcie jakiś przedsiębiorca z Polski miał podobny pomysł na sprzedaż i promocję naszych produktów za granicą. Koniec z pasztetem firmowym z drobiu, sokiem Kubuś czy vegetą ustawianymi w polskich sklepach zagranicznych na kilometrowych półkach! Czas na polskie produkty regionalne, świeże, przyrządzane przez wybitnych specjalistów, rozsławiające pracę naszych cukierników, piekarzy i przetwórców. Jeśli ktoś ma podobny pomysł na promocji Polski poprzez jej wysokiej jakości produkty, to nie koniecznie najpierw zajrzy do Eataly, żeby dowiedzieć się, jak to robią specjaliści! I jak przez różne artykuły sprzedać po prostu radość i jakość życia!

A jeśli nie wierzyliście znawcom tutejszej kultury i architektury, którzy twierdzą, że Monachium jest najbardziej na północ położonym włoskim miastem, to Eataly może Was do tej tezy zupełnie przekonać. Doznania cielesne i duchowe - gwarantowane! Proprio bello! :)

Eataly
Schrannenhalle – Viktualienmarkt 15
80331 Monachium

Godziny otwarcia
Restauracje
poniedziałek - niedziela
w godz. 11:30 do 16:00 i 18:00 do 22:30
Caffetteria illy
poniedziałek - niedziela
w godz. 7:30 do 23:00
Restauracja La Piazza
poniedziałek - sobota
w godz. 11:00 do 23:00

wtorek, 24 listopada 2015

Ruszają zapisy do polskiej grupy zabawowej przy Sendlinger Tor (6 - 12 miesięcy)

Jednym z priorytetów i jednocześnie największych wyzwań, jakie stoją przed młodymi rodzicami, mieszkającymi na emigracji, jest przekazanie dziecku języka ojczystego. Wymaga to dużego nakładu pracy i czasu. Zwłaszcza, kiedy dzieci są małe i jak gąbki wchłaniają wiedzę o świecie, świetnie sprawdzają się tzw. grupy zabawowe, podczas których maluchy bawią się z rówieśnikami, a rodzice mają szansę porozmawiania po polsku z rodakami, będącymi w podobnej sytuacji. Przyjemne z pożytecznym i nauka przez zabawę :)

Ja sama chodziłam z dziećmi regularnie na zajęcia przy Sendlinger Tor i z zainteresowaniem przyglądałam się rozwojowi grup w tym miejscu. Obecnie odbywają się tam dwie polskie grupy - w poniedziałki od 16:00 do 17:30 dla dzieci w wieku 2-4 lata oraz w piątki od 9:30 do 11:00 zajęcia dla dzieci w wieku od 6 miesięcy do około roku. Obie grupy prowadzi Jolanta Modlińska. Jola dodatkowo opiekuje się grupą skierowaną dla dzieci w wieku od 2 do 3 lat, której zajęcia odbywają się w środy przy kościele św. Moniki na Neuperlachu.

Jola z rodziną
Jolanta jest mamą trójki dzieci: 11-letniej Mileny, 9-letniego Miłosza i 2-latki Helenki. Cała rodzina mieszka już od 4 lat w Monachium. Jola jest z wykształcenia fizjoterapeutą. Jest również absolwentkaą autorskiej klasy teatralnej przy Liceum Ogólnokształcącym w Kłodzku. Dodatkowo skończyła szkołę Arteterapii, czyli terapii poprzez sztukę. W Polanicy-Zdrój prowadziła w Bibliotece Miejskiej zajęcia plastyczne dla dzieci oraz zajęcia podczas ferii zimowych.

Dzieci Joli od przyjazdu do Niemiec uczęszczają do Polskiej Szkoły w Monachium przy konsulacie. Tutaj Jola współorganizowała bożonarodzeniowe i wielkanocne warsztaty plastyczne dla dzieci oraz kiermasze świąteczne. Współorganizowała również zbiórki pieniężne i materialne, paczki bożonarodzeniowe dla dzieci z Ośrodka w Nienadowej oraz  do Ośrodka w Częstochowie. Ostatnio także zorganizowała i przeprowadziła w Monachium warsztaty plastyczne dla dzieci podczas festynu sportowego organizowanego przez SV Polonię oraz Szkołę przy konsulacie.

Jola bardzo lubi pracę z dziećmi, a najbardziej cieszy ją, kiedy maluchy są z zajęć zadowolone. 

Dlatego też zaprasza wszyskie mamy i/lub tatusiów z dziećmi w wieku 6 - 12 miesięcy na kolejny cykl zajęć "Idzie raczek nieboraczek". Będą piosenki, wierszyki, rymowanki i wspólne zabawy. Oprócz tego czas dla rodziców na poznanie się i wymianę wrażeń, informacji i doświadczeń. Zajęcia ruszają w piątek 4 grudnia 2015 i potrwają do 5 lutego 2016 (w sumie 8 spotkań). Koszt całości: 68 euro. Zajęcia odbywają się w Evang. Familien-Bildungsstätte, Herzog-Wilhelm-Str. 24, 80331 Monachium (okolice Sendlinger Tor). Zapisać można się TUTAJ.

Zdjęcia z zajęć prowadzonych przez Jolę przy Sendlinger Tor

wtorek, 17 listopada 2015

O Polkach i Polakach poza Polską w rozmowie z "Matką Polką Feministką"

Z tematem emigracji mierzę się już od prawie 6 lat. A licząc cały okres mojego pobytu poza granicami Polski - prawie 10 lat! Moje odczucia, poglądy i wizje ulegają wraz z upływem czasu pewnym zmianom, w końcu całe moje życie ewoluuje. Wyjechałam z Polski jako szczawik prosto po studiach: najpierw do słonecznego Lugano w Szwajcarii, gdzie spędziłam 1,5 roku i gdzie poznałam obecnego Męża. Potem kolejne 18 miesięcy spędziłam w wietrznym Hamburgu na północy Niemiec. Powrót do Polski miał być powrotem raczej na stałe, a stał sie ostatecznie jedynie moim osobistym, 2,5-letnim pożegnaniem z krajem i rodziną. Potem już "tylko" Monachium.

Cały ten proces migracyjny miał wpływ na to, kim jestem teraz, jak postrzegam rzeczywistość, jak rozmawiam z ludźmi i jak przeżywam świat. Punktem zwrotnym było na pewno założenie polsko-niemieckiej rodziny oraz urodzenie dzieci. Nowa rola mamy przewartościowała wszystko, co do tej pory sądziłam o życiu i nadała mu po prostu całkiem innego znaczenia. Życiu na emigracji.

Nie jestem jedyna, "która tak ma"! Ba, jest nas setki tysięcy. Polek, które założyły rodziny poza granicami kraju, które na co dzień łączą różne kultury, języki i zwyczaje. Ta wspólna droga, podobne problemy i wyzwania, podobieństwo życiorysów, czy choćby spójne kłopoty z odnalezieniem się w nowym miejscu - wszystko to sprawia, że nagle stajemy się wobec siebie nie zupełnie obce. 

O tym oraz o innych emigracyjnych aspektach życia rozmawiałam z dziennikarką Joanną Mielewczyk w audycji "Matka Polka Feministka". Posłuchajcie proszę i podzielcie się z nami swoją opinią na ten temat! Zachęcam również do włączenia się w dyskusję o Polakach na emigracji - do końca listopada możecie pod hashtagiem #poloniawniemczech publikować Wasze posty, artykuły czy wpisy o wizerunku Polaka za granicą oraz o wyzwaniach, jakie przed nami stoją.



A jeśli chcecie poczytać ciekawostki o dziewczynach, które wspominam w wywiadzie, zapraszam do zapoznania się z wywiadami w serii "Polki w Monachium"!

poniedziałek, 9 listopada 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #23. Bawaria jesienią

Każdy, kto czyta tego bloga już od jakiegoś czasu, wie że bardzo lubię Bawarię, tutejszą naturę, zwyczaje, ludzi, no i oczywiście ogródki piwne. Dzisiaj chciałabym Was zaprosić spacer ze mną po bawarskich łąkach, pokazać Wam tutejszą przyrodę i opowiedzieć trochę więcej o tym największym i najbogatszym landzie w Niemczech. Zwłaszcza teraz - jesienią!

1. KOLORY - JESIEŃ W BAWARII


Podobnie jak w Polsce, złota jesień w Bawarii onieśmiela ilością barw, odcieni i kolorów. Zwłaszcza gdy zaświeci słońce, liście, jeziora, łąki i polany zyskują ten szczególny złoty filtr, dzięki któremu cały świat wokół wydaje się łagodniejszy i spokojniejszy. Wszystko zdaje się być na swoim miejscu i nawet nostalgiczna atmosfera jesieni nie jest w stanie zasmucić lub popsuć humoru. 






2. DBAŁOŚĆ O SZCZEGÓŁY


Nie tylko latem czy wiosną - również jesienią Bawarczycy dbają o swoją okolicę, zaczynając od upiększania swojej najbliższej przestrzeni, czyli swoich domów. Czerwone lub różowe pelargonie zdobią niejedną górską chatkę. Ścieżki są zagrabione, liście odsunięte na bok, a ogród powoli szykowany na zimowe chłody. Dbałość o szczegóły to podstawa: w oknie mała firaneczka, przed domem zadbany żywopłot, w ogrodzie skromne ozdoby z ceramiki.


3. SŁOŃCE


Wiadomo: słońce, to życie! Ale zwłaszcza jesienią, kiedy słonecznych dni jest coraz mniej i moc słońca znacznie słabnie, jego żółte promienie mogą wyczarować zupełnie nową jakość! Nagle rzeczy płaskie nabierają wymiaru, a czarno-białe stają się kolorowe! Ludzie wystawiają twarz do słońca i ładują się tymi krótkimi i ulotnymi momentami ciepła, wewnętrznego spokoju i melancholijnej ciszy.





4. ZWIERZĘTA


Świat zwierząt jesienią ogarnia przedzimowy marazm. Już nie ma hasania, skakania, swawolnych wygłupów. Jest za to jesienne spowolnienie i przygotowywanie się na długą zimę. Mimo to zwierzęta mają w sobie niewiarygodną zgodę na te zmiany, wplecioną w odwieczny rytm natury. Trochę im tego spokoju zazdroszczę :)


5. JEZIORA I GÓRY


To połaczenie jezior i gór zawsze mnie w Bawarii rzuca na kolana! Jesienne jeziora, otoczone pasem żółto-czerwono-złotych drzew, są po prostu magiczne! A spacer wokół takiego jeziora bliski jest medytacji! 




Zatrzymajcie się przez chwilę nad tym jesiennym cudem natury, przyjrzyjdzie przekwitającym kwiatkom, pożółkłym liściom, samotnym drzewom, szykującym się na zimowy odpoczynek. I łapcie te chwile, bo dają siłę i energię na następne długie miesiące! Zanim wiosenne słońce ponownie obudzi do życia całą przyrodę!

Bawario, i mog di! :)


piątek, 6 listopada 2015

Ruszył nabór przedszkolaków do monachijskich placówek

Na początku listopada rozpoczął się w różnych placówkach w Monachium nabór do tutejszych przedszkoli. O tym, że o mniejsce w przedszkolu nie jest łatwo, wie prawie każdy rodzic trzylatka. Jednak z odpowiednim przygotowaniem i kilkoma pomocnymi informacjami, można sobie ten proces zapisów ułatwić. 

O samej rejestracji do przedszkola w Monachium pisałam już w zeszłym roku. Tym razem dla najnowszego numeru polonijnego czasopisma "Moje Miasto" odświeżyłam i uaktualniłam te informacje. Zapraszam to lektury - również innych artykułów z tego numeru!


piątek, 30 października 2015

Polacy na emigacji - wyzwanie blogowe #poloniawniemczech

Dwa tygodnie temu brałam udział w Monachium w niezwykle ciekawym szkoleniu, które we współpracy z międzynarodową organizacją YPIN, skupiającą młodych, wykształconych Polaków (Young Professionals) rozsianych po całym świecie, zorganizowała warszawska Szkoła Liderów. Szkoła ta słynie ze świetnych warsztatów i kursów, podczas których wzmacniane są kompetencje liderskie uczestników tych spotkań. Dzięki wiedzy, nowym umiejętnościom oraz dużemu społecznego zaangażowaniu osób, które przeszły przez tego typu szkolenia, mogą się one stać "liderami" w swoim środowisku lub dziedzinie, którą reprezentują. 

Podczas naszego szkolenia, skierowanego docelowo do osób mieszkających na terenie Niemiec, omawialiśmy sprawy związane z problemami, wyzwaniami i możliwościami polskiej społeczności, żyjącej w Niemczech. Staraliśmy się również wysunąć pewne postulaty, które pomogą nam w dalszym planowaniu współpracy i będą drogowskazem w praktycznym działaniu.



Co to w ogóle oznacza, być Polakiem, mieszkającym za granicą? 


Część z nas wyjechała z Polski z powodów finansowych i w nadziei na lepiej płatną pracę. Inna część z kolei szukała przygód, chciała spróbować czegoś nowego, złapać świeży wiatr w żagle. Natomiast w przypadku innej grupy prywatne koleje losu zdecydowały o takim, a nie innym miejsu zamieszkania. Ponieważ tych powodów wyprowadzki z Polski jest dużo i są tak zróżnicowane, trudno jest wrzucić nas do jednego worka i pisać o Polonii jako o spójnej grupie. Jednak jakąś definicję trzeba przyjąć, aby móc pisać o polskiej społeczności jako całości. 

Ja wyraźnie zauważam, że właśnie dokonuje się duża zmiana w motywach wyjazdu z kraju. Kiedyś do Niemiec jeździło się wyłącznie na saksy, a za zarobione pieniądze można było wesprzeć rodzinę w kraju albo nawet wybudować sobie w Polsce dom. Lub uciekało się przed polityką, historią, przyszłością. Obecnie coraz więcej osób wyjeżdża z Polski, bo po prostu MOŻE i CHCE. Dla zmiany, przygody lub z miłości. To są ludzie młodzi, wykształceni, często specjaliści w jakieś dziedzinie. Pracownicy, na którym Niemcom zależy i których Niemcy cenią. Oczywiście aspekt finansowy nadal jest ważny i to nie zmieni się dopóty, dopóki w Europie nadal będą obecne tak duże różnice standardu życia w jej różnych regionach, jednak często schodzi po prostu na drugi plan. Zmiana ta odczuwalna jest również w wizerunku Polaka za granicą.

Mimo - w moim odczuciu - pozytywnych zmiań, nadal jest jeszcze dużo pracy. W potocznej świadomości Polacy są przede wszystkim dobrą, acz tanią siłą roboczą, świetnie sprawdzającą się na budowie, przy sprzątaniu mieszkań i opiece nad ludźmi starszymi lub dziećmi. Sukcesy pojedyńczych osób, mających fajne stanowisko w dobrej firmie lub robiących ciekawe rzeczy w ramach samodzielnej działalności gospodarczej, nadal nie przekładają się na ogólne stan wiedzy o Polakach. Dlaczego? Być może sami zainteresowani, a więc studenci, inżynierowie, managerowie, specjalistki, ekspertki i fachowcy za mało mówią o swoich sukcesach. Za mało w kontekście polskich korzeni. Nie chodzi mi o to, że każdy Polak, mieszkający w Niemczech i zadowolony ze swojego obecnego życia musi chodzić w koszulce "Jestem z Polski, pamiętam o korzeniach", ale swoją postawą, społecznym zaangażowaniem, otwartością na innych i aktywnym podejściem do życia dawał po prostu dobry przykład! Tego jeszcze musimy się nauczyć - wyjść z cienia, stać się widzialnymi, zarówno dla Polonii, jak i dla Niemców. Nie bać się spotykać w mniejszych lub większych grupach networkingowych. Nie uciekać przed strukturami i przed odpowiedzialnością czy zaangażowaniem, jakie wiąże się z byciem częścią całości, np. jakiegoś stowarzyszenia. Nie traktować się na wzajem jako konkurencję, nawet jeśli działamy w podobnych dziedzinach, tylko jako współpartnera, kompana na tym samym szlaku wędrówki w górach, gdzie raz pod górkę, raz z górki, ale zawsze przyjemniej nie w pojedynkę. Być tu i teraz, a więc działać lokalnie, na rzecz własnego osiedla, gminy czy miasta, ale i patrzeć w przyszłość, aby nie stracić celu.

Jak tego dokonać? To jest na pewno proces i to długofalowy, ale wierzę, że się da. Pamiętacie dowcipy z lat 80-tych o Polakach, którzy masowo kradli niemieckie auta? Ten trend już się zupełnie wyczerpał i obecnie raczej to nikogo nie śmieszy. To my i nasze dzieci jesteśmy pokoleniem, które dokona następnej zmiany. I to właśnie od nas w znacznym stopniu zależy, jak nasza grupa społeczna będzie przez Niemców, ale i przez Polaków w Polsce postrzegana!

I jeszcze mój osobisty apel na koniec: drodzy politycy, błagam, nie zniszczcie nam tej szansy!

Wyzwanie blogowe: #poloniawniemczech - do 30.11.2015


A teraz moja prośba do Was, Polaków żyjących w Niemczech. Dodajcie Wasz własny, osobisty komentarz i włączcie się w ten sposób do dyskusji!

Macie bloga? Napiszcie artykuł i wklejcie poniżej link do swojego posta, aby i inni mogli go przeczytać!

Macie konto na Facebooku, Instagramie lub Twitterze? Dodajcie hashtag #poloniawniemczech, abym mogła Wasze wpisy znaleźć.

Jaka jest Waszym zdaniem Polonia w Niemczech? Jakie wyzwania przed nią stoją? Co możemy zrobić, aby poprawić wizerunek Polaka za granicą?


Czekam na Wasze komentarze i zachęcam do wklejania swoich linków!



poniedziałek, 26 października 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #22. Kultura cmentarna

No cóż, dla kultury cmentarnej w Niemczech raczej nie warto żyć, ale może za to warto umierać? ;)

Zbliża się 1 listopada, Święto Zmarłych, dlatego uznałam, że to dobry moment, aby poruszyć temat niemieckich cmentarzy. Celowo piszę o cmentarzach, a nie bezpośrednio o śmierci, bo w tym wypadku bardziej interesuje mnie sama przestrzeń, konkretne miejsca i cmentarz jako część miejskiego krajobrazu.

Moje obserwacje dotyczą głównie dwóch miast - Hamburga oraz Monachium oraz kilku małych miejscowości na południu Niemiec, gdzie również odwiedziłam niektóre cmentarze.

1. GROBY I NAGROBKI

Polskie duże nagrobki, wystające wysoko ponad ziemię, są dosyć nietypowe na skalę Europy. W Niemczech dominiją skromne, płaskie groby, których znaczna część znajduje się pod ziemią. Wiekszość z nich zadziwia prostotą i konsekwencją wykonania. Niektóre usypane są po prostu z kopczyka ziemi, na którym rosną jakieś roślinki lub pokryte są bluszczem.
Niektóre historyczne nagrobki posiadają rozmaite figurki, nawiązujące do symboliki śmierci i życia wiecznego, inne z kolei wyglądają jak prawdziwe pomniki. Jednak standard to proste i skromne płyty, które krótko informują o tożsamości pochowanego pod nimi człowieka.



środa, 21 października 2015

Kiedy z małego dziecka robi się przedszkolak..

Język niemiecki ma kilka sformułowań na określenie wieku dziecka. Najpierw na świat przychodzi noworodek, czyli Neugeborenes. Potem z noworodka robi się niemowlę - Säugling. Przez cały pierwszy rok życia dziecko jest również dzidziusiem, czyli Baby. Z kolei kiedy zdmuchnie świeczkę na swoim pierwszym w życiu torcie urodzinowym, staję się małym dzieckiem, a więc Kleinkind. To określenie funkcjonuje właściwie do ukończenia przez dziecko trzeciego roku życia, a konkretnie do wstąpienia w progi przedszkolne. I tak trzylatek przez kolejne trzy lata będzie przedszkolakiem, czyli Kindergartenkind.

Ale zatrzymajmy się właśnie przy tym nietypowym określeniu Kleinkind. Małe dziecko. No tak, dużych dzieci sporo i wśród dorosłych ;) Ale Kleinkind porusza mnie w tej chwili szczególnie, bo właśnie na tym etapie znajduje się mój młodszy Synek Nico. W lutym skończy trzy lata i już wiem, że wtedy rozpocznie również swoją przedszkolną przygodę, a tym samym dołączy do brata starszego o dwa lata. A jeszcze tak niedawno temu poświęciłam mu wpis z okazji pierwszych urodzin mojego małego wodnika...


Jestem pełna podziwu, jak Nico szybko się uczy, jak świetnie radzi sobie wśród starszych, jak sprawny jest ruchowo i językowo. Jego starszy brat w tym wieku był jeszcze w zupełnie innej fazie rozwoju i największą frajdę sprawiało mu wtedy udawanie dzidziusia. Z drugiej strony wiem, że rozwój Nico podyktowany jest w znacznym stopniu tym, że od małego zabierany był wszędzie, gdzie tylko znajdował się jego starszy brat: na urodzinowe przyjęcia 2-latków, na różne grupy zabawowe, do metra, tramwaju czy autobusu. Dosyć szybko zaczęliśmy go sadzać, kąpać z bratem w dużej wannie czy pozwalać na zabawę choćby klockami lego. Nie dlatego, że chcieliśmy przyspieszyć mu start w dzieciństwo. Po prostu brał udział w normalnych domowych czynnościach, dostosowanych do życia w trzyosobowej rodzinie. 

Z wielką nostalgią i sentymentem obserwuję ten proces wychodzenia z wieku "małego dziecka" i stawania się przedszkolakiem. Nico raz jest jeszcze dzidziusiem, wtulającym się w moje włosy lub chowającym za moimi nogami, kiedy ktoś go o coś niespodziewanie zapyta. Potrzebuje ulubionej przytulanki do zasypiania, a bywa, że wpada w histerię z byle powodu. Innym razem z kolei hula jak wariat na placu zabaw, potrafi pokonać samodzielnie długie trasy pieszo, bez spacerówki, odmawia południowej drzemki i bywa uparty, jak mały osiołek.

Wiem, że to całkiem normalny proces, ale również kolejny etap usamodzielniania się i oderwania od mamy. Ale wilgotnieją mi lekko oczy, kiedy to do mnie dociera... Taki mały, a taki duży człowiek!


Czy też tak macie z Waszymi "małymi dziećmi"?

wtorek, 13 października 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #21. Ballady muzyczne

Dziś muszę zejść na lżejsze i przyjemniejsze tematy! A co najlepiej odpręża? No np. dobra, spokojna muzyka! Jednak język niemiecki wcale nie kojarzy się z łagodnością, przyjemnych dla ucha brzmieniem czy miękkimi słowami śpiewanymi przez piosenkarzy. Mimo to chciałabym przestawić Wam subiektywną listę pięciu moim zdaniem ładnych i przyjemnych piosenek, które w ostatnich latach odniosły w Niemczech duży sukces i stały się nieodłącznym tłem tańców-przytulańców. Oto moje typy!

1. Revolverheld feat. Marta Jandová - Halt Dich an mir fest

To mój absulutny faworyt! Nie tylko ze względu na czterech sympatycznych chłopaków, którzy kryją się pod rockową grupą "Revolverheld", ale również ze względu na wpadającą w ucho melodię, ładny tekst i przyjemny głos występującej tu gościnnie Marty Jandovej. 


2. Xavier Naidoo - Ich kenne nichts (das so schön ist wie du) 


wtorek, 6 października 2015

Lajtowa wycieczka w góry do schroniska DAV Albert-Link Hütte (Spitzingsee)

No i proszę, jaka ładna jesień nam się znowu zrobiła! Można? Można! :) Od razu humorki inne, buzie same odwracają się do promyków słońca, a ogólna energia wzrasta o 100%! Ładujcie akumulatorki póki słońce świeci, bo za jakiś zniknie niestety na parę ładnych miesięcy...

Ja świetnie ładuję się w górach! Nie musi to być od razu Zugspitze. Wystarczy jakiś fajny spacer, niewielka wędrówka, której uwieńczeniem będzie choćby skromny, ale smaczny obiadek :) Na wiosnę wybraliśmy się z dziećmi do Bayrischzell na wędrówkę Wendelstein Männlein Weg. Z kolei jesień powitaliśmy wycieczką do Spitzingsee oraz lajtowym spacerkiem do DAV Albert-Link Hütte.


Spitzingsee położone jest za Schliersee. Jest to urocze jezioro, które można obeść wkoło. Jeśli będziecie klnąć na mnie pod nosem podczasz szukania parkingu w tym miejscu, wybaczę Wam, bo z miejscami parkingowymi jest rzeczywiście krucho. Pamiętajcie, aby mieć ze sobą parę drobnych euro na zapłacenie za miejsce parkingowe. Ruch to głównie w sezonie letnim przy pięknej pogodzie lub zimowym, gdy trasy narciarskie są otwarte. Teraz na jesieni powinno również i w tym turystycznym regionie być trochę spokojniej.

W lecie miejsce to jest tak popularne, ponieważ spod jeziora Spitzingsee rozpoczynają się rozmaite szklaki górskie i piesze wycieczki. Nasz spacer do schroniska DAV Albert-Link Hütte prowadził naprawdę łatwą drogą. Jeśli więc szukacie górskich przygód, wertepów, korzeni, przeszkód, to nie jest to ścieżka dla Was. Jeśli jednak chcecie wybrać się na spokojny spacer przy pięknych widokach, gdzie przestrzeń otwiera sie na człowieka i daje świeży powiew wolności, to warto wybrać się tutaj. Nawet spacer z wózkiem jest możliwy :)


środa, 30 września 2015

Losowanie: do wygrania 2 x 2 bilety wstępu na targi Babywelt w Monachium

Już dawno nie było na blogu żadnego losowania. Pora to nadrobić!

Znacie największe w Bawarii targi "Babywelt" poświęcone tematom: ciąża, niemowlę, dziecko? Tu w halach wystawienniczych prezentują swoje usługi i produkty przeróżni wystawcy, z którymi można wejść w bezpośredni kontakt, a przedstawione produkty przetestować, podotykać, poprzymierzać itp. 

Oprócz stoisk producentów i instytucji, ułatwiającym życie młodym rodzicom, dostępne są różne seminaria i warsztaty ze specjalistami. Tematyka tych spotkań dotyczy m. in. karmienia piersią, Eltern- i Kindergeld, prawidłowej kąpieli niemowlęcia, czy sposobów na udane wprowadzenie pokarmów stałych w diecie maluszka.

Goście odwiedzający targi Babywelt mogą wziąć również udział w ciekawym programie scenicznym - dla dzieci m. in. pokaz czarodziejskich sztuczek, dyskoteka, muzyczna przygoda z książką. Dorośli mogą podpatrzeć i wypróbować, jak wygląda Kangatraining czy fitness z niemowlakiem.

Babywelt Messe München
9-11.10.2015
piątek - sobota: godz. 10:00 - 18:00
niedziela: godz. 10:00 - 17:00

Bilety:
Całodzienny bilet - 12,00 euro
Całodzienny bilet ulgowy - 10,00 euro
Happy Hour, codziennie od 16:00 - 6,00 euro
Dzieci do lat 10 - wstęp bezpłatny.

W tym roku targi Babywelt odbędą się w następującym miejscu: 
MOC Veranstaltungscenter München
Lilienthalallee 40
80939 Monachium


Dla tych z Was, którzy chcą spróbować swojego szczęścia, mam dwa podwójne zaproszenia na targi Babywelt w Monachium!

Oto warunki losowania:

- jeśli jeszcze nie lubicie profilu Polki w Monachium na Facebooku, poproszę o Wasze lajki i/lub dodanie bloga do listy obserwowanych obiektów (okienko obserwatorzy w pasku po prawej stronie)

- proszę o pozostawienie komentarza pod poniższym artykułem do niedzieli 04.10.2015, w którym napiszecie dlaczego zależy Wam, aby odwiedzić targi Babywelt w Monachium

- ten kto udostępni post na Facebooku, ma dodatkową szansę na udział w losowaniu (proszę o dodanie tej informacji do Waszego komentarza)

- zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania - wyniki ogłoszę na Facebooku i i wyślę szczęściarzowi wiadomość - proszę o podanie Waszego adresu mailowego lub napisanie pod jaką nazwą śledzicie Polkę w Monachium na Facebooku

Powodzenia i dobrej zabawy!

Ten artykuł powstał we współpracy z firmą "FLEET Events".

poniedziałek, 28 września 2015

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #20. Rowery

Bez mojego roweru nie wyobrażam sobie życia! To nie tylko mój codzienny środek lokomocji, ale i wierny przyjaciel, który razem z swoją kuzynką przyczepką nie raz uratował mnie z opałów lub pomaga w nieodzownych czynnościach.

Być może zapytacie, czy temat ten zasługuje na takie wyróżnienie, aby poświęcić mu osobny post? Moim zdaniem - tak! Nie tylko ze względu na ilość rowerów przypadającą na każdego mieszkańca Niemiec, ale i na swoistą kulturę rowerową, której w Polsce w takich rozmiarach nie doświadczyłam. Na pewno zmienia się ona również nad Wisłą, jednak w potocznym myśleniu, jak zauważa Steffen Möller w książce "Expedition zu den Polen", w Polsce rower nadal uznawany jest za gorszy środek lokomocji, czy nawet określany jako "samochód dla biednych". W Niemczech już dawno zyskał uznanie jako substytut auta w codziennej komunikacji i jako nieodłączny element życia w dużym i małym mieście. Zatem w drogę!

1. ŚCIEŻKI ROWEROWE 

No tak, te sławne ścieżki rowerowe w Niemczech... Wiecie czym najbardziej denerwują się Niemcy? Nie faktem, że ścieżek jest za mało, że mogą być za wąskie lub że w strategicznych punktach brakuje miejsca na rowery. Bardziej złości ich, że ścieżki... są złej jakości ;) Chodzi o korzenie drzew, które od spodu "rozsadzają" ścieżkę i sprawiają, że na jej powierzchni pojawiają się wertepy, zagłebienia, a nawet niebezpieczne dziury. Oczywiście to przesada i ja cieszę się po prostu, że mam rowerem którędy jechać, jednak chcę Wam przez to pokazać, jak różni się skala problemu w naszych krajach.
Jednocześnie piesi muszą mieć się na baczności, bo niemieccy rowerzyści prują przed siebie ile wlezie. Kiedy idę z dziećmi chodnikiem, zawsze obawiam się, czy któreś z nich nieoczekiwanie nie wybiegnie na ścieżkę rowerową, po której akurat będzie jechał jakiś wyczynowy rowerzysta. 
Obie te grupy, zarówno rowerzyści, jak i piesi, stają się dosyć nerowi, jeśli druga strona złamie zasady: rowerzysta przeklina, kiedy pieszy wejdzie mu na ścieżkę, a pieszy zamachnie się parasolem na rowerzystę, który ma czelność jechać po chodniku. Strzeżcie się więc! :)


2. WYKROCZENIA

Niedoświadczeni rowerzyści mogą łatwo narazić się na mandat. Wystarczy jechać ścieżką rowerową po niewłaściwej stronie, czyli pod prąd. Lub wjechać rowerem w strefę pieszą, gdzie nie ma tabliczki "Fahrräder frei", czyli coś na kształt "Przejazd rowerem dozwolony". Sama widziałam policjantów, wyłapujących w ten sposób rowerzystów z tłumu lub czyhających w ukryciu za rogiem i hojnie rozdających mandaty.

Za co jeszcze można zapłacić karę? Za rozmawianie podczas jazdy rowerem przed telefon, brak dzwonka przy rowerze, jazdę bez trzymanki, a nawet za... trzymanie otwartego parasola, gdy pada deszcz. Do najgorszych, a jednocześnie najdroższych wykroczeń należy przechodzenie z rowerem przez tory w niedozwolonym miejscu lub zlekceważenie zamkniętego szlabanu (350 euro), przejazd na czerwonym świetle (60-100 euro) oraz zlekceważenie pasów dla pieszych i narażenie pieszych na niebezpieczeństwo (40 euro).

Jeśli przewozicie dzieci w foteliku, pamiętajcie aby przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa! Jeśli dzieci nie są odpowiednio zabezpieczone na czas jazdy (kask, poprawnie zepięte pasy, sprawny fotelik), możecie nie tylko narazić je na wypadek, ale również zapłacić grzywnę...




środa, 23 września 2015

Moje nominacje do Liebster Award

Ewę z bloga Jedz z apetytem poznałam całkiem niedawno. Ale już dążyłam z nią sprzątnąć szafkę z ciuchami moich dzieci, wypić mleko od krowy i stać w godzinnym korku na strasie Schliersee - Monachium! To całkiem dużo, biorąc pod uwagę fakt, że widziałyśmy się zaledwie dwa razy w życiu :) Są jednak takie znajomości, w których nie ma miejsca na jakieś sztuczne formy i kreowanie się na kogoś, kim się nie jest. 

Tymbardziej miło mi, że Ewa nominowała mnie do nagrody zwanej Liebster Award. To wyróżnienie, które przyznają sobie różni blogerzy, doceniający pracę innego blogera/innej blogerki. Każdy z nominowanych otrzymuje zestaw 11 pytań, na które powiniem odpowiedzieć. Łańcuszek kręci się dalej dzięki innym 11 pytaniom, które dostaną wraz z nową nominacją kolejni blogerzy. Ufff...

Oto pytania Ewy do mnie

1. Twoja ulubiona kuchnia świata to... 

Nie będę zbyt oryginalna, ale najbardziej lubię kuchnię włoską. Pizzę mogłabym jeść codziennie. A na deser panna cotta albo tiramisu. Pychotka!

2. Ile razy w tygodniu jadasz gotowe, kupne dania?

Staram się gotować świeżo codziennie, ale nie zawsze jest na to czas i możliwość. Kiedy się nie wyrabiam pomaga pizza na wynos z ulubionej włoskiej restauracji w pobliżu, kiełbaski smażone (tzw. norymberskie) lub tortellini. 

3. Sprzęt kuchenny bez którego nie wyobrażasz sobie życia?

Zdecydowanie zmywarka! Lubię zmywać, ale zmywarka jednak bardzo ułatwia życie!

4. Ulubiona restauracja to...

No i znów do włoskich mam słabość. Również dlatego, że bardzo lubię włoskich kelnerów: zawsze uśmiechnięci, zadowoleni z życia i z pozytywną energią.



5. Gotowanie czy pieczenie? Wybór należy do Ciebie.


Na co dzień gotowanie. Od święta również pieczenie, bo "samo się robi".

6. Zjadł(a)byś gulasz z łosia?


Gdybym wiedziała, co to jest, to pewnie nie!

7. Czym jest dla Ciebie jedzenie z apetytem?


To delektowanie się każdym kęsem, zapachem dania i jego wyglądem. Docenienie nakrycia stołu, dekoracji, atmosfery panującej przy jedzeniu. To radość, że za chwilę usiądę do stołu i zjem coś pysznego z bliskimi.

8. Co zjadł(a)byś gdybyś wiedział(a), że za chwilę nastąpi koniec świata?


Ogórki kiszone mojej mamy!

9. Czego nie lubiłe(a)ś jeść w dzieciństwie?


Wątróbki. I nic się w tej kwestii nie zmieniło.

10. Fast food czy slow food?

Na slow food trzeba mieć czas, ale idea, jaka za tym stoi, dużo bardziej do mnie przemawia, niż fast food. 

11. .......... nigdy w życiu bym nie przełknął(ęła).


Wątróbki!


Ewa, swoją nominacją przypomniałaś mi o innej nagrodzie, jaką otrzymałam (ojej, to już prawie rok temu!) od Oli z Niemieckiej Sofy. Aż wstyd, że tak długo Ola musiała czekać na swoje odpowiedzi. Zwłaszcza, że u niej pytań było tylko pięć. Olu, wybacz, oto mój post dla Ciebie:

1. Słownik online czy papierowy?

Obecnie właściwie wyłącznie online. Kiedyś nie ruszałam się z domu bez słownika polsko-niemieckiego, ale obecnie, mając przy sobie telefon, mogę z każdej chwili skorzystać ze słownika online i znaleźć potrzebne słówko.

2. Ulubione niemieckie słowo?
München :)

3. Najbardziej kreatywne miejsce, jakie odwiedziłaś?

Z dziećmi lubię odwiedzać Kinderkunsthaus w Monachium. Można tu malować, wycinać, lepić, przyklejać, robić filmy, rysować, czytać, projektować itp. Świetnie miejsce na wyżycie się i rozwój fantazji i kreatywności.


4. Czekolada czy żelki?

Generalnie czekolada, ale czasami złapie mnie ochota na żelki i wtedy podkradam dzieciom ich zakamuflowane zapasy :) Oczywiście następnego dnia oddaje je im z nawiązką :)

5. Jeden blog, który poleciłabyś każdemu?

Ja zawsze i wszędzie polecam niezwykle kreatywną, wrażliwą, mądrą i zabawną matkę piątki, czyli Jarecką!


Teraz kolej na moje pytania:

1. Z czym wiąże się nazwa Twojego bloga / co ona oznacza dla Ciebie?
2. Ile czasu spędzasz w tygodniu na czytaniu innych blogów?
3. Czy poznałaś już jakieś inne blogerki / jakiś innych blogerów osobiście?
4. Kiedy najlepiej pracuje Ci się przy komputerze?
5. Jakie jest ulubione miejsce w mieście, w którym obecnie mieszkasz?
6. Dokąs najchętniej wybrałabyś się na najbliższy urlop?
7. Czy masz jakiś talent, o którym wie niewiele osób?
8. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku?
9. Aparat cyfrowy czy aparat w telefonie komórkowym?
10. Jak Twoi bliscy reagują na Twoje blogowanie?
11. Czy jest jakiś smak dzieciństwa, za jakim tęsknisz?

Będzie mi bardzo miło, jeśli na powyższe pytania odpowiedzą:
Gosia z Magota czyta
Justyna z Greenspiracje
Grażyna z Berberowo
Kinga z Kinga emigrantka 
Edyta z become DE mommy

Dziękuję za nominację i zapraszam do zabawy. Wasi czytelnicy mogą się dzięki temu wiele o Was dowiedzieć :)