wtorek, 30 grudnia 2014

Sylwester w Niemczech, czyli "Dinner for one"

Jeśli spędzacie lub będziecie spędzać Sylwestra w Niemczech, to ten program telewizyjny po prostu musicie znać! "Dinner for one" nazywa się kilkunastominutowy skecz nakręcony w 1963 roku przez północnoniemiecki oddział niemieckiej telewizji. Sam tekst został napisany przez brytyjskiego autora  Lauri'ego Wylie już w latach 20-tych XX w. i wystawiany był z powodzeniem na różnych scenach w Wielkiej Brytanii. Jednak największe sukcesy odniósł ów skecz dopiero właśnie w Niemczech. Od 31 grudnia 1972 roku stał się stałym elementem programu niemieckiej telewizji i bez niego nie można sobie żadnej noworocznej imprezy. Wystarczy wspomnieć, że wyświetlają go prawie wszystkie możliwe kanały, a jego popularność wcale z biegiem lat nie słabnie. Fenomenem jest fakt, że film ten nie ma dubbingu i puszczany jest zawsze w oryginalnej wersji językowej, czyli po angielsku. Niektóre zwroty ze skeczu weszły do potocznego języka i używane są przez Niemców bez obaw, że ktoś nie zrozumie aluzji...

Akcja toczy się w domku Miss Sophie, która w ostatni dzień roku świętuje swoje 90-te już urodziny. W przygotowaniach pomaga jej lokaj James. Jak co roku, zaproszonych jest czterech znajomych Miss Sophie, którzy jednak nigdy się nie pojawią, gdyż... cóż, już ich po prostu nie ma. Ale James dzielnie wciela się w rolę kolejnych gości, odgrywając poszczególne role i wychylając kolejne toasty za zdrowie jubilatki... 

Ta sama procedura co w zeszłym roku?
Ta sama procedura jak co roku!!! 


Tym filmowym skeczem żegnam się z Wami w tym roku i życzę Wam pięknego, zdrowego i szczęśliwego 2015 roku! Zaglądajcie do mnie, będzie mi niezwykle miło! Szykuję dla Was wiele niespodzianek, nowych serii tematycznych, trochę wpisów prywatnych i dużo fajnych zdjęć :) Dziękuję za ten rok!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Zima, zima, zima - pada, pada śnieg...

"Jadę, jadę w świat sankami,
sanki dzwonią dzwoneczkami,
dzyń, dzyń, dzyń...".

Według kalendarza, na jaki się z Wami umówiłam, w dzisiejszy poniedziałek powinien pojawić się post, przedstawiający pięć pozytywnych cech/rzeczy/argumentów, dzięki którym życie w Niemczech staje się całkiem przyjemne. I mimo, że pomysły w mojej głowie kłębią się, czasu na spisanie ich nie starcza. Wystarczy wspomnieć, że przedszkole i Tagesmutter mają wolne ;). Poza tym wyznam szczerze, że krótka przerwa od internetu dobrze mi robi! 

Dlatego dziś, zamiast 5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech, dostajecie post fotograficzny o urokach zimy w Monachium i o zachwycie pierwszym śniegiem! Być może przed końcem roku jeszcze raz Was pozdrowię, wspominając o absolutnym hicie niemieckiego Sylwestra!




"Jaka pyszna sanna - parska raźno koń
śnieg rozbija kopytami, 
sanki dzwonią dzwoneczkami, dzyń, dzyń, dzyń...".

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Polska Wigilia w Monachium oraz świąteczne życzenia

Obserwatorzy mojego profilu na Facebooku już to wiedzą, pozostali Czytelnicy jeszcze nie - w ostatnią sobotę 20 grudnia 2014 w monachijskim codzienniku "tz" ukazał się duży artykuł, prezentujący świąteczne zwyczaje wybranych obcokrajowców, mieszkających w Monachium właśnie. 
Dzięki jednej z moich Czytelniczek Iwonie znalazłam się wśród tego kolorowego grona i wraz z moją rodziną zaprosiłam odbiorców tz do mojego wigilijnego stołu. Opowiedziałam o polskich zwyczajach przygotowywania 12 potraw, pozostawiania jednego pustego nakrycia dla nieoczekiwanego gościa, rozkładaniu sianka na stole oraz o pięknej tradycji dzielienia się opłatkiem. I przy okazji podzieliłam się wiadomością, o której niektórzy z Was już wiedzą: mianowicie, że równolegle do "Polki w Monachium" piszę również po niemiecku na blogu "From Munich with Love". To mój 7-miesięczny już dzisiuś, który nadal jeszcze nawet nie raczkuje, ale sprawia mi wiele radości! Tych z Was, którzy znają język niemiecki, zapraszam do czytania!

Drodzy Czytelnicy, życzę, aby to Boże Narodzenie - niezależnie od tego, czy świętujecie w rodzinnym domu, czy z dala od niego, wspominając zaledwie wigilijne zapachy i smaki - było dla Was wyjątkowym czasem spotkania. Czasem spotkania z sobą oraz z bliskimi innym niż zazwyczaj - bez codziennej gonitwy, bez konieczności patrzenia na zegarek i spełniania jakichkolwiek i czyichkolwiek oczekiwań. Bo podczas tego spotkania rodzi się magia i... love is in the air :) 

I dziękuję za wiele ciepłych komentarzy i maili, jakie od Was dostaję. Czuję się wyjątkowo, gdy mogę komuś pomóc, zainspirować, doradzić. Dostaję od Was więcej, niż sama jestem w stanie dać! Dziękuję!!!

sobota, 20 grudnia 2014

O pewnym domku z piernika i zagubionym rodzeństwie

Podobno obraz mówi więcej niż 1000 słów... Zostawiam więc Wam tych kilka zdjęć i słodki głosik mojego 4-latka! 





PS. Domek z piernika upiekła moja zdolna teściowa! Dzieci dekorowały go z Mężem (!), kiedy ja bawiłam na kilkudniowym wyjeździe w Szwajcarii na ślubie kuzyna :)

Hänsel und Gretel verliefen sich im Wald
1. Hänsel und Gretel verliefen sich im Wald,
es war so finster und auch so bitterkalt.
Sie kamen an ein Häuschen von Pfefferkuchen fein:
Wer mag der Herr wohl von diesem Häuschen sein?
2. Huhu, da schaut’  eine alte Hexe raus.
Lockte die Kinder ins Pfefferkuchenhaus.
Sie stellte sich gar freundlich, o Hänsel, welche Not!
Ihn wollt’ sie braten im Ofen braun wie Brot!

3. Doch als die Hexe zum Ofen schaut’ hinein,
ward sie gestossen von unserm Gretelein.
Die Hexe mußte braten, die Kinder gehn nach Haus.
Nun ist das Märchen von Hans und Gretel aus.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #2. Czas adwentu

Do dzisiejszego artykułu zainspirowało mnie spotkanie autorskie z Agnieszką Kowaluk, jakie odbyło się w ostatni wtorek w Café Muffathalle. Na spotkaniu tym Agnieszka prezentowała swoją najnowszą książkę "Du bist so deutsch!: Mein Leben in einem Land, das seine Tugenden nicht mag" i opowiadała publiczności o własnych obserwacjach na temat różnic i podobieństw Niemców i Polaków. 

Fragment rozmowy poświęcony był czasowi adwentu i sposobów przygotowań do Świąt. Dlatego dzisiaj, nakręcona fajnym spotkaniem i świeżym spojrzeniem na wiele spraw, prezentuję Wam 5 subiektywnych powodów związanych z adwentem, dla których pobyt w Niemczech jest całkiem przyjemny :)

1. Jarmarki Bożonarodzeniowe
Mimo iż w Polsce można spotkać już podobne jarmarki m. in. we Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu, to wszystkie one wzorowane są właśnie na tych niemieckich. Takie jarmarki to nie tylko doskonała okazja do oryginalnych zakupów prezentowych, ale przede wszystkim możliwość spotkania się w gronie rodziny i przyjaciół, wypicia grzańca (również w wersji z rumem Glühwein mit Schuss!), zjedzenia czegoś na ciepło i poddania się tej przedświątecznej atmosferze. Dwa z takich jarmarków w Monachium opisałam już w zeszłym roku TU i TU.



piątek, 12 grudnia 2014

7 najszczęśliwszych momentów mojego życia

Koniec roku to często różnego rodzaju posumowania, czas na refleksje, spojrzenie wstecz, wyciąganie wniosków i stopniowe myślenie o noworocznych postanowieniach. 

Ja miałam ostatnio dosyć ciężki czas - borykam się z silną alergią, przez którą jestem na ścisłej diecie (podjadłam kilka bożonarodzeniowych ciasteczek, za co zbeształa mnie moja pani doktor!), moja rodzina regularnie nawiedzana jest przez różne wirusy, a czasu na pracę i po prostu dla siebie, jak na lekarstwo... Dodatkowo spinam się codzienną walką z chłopakami o punktualne wyjście z domu do przedszkola, o próbę szybkiego ubrania się, wejścia do przyczepki rowerowej, o zwykłe, codzienne czynności, które tak im czasami opornie idą. To wszystko ma odbicie na moim humorze, braku cierpliwości do dzieci, pesymistycznym nastawieniu do świata i... zaniedbanym wyglądzie! Dlatego wbrew okolicznością losu postanowiłam odszukać we wspomnieniach 7 szczególnych momentów mojego życia, którymi mogę definiować szczęście. Chwile wzruszenia, szybkiego bicia serca, niezwykłego ciepła rozlewającego się w okolicach klatki piersiowej. A dlaczego siedem? Bo to przecież dobra cyfra, prawda? :)

Dodam tylko, że ograniczam się do mojego pełnoletniego życia, pomijając zupełnie dzieciństwo i okres dojrzewania. Czas na takie wspomnienia zostawię sobie na kiedy indziej.

1. MATURA I UKOŃCZENIE LICEUM

Pamiętam pomaturalne rozdanie świadectw. Ten błysk w oku każdego maturzysty - moich wiernych przyjaciół, z którymi spędziłam tyle fajnych chwil. Duma, radość i wielka nadzieja, że wraz z nowym etapem życia, spełnią się kolejne marzenia. Trzymając świadectwo maturalne w dłoni, czułam się silna, mądra i zaradna. Wiedziałam, że świat leży u moich stóp, a świadomość wyjazdu na studia do Warszawy dodawała całości szczególnego blasku. W perspektywie miałam samodzielne, dorosłe życie, które mnie bardzo kręciło i pociągało. Przede mną było 5 lat studiów na wymarzonym kierunku na dużym uniwersytecie, w nowym, ekscytującym mieście. Z perspektywy czasu wiem, jakie te myśli były naiwne, ale wtedy - czułam, że fruwam!



poniedziałek, 8 grudnia 2014

Polki w Monachium - cz. 9. Małgorzata, pedagog i Tagesmutter

Gosię - mamę Christiana (15), Juliana (8) i Jonasa (2) - poznałam w 2012 roku na zajęciach polskiej grupy zabawowej prowadzonej przez nią w instytucji Elly Heuss Knapp. Lubiliśmy z Synkiem chodzić na te zajęcia, bo oferowały ciekawy program edukacyjny, o kontaktach z innymi Polkami i ich dziećmi nie wspominając. Do tego Gosia ma bardzo przyjemny głos i chętnie uczyliśmy się z nią śpiewać nowe piosenki, wspólnie powtarzać wierszyki-masażyki i podskakiwać w rytm znanych i nieznanych polskich melodii. Grupa ta została założona w 2009 roku. Na sam pomysł wpadła kierowniczka "Elly", która zaobserwowała rosnącą liczbę polskich uczestniczek innych kursów, oferowanych w tym miejscu. Wcześniej Małgorzata prowadziła tu inne zajęcia po niemiecku, tzw. Mutter-Kind-Gruppe, skierowaną do mam z małymi dziećmi. Ta polskojęzyczna grupa zabawowa funkcjonuje już więc 5 lat i mimo, że obecnie prowadzi ją kto inny, nadal cieszy się dużym powodzeniem. To na pewno duża zasługa autorki tych zajęć, ponieważ udało jej się stworzyć dobre fundamenty i miłą atmosferę, w której spotykały się polskie mamy z dziećmi, mieszkające w Monachium. 


Gosia jest z wykształcenia pedagogiem. Jej zdolności muzyczne potwierdza ukończony kierunek studiów na Uniwersytecie w Opolu: pedagogika oświatowo-artystyczną ze specjalizacją muzyczną. Dodatkowym kierunkiem była psychologia między innymi rozwojowa dzieci. To właśnie podczas studiów poznała swojego przyszłego męża - razem śpiewali parę semestrów w akademickim chórze. Później mąż wyjechał do Bawarii, aby ukończyć studia. Nasza para przez jakiś czas prowadziła związek na odległość, jednak po obronieniu pracy magisterskiej i zajściu w ciążę, Gosia przeniosła się na stałe do Monachium.
Małgorzata, pedagog i Tagesmutter

piątek, 5 grudnia 2014

W oczekiwaniu na św. Mikołaja

Dziś w nocy chyba nas odwiedzi. Chyba, bo tylko mamy nadzieję, że zasłużyliśmy na jego wizytę... Św. Mikołaj w Niemczech przynosi upominki w nocy z 5. na 6. grudnia i układa je w wyczyszczone buty. Buty stoją ułożone równiutko przed drzwiami do mieszkania.

W moim rodzinnym domu Mikołaj chował prezenty pod poduszkę - rano po obudzeniu się od razu zaglądałam pod nią i jeszcze w piżamie rzucałam się do odpakowywania podarków. Te większe stały obok łóżka, bo pod poduszką nie zmieściłyby się. Nawet gdy znalazłam coś niewielkiego pod głową, często i tak łypałam okiem na podłogę w oczekiwaniu jakiejś gabarytowej przesyłki ;)

Tym mikołajowym wspomnieniem przesyłamy Wam rodzinne pozdrowienia i śpiewamy na dobranoc, oczekując przyjścia świętego!


czwartek, 4 grudnia 2014

Rodzinne przepisy: ciasteczka i wypieki bożonarodzeniowe

Pod wpływem różnych nacisków zewnętrznych oraz własnej pokusy zdecydowałam się rozkręcić naszą domową cukiernię i poszukać innych oprócz ciasteczek maślanych przepisów na pyszne świąteczne wypieki. I tak w ciągu dwóch dni upiekłam razem z dziećmi cztery różne rodzaje ciasteczek. Efekty? Góra brudnych naczyń, podłoga przysypana mąką, ściany w kuchni poplamione czekoladą, dwoje umorusanych, ale i szczęśliwych dzieci! 

Wraz z kolejnymi przepisami teściowej poprzeczka coraz bardziej rosła... Zdecydowałam się więc na wykorzystanie tylko jednego z jej przepisów, a mianowicie tego na ciasteczka czekoladowe, bo wydał mi się po prostu najprostszy. Kolejne dwa znalazłam w niemieckim czasopiśmie Zwergerl-Magazin. Również i te wyglądały na proste w przygotowaniu i bardzo efektowne! Czy nie cieknie Wam ślinka? ;)


Oto lista kolejnych trzech przepisów na pyszne ciasteczka!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - #1. Opieka zdrowotna

W systemie opieki zdrowotnej jest dużo różnic między Polską a Niemcami. Oto pięć z nich, które sprawią, że spojrzycie inaczej na kraj naszych sąsiadów!

1. Bezpłatne leki dla dzieci
Jeśli nasz lekarz pediatra przepisze nam lekarstwo dla dziecka na różowej recepcie, to możecie ten lek odebrać w aptece bezpłatnie. Koszty pokrywa kasa chorych. Są to głównie antybiotyki, ale i syropy na gardło, krople do nosa, maści, specjalistyczne kremy i wiele innych. Wyjątek stanowi większość lekarstw homeopatycznych, za które trzeba płacić samemu (w przypadku ubezpieczenia ogólnego) lub za które płaci kasa chorych, jeśli pacjent ubezpieczony jest prywatnie.

2. Bezpłatne szczepienia
Nie chcę się w tym miejscu wdawać w dyskusję, czy warto/należy/trzeba szczepić dzieci. Uważam, że każda rodzina powinna sama zdecydować we własnym zakresie, jak postępować i czy większą szkodą będzie dla dziecka zaszczepienie go i leczenie z ewentualnych powikłań szczepień, czy ryzyko zachorowania. Doceniam jednak fakt, że prawie wszystkie podstawowe szczepienia w Niemczech są bezpłatne. Wyjątek stanowi np. szczepionka przeciwko rota-wirusom, choć niektóre kasy chorych również pokrywają jej koszty. Trudno mi uwierzyć w to, że polskie rodziny płacą kilka tysięcy złotych za pełen pakiet szczepień i tym samym odbiera się wielu swobodną szansę decyzji w tej sprawie. 


3. Bilanse zdrowia
O profilaktyce zdrowia wśród dzieci pisałam już w osobnym poście. I mimo, że z dwójką dzieci czasami trudno jest pogodzić te wszystkie wizyty u pediatry, biorę na plus te regularne kontrole, które mają na celu sprawdzenie prawidłowości rozwoju dziecka na tle jego rówieśników. Już nie raz słyszałam od mam, że podczas takiego rutynowego badania wykryto jakąś poważną chorobę u dziecka, co pozwoliło na wcześniejsze podjęcie leczenia. 

4. Odwiedziny dzieci w szpitalu po narodzinach
Mam tu na myśli odwiedziny mamy, która właśnie urodziła siostrzyczkę lub braciszka. Z tego co wiem, w Polsce wizyty dzieci na oddziale położniczym są absolutnie zakazane ze względu na możliwość roznoszenia zarazków. W Niemczech z kolei takie wizyty są dozwolone, mało tego - praktycznie przez całą dobę! Nie oznacza ta, że świeżo upieczoną mamę można odwiedzać 24 h/dobę, ale że tata i rodzeństwo mogą być przy niej również poza ogólnymi godzinami wizyt. Dalsza rodzina powinna się stosować do wyznaczonych terminów odwiedzin, ale raczej nikt nie robi tu problemu. Oprócz tego dla odwiedzających jest udostępniona bezpłatnie kawa i herbata.

5. Łóżko dla rodzica na oddziale dziecięcym
W tym roku miałam nieprzyjemność spędzić z moim młodszym Synkiem dwie noce w miejskim szpitalu na oddziale chirurgii dziecięcej. Maluszki miały swoje niewielkie łóżeczka, obok których stały składane, drewniane łóżka dla dorosłych. Sama musiałam to łóżko sobie posłać, co jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe, ale za to mogłam być przy dziecku dzień i noc i nie musiałam spać na siedząco na jakimś skombinowanym krześle. Słyszałam, że w polskich szpitalach trzeba sobie samego zorganizować jakąś polówkę... Oczywiście i Synek, i ja dostawaliśmy regularne posiłki. Niezbyt smaczne, takie ot, szpitalne.


Podzielacie moje doświadczenia? A może w Waszym mieście/landzie/kraju podobne sytuacje wyglądają jeszcze inaczej? Ciekawa jestem Waszych komentarzy na ten temat :)

niedziela, 30 listopada 2014

Co było w listopadzie, co będzie w grudniu

WPISY GOŚCINNE

W listopadzie mieliśmy okazję spotkać się wirtualnie 9 razy - rzadziej, niż ostatnio, ale dla mnie był to miesiąc chorób, wirusów i wizyt u lekarzy, które prawdopodobnie przeciągną się do grudnia... W blogowaniu dzielnie wspierały mnie Ola z Berlina oraz Gosia i Edyta z Monachium, które na kartach "Polki w Monachium" podzieliły się z nami swoimi doświadczeniami. Ola pisała o walce z biurokracją ciążową w Niemczech, a Gosia i Edyta o swojej akcji charytatywnej "Monachijczycy pomagają dzieciom", podczas której udało się zebrać kosmetyki i pieluszki dla ośrodka pomocy niemowlętom "Ufność" z Częstochowy. Jeden wpis został poświęcony marce Goshico, dzięki której czytelniczka Marta wygrała wiosną damską torebkę tej firmy. Marta opisała swoją opinię na temat wygranej torebki i załączyła dwa zdjęcia.

ZWYCZAJE / KULTURA NIEMIECKA / MONACHIUM

Nad listopadem roztoczył swój czerwony płaszcz św. Marcin, który przyświecił nam kolorowymi lampionami. Dni zaczęły być odczuwalnie krótsze i chłodniejsze, coraz mniej czasu spędzaliśmy na dworze, a coraz więcej w pomieszczeniach, no i w domu.  

Rozpoczęliśmy masową produkcję bożonarodzeniowych wypieków - dotychczas przedstawiłam Wam przepis na ciasteczka maślane, a kolejne przepisy czekają na opracowanie i opublikowanie. 

W listopadzie podzieliłam się również moim doświadczeniem związanym z rejestracją dziecka do przedszkola w Monachium oraz zdradziłam Wam, jakie drobiazgi znajdą moje dzieci w swoim kalendarzu adwentowym

VARIA

Wydanie polskiej mapy obrazkowej "Polka 25 lat wolności" natchnęło mnie do ogólnych rozważań nt. wolności po obu stronach Odry, a koniec miesiąca skłonił do zapowiedzi nowej serii na blogu "5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech". Pierwszy wpis z tego cyklu już jutro!


Niestety znowu nie wyrobiłam się z prezentacją kolejnej silnej osobowości "Polki w Monachium", ale artykuł świeżutki i czeka na autoryzację. W grudniu oprócz tego wspomniane ciasteczka, które w okresie bożonarodzeniowym smakują najlepiej, kolejny święty, którego imieniny obchodzimy 6 grudnia i dużo prywaty :) Zapraszam i dziękuję za listopad!

Wasza Dominika - Polka w Monachium

piątek, 28 listopada 2014

5 powodów, dla których warto żyć w Niemczech - zapowiedź serii

Polska zawsze pozostanie moją ojczyzną, niezależnie od tego, ile lat mojego życia spędzę w Niemczech. To polska kultura ukształtowała moją osobowość, charakter, sposób myślenia. Tam spędziłam ponad 25 lat życia, podczas których wydarzyło się tyle ważnych i niezapomnianych sytuacji. Jednak teraz mój dom jest w Niemczech. Tu przyszły na świat moje dzieci i to właśnie język niemiecki i niemiecka kultura stały się niespodziewanie częścią mojej nowej osobowości. Jest wiele rzeczy, które mi przeszkadza, czy nawet denerwuje - podobnie zresztą, jak i w Polsce. Jest jednak i sporo takich, które doceniam, bo wiem, że są swojego rodzaju luksusem. Albo przynajmniej dobrem pospolitym, za które jestem wdzięczna.

O takich rzeczach chciałabym Wam pisać w nowej serii postów "5 powodów, dla których warto mieszkać w Niemczech". I nie chodzi o to, żeby podkreślać, jacy Niemcy są wspaniali i jak znakomicie się tutaj żyje, tylko po prostu dostrzec w zwykłej codzienności ducha czasu, innowacyjności i zwykłą-niezwykła ludzką życzliwość. Chcecie wybrać się ze mną w podróż po Niemczech, jakich jeszcze nie znacie? Zapraszam!


Posty o tej tematyce będą pojawiać się dwa razy w miesiącu - w co drugi poniedziałek. Słowo się rzekło, więc muszę się teraz zmobilizować i pilnować mojego kalendarza ;) Zajrzyjcie więc tutaj w najbliższy poniedziałek 1. grudnia, a dowiecie się, co mnie w Niemczech fascynuje!

Temat na najbliższe spotkanie: opieka zdrowotna

niedziela, 23 listopada 2014

Rodzinne przepisy: pyszne ciasteczka maślane - idealne jako wypieki świąteczne

Moje dzieci uwielbiają pomagać mi w kuchni - nie tylko przyglądać się, ale również zakasać rękawy i wkładać ręce w co się da! Nie zawsze jest to łatwe i spokojne zadanie, staram się jednak umożliwić się to pomaganie, bo to doskonała inwestycja w przyszłość! Poza tym przyrządzone samemu po prostu lepiej smakuje, prawda? Staram się więc nie przejmować powstającym wokół chaosem, klejącą się od soku lub mleka podłogą czy ścianami zachlapanymi sosem - wszystko to można domyć, a poczucie spełnienia pozostaje na długo ;)

środa, 19 listopada 2014

Kalendarz adwentowy dla dzieci - co z tymi prezentami?

Jako dziecko nigdy nie miałam kalendarza adwentowego. Może wynikało to ze specyfiki czasów - moje dzieciństwo wypadło na początek ponurych lat 80-tych; może z braku tego zwyczaju w regionie, w którym się wychowałam; a może po prostu z nieobchodzenia tej tradycji w mojej rodzinie. Nie mam o to żalu, brakuje mi jedynie tych wspomnień przy tworzeniu kalendarza dla własnych dzieci. W Niemczech zwyczaj ten jest bardzo rozpowszechniony i kalendarz - często własnoręcznie robiony - dekoruje przez prawie cały grudzień niejeden dziecięcy pokój. Starszym dzieciom niekiedy daje się do wykonania różne zadania, np. narysować laurkę dla św. Mikołaja, upiec z rodzicami ciasteczka, wspólnie wyjść na basen lub ulepić bałwana. 


Małe dzieci - a moje do takich jeszcze należą - dostają najczęściej niewielkie i niedrogie upominki. W zeszłym roku tylko starszy Synek cieszył się porannym rytuałem odpakowywania prezencików z kalendarza - młodszy miał dopiero 10 miesięcy i uznałam, że jest jeszcze na to za mały. W tym roku jednak dynamika między Synkami bardzo się zmieniła, jest duża konkurencja i każdy z zazdrością patrzy, czy brat aby nie dostał czegoś fajniejszego/lepszego/ciekawszego. Dlatego postanowiłam zrobić im podobne kalendarze, do których dokupiłam mało się od siebie różniące suweniry. Wszystko po to, aby nie dać komuś poczucia, że jest gorszy lub w jakiś sposób niedoceniony. Uff...

niedziela, 16 listopada 2014

Opinia czytelniczki o wygranej torebce marki GOSHICO

Pamiętacie konkurs z nagrodą w postaci torebki GOSHICO z okazji pięćsetnej liczby fanów na facebookowym profilu Polki w Monachium? Do wygrania była ta oto torebka:



Podczas majowego losowania szczęście uśmiechnęło się do Marty :) Przeczytajcie, jak Marta ocenia swoją nową torebkę i zobaczcie, jak się GOSHICO na swojej właścicielce prezentuje :)

Torba którą otrzymałam jest wyjątkowa. Bardzo oryginalny projekt i staranne wykonanie. Przyciąga uwagę wyjątkowym haftem, dla którego inspiracją zapewne były wzory łowickie. To naprawdę niebanalna i poręczna listonoszka „na co dzień”. Na tyle duża by pomieścić niezbędne skarby, zarówno moje jak i mojej pociechy. Każda mama wie zapewne, o czym mówię. Dla mnie doskonała. Polecam!


Przypominam Wam drogie Czytelniczki, że torebki marki GOSHICO dostępne są zarówno w Polsce, jak w Niemczech.

Marto, dziękuję za miłą wiadomość i za zdjęcia!

czwartek, 13 listopada 2014

Monachijczycy pomagają dzieciom - akcja charytatywna

Drodzy Czytelnicy! Wielkimi krokami zbliżają się Święta - czas, w którym szczególnie otwieramy się na potrzeby cierpiących, w którym szczodrze dzielimy się innymi tym, co mamy. Dwa lata temu powstała w Monachium grupa, która stara się pomóc porzuconym i niechcianym noworodkom, będącym pod opieką ośrodka "Ufność" w Częstochowie. Bez naszych darów ośrodek ten nie mógłby przetrwać. Przeczytajcie o akcji charytatywnej i pomóżcie - robiąc tak niewiele, można zdziałać tak wiele! Oddaje głos organizatorkom akcji, a sama zabieram się za składanie paczki dla ośrodka! 
Wasza Dominika - Polska w Monachium

Grupa „Monachijczycy dzieciom” powstała w roku 2012 z inicjatywy Edyty Pużak i Małgorzaty Gąsiorowskiej, które na wieść o problemach, z jakimi boryka się częstochowski ośrodek „Ufność” postanowiły zadziałać na terenie Monachium.

Jako że ośrodek ten nie jest placówką państwową, a stowarzyszeniem pielęgniarek i ludzi dobrej woli (jednak ściśle współpracujące z sądami, ośrodkami adopcyjnymi i wszelkimi instytucjami będącymi w stanie pomóc porzuconym dzieciom), nie przysługują mu dotacje państwowe, co wiąże się z wieloma problemami, w tym m.in. niestabilną sytuacją finansową. W roku 2012 ośrodek był bliski upadłości i ostatnią deską ratunku okazało się nagłośnienie problemu, jakim jest coraz większa liczba porzuconych noworodków oraz to co się z nimi dzieje, jeśli okazuje się, że są one dodatkowo ciężko chore. Niestety państwo nie zawsze jest w stanie się nimi zająć i wtedy w grę wchodzą właśnie takie ośrodki jak „Ufność”.

Akcja zyskała duży rozgłos, a ośrodek otrzymał wielkie wsparcie od ludzi dobrej woli, nie tylko z Polski, ale i z całego świata, w tym właśnie od nas, z Monachium. Ośrodek można było wesprzeć na dwa sposoby – finansowo i rzeczowo. Wszystkie infromacje na temat aktualnych potrzeb były i są umieszczane na stronie ośrodka www.ufnosc.pl oraz na ich facebookowym profilu (Porzucone tylko raz).

wtorek, 11 listopada 2014

Biurokracja ciążowa w Niemczech - wpis gościnny Oli z Berlina

Dzisiejszym artykułem chciałabym rozpocząć serię wpisów gościnnych polskich blogerek rozsianych za granicą. Głównie będą to emigrantki, mieszkające w Niemczech, ale na pewno nie zabraknie ciekawych i przydatnych informacji z innych zakątków świata! Tym razem zapraszam na spotkanie z Aleksandrą z Berlina, która prowadzi blog The Moon Mom. Ola pomoże w rozwikłaniu biurokratycznego supła, na jaki składają się dokumenty niezbędne do zebrania przed narodzinami dziecka lub zaraz po nich. 
Zapraszam i pozdrawiam wszystkich Czytelników!
Wasza Dominika - Polka w Monachium


The Moon Mom - Aleksandra i Nila
Cześć! Mam na imię Aleksandra i zostałam zaproszona przez Polkę w Monachium do napisania krótkiego artykułu na temat niemieckiej biurokracji, która pogrzmiewa groźnie w zasięgu wzroku każdej ciężarnej przyszłej matki-ekspatki. Na co dzień mieszkam w Berlinie wychowując trzymiesięczną córeczkę Nilę, a dni upływają nam na codziennych małych radościach oraz na blogowaniu przy świetle księżyca tu: www.themoonmom.blogspot.de.

Biurokracja niemiecka to dzika i tajemnicza bestia o tysiącu twarzy, której ujarzmienie sprawia problemy nawet rodowitym Niemcom. Każdy, nawet na pozór najprostszy aspekt życia, naznaczony jest jej chłodnym oddechem. Weźmy choćby wynajem mieszkania - ot, niby prosta rzecz. Jednak aby podpisać kontrakt trzeba dostarczyć gruby plik dokumentów (można zacząć od treningu ich wymowy - vide Mietschuldenfreiheitsbescheinigung). Tutaj humorystyczny wpis na temat wymagań dotyczących wynajmu mieszkania w Berlinie.

niedziela, 9 listopada 2014

25 lat wolności - po niemieckiej i polskiej stronie Odry

Dzisiaj, 9 listopada, całe Niemcy świętują upadek Muru Berlińskiego. Już 25 lat minęło od tego pamiętnego wydarzenia, w wyniku którego niemiecka tożsamość musiała zdefiniować się na nowo. Również Polacy w tym roku obchodzą swoją okrągłą, solidarnościową rocznicę: 4 czerwca 1989 odbyły się pierwsze wolne wybory, a 12 września 1989 r. Tadeusz Mazowiecki został pierwszym niekomunistycznym premierem od czasów zakończenia II wojny światowej. Wkrótce po tym fakcie przywrócono nazwę "Rzeczpospolita Polska", a orzełek w godle odzyskał swoją koronę.

Czy w dzisiejszych czasach doceniamy jeszcze dobrodziejstwa, jakie z tej wolności wynikają? Czy będziemy o tych trudnych dla Polski momentach potrafili rozmawiać z naszymi dziećmi, dla których hasła "stan wojenny", "denominacja", czy "Okrągły Stół" będą jedynie pustymi, historycznymi zwrotami? Na pewno po stronie rodziców-emigrantów leży zadanie przedstawienia dzieciom tych ważnych momentów również z polskiej perspektywy - wersję kraju, w którym mieszkają, poznają choćby w szkole. W rozmowach o Polsce i Europie z naszymi pociechami może pomóc mapa obrazkowa "Polska 25 lat wolności" wydana przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Autorami jest znakomity duet Aleksandry i Daniela Mizielińskich (rocznik '82), których doskonale zna również niemiecki czytelnik, choćby ze słynnej serii "Miasteczko Mamoko" lub bardzo popularnych w Niemczech "Map" (znanych tu jako "Alle Welt. Das Landkartenbuch"). 



Mapa Polski obfituje w rozmaite obrazki charakterystyczne dla poszczególnych regionów, ale i w ogólnonarodowe symbole. Są postaci ważne dla polskiej sztuki i historii, są typowe dania oraz zwierzęta występujące na terenie naszego kraju. Taka Polska w pigułce. Uważam, że to świetne podsumowanie, zawierające kilka istotnych dat, ale na szczęście nie przeładowane faktami historycznymi. Jest lekko, bez pompy, ale z podniesioną do góry głową, bo wszystko ukazane jest pod hasłem "Co nam się udało". I wychodzi się poza schematyczne ramy, że Polska to tylko Warszawa, Kraków, ewentualnie Gdańsk, pierogi, barszcz i żubry w Białowieskim Parku Narodowym. Jest koloryt lokalny, wiele cennych detali, mniejszych i większych zabytków. Wspaniały wstęp do rozmowy z dzieckiem, skąd się pochodzi, gdzie już w Polsce byliśmy i co wspólnie zwiedziliśmy, dokąd chcielibyśmy pojechać następnym razem. Mój prawie czterolatek wodził palcem po mapie i cały czas pytał, kiedy znowu pojedziemy do Polski!


Mapę można zobaczyć online lub zamówić BEZPŁATNIE na stronie: www.mapa.premier.gov.pl (każda rodzina może zamówić 1 egz., instytucje, np. szkoły - do 5 egz.). Przesyłka na cały świat gratis! UWAGA! Zamówienia można składać tylko do 11 listopada 2014!

piątek, 7 listopada 2014

Lampiony na dzień św. Marcina

O samym dniu św. Marcina, pochodach z lampionami i znaczeniu rytuałów wokół tego święta pisałam już w zeszłym roku w poście "Pochód św. Marcina: o dobrych uczynkach, lampionach i oczyszczającej mocy ognia". Co roku jednak bardzo pozytywnie zadziwia mnie fantazja, z jaką dzieci przygotowują swoje lampiony. Tyle kolorów, przeróżnych kształtów, figur, gry światełek! Fascynujące!

Przypominam sobie pierwsze święto z latarenkami w Niemczech - Synek miał wtedy zaledwie 10 miesięcy, ale Mąż już parę dni wcześniej przygotował mu piękny i łatwy w wykonaniu lampion. Chodziło głównie o symbol, dobrą zabawę i oswojenie przeze mnie tematu :) Mieliśmy rodzinnie wybrać się na pochód wraz z jakimś przedszkolem, ale sprawy potoczyły się inaczej. Mąż wylądował w szpitalu z ciężkim zapaleniem płuc, a my nie mogliśmy go nawet odwiedzić. W dzień św. Marcina wybrałam się z Synkiem do szpitala, pod okno pokoju, w którym leżał Mąż. Pamiętam wzruszenie, Męża stojącego na balkonie opatulonego w szpitalną kołdrę oraz naszą skromną latarenkę, którą świeciła w ciemności i wysyłała znak nadziei i ciepłych myśli o chorym... 

W tym roku znów choroba nas się czepiła, ale na szczęście nie aż tak paskudna. Młodszy Synek był przez parę dni ze mną w domu i kurował się z niemiłego przeziębienia. Gdyby nie to, zrobiłby swój lampion razem ze swoją Tagesmutter i innymi dziećmi, którymi się ona opiekuje. Tak się jednak nie stało, więc postanowiliśmy sami udekorować naszą latarenkę. Pusty szablon dostaliśmy od Tagesmutter (podobne do własnoręcznej dekoracji można kupić za grosze np. w internecie lub w sklepie Kunst und Spiel, o którym kiedyś pisałam), pozostało nam zakasać rękawy i ozdobić biały pergamin według własnego gustu. 



Ponieważ sprawa była dosyć spontaniczna, nie byłam przygotowana na wielkie majsterkowanie. W domu znalazłam jedynie czerwoną farbę kryjącą, mazaki z brokatem i kilka kolorowych pieczątek. 21-miesięczny Synek wdział ochronny fartuszek i dał upust swojej fantazji. Nie przeszkadzałam mu i zostawiłam dużo swobody w wykonaniu dzieła. Dorysowałam mu jedynie małe czerwone serduszko i pomogłam z pieczątkami, resztę prac wykonał sam :)



Teraz pozostaje mi liczyć na to, że do 11 listopada, czyli do dnia św. Marcina, Synek wyzdrowieje i będzie mógł samodzielnie nieść swój promyczek przez ciemne ulice Monachium. A Wasze dzieci - robiły lampiony w przedszkolu czy razem z Wami?


Słynny lampion wykonany 3 lata temu przez Męża oraz tegoroczna latarenka małego Nico

środa, 5 listopada 2014

Rejestracja do przedszkola w Monachium

Zaczynam poznawać niemiecki system edukacji od podszewki! Najpierw zmierzyłam się z tematem Tagesmutter, od jakiegoś czasu w jednym paluszku mam wiedzę na temat rejestracji dziecka do przedszkola w Monachium. Cały ten proceder przepracowałam w zeszłym roku, a na koniec dostałam do wyboru dwa miejsca w wybranych przedszkolach. Całkiem nieźle, jak na nowicjuszkę, prawda? 

Przede wszystkim musicie wiedzieć, że istnieje wiele różnych tzw. podmiotów (Träger) prowadzących przedszkola. Mogą to być placówki miejskie, przyparafialne, prywatne, założone przez rodziców (Eltern-Kind-Initiative) lub działające w ramach jakiegoś stowarzyszenia. Każda z tych grup ma inne, często odmienne zasady rejestracji i przy każdym przypadku z osobna trzeba się doinformować, jak sprawa wygląda.


piątek, 31 października 2014

Żegnaj złota jesieni, witaj listopadzie!

W październiku mieliśmy okazję spotkać się na blogu 10 razy! Miło mi widzieć nowych czytelników - tym razem odwiedziło mnie sporo gości z Polski i innych zakątków świata :) Cieszę się, że mój na początku lokalny blog zaczyna powoli wychodzić poza granice Bawarii i docierać do Polaków rozsianych po świecie! Październik zaowocował następującymi tematami:

POLKI W MONACHIUM

Wreszcie udało mi się opublikować kolejny wywiad z aktywnymi zawodowo mamami. Tym razem spotkaliśmy się z utalentowaną i wszechstronną Bianką, która w Monachium pracuje jako grafik komputerowy, ale również artystka fotograf i malarka.

MONACHIUM

Tym razem przedstawiłam Wam założoną zaledwie parę tygodni kawiarenkę Turncafé w dzielnicy Schwabing. To miejsce, gdzie dzieci mogą się wybiegać, wyszaleć i po prostu fajnie pobawić.

WYZWANIE BLOGOWE

Również i w tym miesiącu skusiłam się do udziału w wyzwaniu blogowym Uli Phelep. Dzięki temu mogliście się dowiedzieć, jakie niemieckie słowa są najczęściej używane przez polskich rodziców (najchętniej czytany i komentowany post w tym miesiącu!) oraz kto mnie inspiruje. Oprócz tego była okazja,  żeby obejrzeć moje zdjęcie z dzieciństwa i zdjęcia moich dzieci, bawiących się w parku pięknie przystrojonym jesiennymi kolorami. Zaprezentowałam Wam również wszystkie platformy społeczne, na których możecie mnie i mojego bloga znaleźć.

DIY

Nie jestem żadną boginią rękodzieła, ale dzieci inspirują mnie do ciągłych poszukiwań i odkryć. W ramach tego cyklu pokazałam, jak ozdabiam dziecięce koszulki i bluzki kolorowymi aplikacjami oraz jak można wykonać z maluchami dekorację drewnianych literek, układających się w imię autora.

VARIA

W tej kategorii przedstawiłam Wam aplikację na smartfona BabyPlaces, pozwalającą odszukać w Waszej okolicy miejsca przyjazne dziecku i rodzinie. Aplikacja ta została przetłumaczona również na język polski :)


Czegoś zabrakło? Miałam nadzieję, że uda mi się opublikować kolejny przepis rodzinny. Nic to, może w listopadzie się uda. Poza tym będziecie mogli przeczytać m. in. o rejestracji do przedszkola, wieńcach i kalendarzach adwentowych oraz o kolejnej Polce w Monachium, która pracuje jako Tagesmutter i w swoim domu opiekuje się trójką dzieci. 

Dziękuję, że tak licznie i aktywnie odwiedzaliście Polkę w Monachium i zapraszam do kolejnych wizyt! 

środa, 29 października 2014

W zdrowym ciele zdrowy duch - Turncafé w dzielnicy Schwabing

Krajobraz monachijskich kawiarenek dla dzieci jest kolorowy i różnorodny. Są lokale, w których dzieci mają wyznaczoną niewielką przestrzeń do zabawy oraz takie, które oferują osobne pomieszczenie na dziecięce harce. Są kawiarnie, gdzie najważniejsi są najmłodsi goście i ich rodzice oraz takie, w których cała rodzina może przyjemnie zjeść brunch lub śniadanie. Ale w żadnej z istniejących do tej pory restauracji czy kawiarni, nie ma tyle przestrzeni, co w nowo otwartej Turncafé w dzielnicy Schwabing (okolice stacji metra U2 Hohernzollernplatz).

Tu pomieszczenia są duże i przyjemnie urządzone. Już od drzwi wejściowych wiadomo, jaki jest cel całego przedsięwzięcia: chodzi przede wszystkim o ruch, fizyczną aktywność oraz o dobrą zabawę. Centrum lokalu stanowi hala wypełniona po brzegi różnymi sprzętami, przeszkodami do pokonania oraz obiektami, które "aktywują" dzieci i wprawiają je w ruch :) Od tuneli i trampoliny przez huśtawkę, zjeżdżalnię, aż po ściankę wspinaczkową i tor przeszkód - tu każdy miłośnik ruchu spełni swoje fizyczne ambicje!



piątek, 24 października 2014

DIY: drewniane literki tworzące imię dziecka

Niedawno zamieniliśmy się z Synkami na pokoje - oni dostali naszą sypialnie, a łóżko małżeńskie wylądowało w byłym pokoju dziecięcym. Dzięki temu bracia mogli wreszcie zacząć spać w tym samym pomieszczeniu, a bariera "moje" / "twoje" zaczęła powoli zanikać. Chłopcy coraz częściej się razem bawią (mają 3,5 i 1,5 roku), odkrywają wspólne pasje i spędzają w swoim nowym królestwie sporo czasu. Żeby rytualnie podkreślić zamianę pokoi postanowiliśmy zawiesić na ich drzwiach literki, układające się w imiona Synków. Nie chciałam jednak kupować gotowych literek, bo takie już mieliśmy, ale włączyć ich do wspólnej zabawy i dać swobodę wyboru dowolnej techniki wykonania dzieła. Chłopcy, a właściwie głównie starszy, wzięli się do roboty i tak powstały nasze kolorowe napisy na drzwi!



Aby wykonać podobne napisy, potrzebne są nam:


Najpierw dałam się dzieciom trochę pobawić samymi literkami oraz materiałami - takich ich ilości nie mają na co dzień. Jak już trochę ochłonęli, wzięli się do pracy, choć przyznaję, że to głównie starszy brat przejął inicjatywę i wykonywał większość prac.



Ja przygotowałam różne materiały, dzięki czemu dzieci miały do wyboru: 
  • malowanie po literkach farbami (najprostsze)
  • przyklejanie kolorowych tasiemek (byłoby trudno bez pomocy mamy) 
  • naklejanie różnych wzorów powycinanych z jakiś starych strzępków ozdobnego papieru lub materiału



Trochę pracy, nieco nerwów (zwłaszcza przy późniejszym sprzątaniu!) i bardzo wiele radości przy wieszaniu - z poziomicą, a jakże - naszych nowych, wesołych literek. Teraz już dzieci nie mylą pokoi i wiedzą, czyje pomieszczenie do kogo należy. Co nie oznacza, że w nocy nie odwiedzają naszej sypialni ;)


Drewniane litery kupiłam oczywiście na moim ukochanym portalu DaWanda. A dzięki tej pracy Leo nauczył się sam pisać swoje imię - czasami wychodzi mu Ole, ale już rozpoznaje te trzy literki alfabetu :)


wtorek, 21 października 2014

BabyPlaces - przydatna aplikacja na smartphona

Czy zdarzyło Wam się spontanicznie zmienić plany i na szybko szukać jakiegoś fajnego miejsca przyjaznego dzieciom i rodzinie? Np. jakiejś restauracji, gdzie wszyscy mogliby dobrze zjeść, a dzieci pobawić się w kąciku zabaw, miejsca, gdzie można dziecko przewinąć i spokojnie nakarmić lub sklepu z artykułami dziecięcymi? 

Jeśli w takich momentach nie chcecie przerzucać kilkunastu stron internetowych w poszukiwaniu właściwego celu, warto ściągnąć sobie bezpłatną aplikację BabyPlaces (dostępna jest ona na następujące urządzenia: iPhone, iPad, Android-Smartphone i Windows Phone). Aplikacja ta wyświetla w czytelny sposób listę przyjaznych rodzinie miejsc, lokali i instytucji, które dostępne są w Waszej okolicy. W BabyPlaces można nie tylko wyszukiwać ciekawych miejsc, ale również samemu jej dodawać i recenzować. Dzięki temu tworzycie także nową jakość dla innych rodziców :)


Miejsca podzielono na kilka kategorii: m. in. karmienie piersią i przewijanie, przystanki miejskiej komunikacji, przy których znajdują się windy, place zabaw, gastronomia, zakupy oraz pediatrzy i apteki. Od niedawna aplikacja ma również swoją internetową wersję, gdzie w równie prosty i wygodny sposób znajdziecie przyjazne rodzinie miejsca w Waszym otoczeniu. I co równie ważne, aplikacja ta  dostępna jest także w języku polskim, jeśli tylko ustawicie polski jako język Waszego telefonu. Obecnie BabyPlaces ma największą siatkę polecanych miejsc w Niemczech, ale również polskie i inne europejskie miasta znajdują się na tej mapie. Kolejne punkty pojawia się na niej regularnie - może również dzięki Wam? :)


BabyPlaces

piątek, 17 października 2014

Złota monachijska jesień

Wspominałam Wam już o tym, że za jesienią nie przepadam. Ale w 2014 wyjątkowo uwielbiam te porę roku! Owszem, zdarzają się deszczowe i ponure dni, jak choćby ten dzisiejszy, jednak większość czasu jest w Monachium ciepło (nawet pow. 20 stopni!) i słonecznie. Drzewa pięknie się czerwienią i złocą, liście przyjemnie szurają pod nogami, w lesie pachnie grzybami, a w parku nagrzaną od słońca ściółką. 

Popołudniowe spacery w naszym ulubionym parku za rogiem należą do stałego programu - chyba nawet wolę je od wygłupów na placu zabaw. Na zielonej łące w parku można pochylić się nad każdym kwiatkiem, liściem czy kasztanem, pogonić wiewiórkę i pogapić się na liczne psy, które lubią bawić się wokół grządki z różami. Takie niewinne przedłużenie lata...










 

czwartek, 16 października 2014

Get social with... me!

Tym razem chciałabym Was zaprosić do poznania mojej działalności okołoblogowej :) Polkę w Monachium można bowiem znaleźć na kilku innych platformach społecznościowych. Oto miejsca w sieci, w których działam:

 Facebook

Na Facebooku jestem dosyć aktywna i mam tam bardzo miłe grono "wielbicieli". Tu publikuję linki do nowych postów, udostępniam fajne artykuły lub zdjęcia, pokazuję fotografie własnego autorstwa. Poza blogiem właśnie tu można spotkać mnie najczęściej!

 Google+

No tak, bez konta na Google+ trudno jest obecnie obejść się, choć przyznaję się bez bicia, że założyłam je tylko, aby móc utworzyć własny kanał na Youtube. Z Plusa (niestety) prawie w ogóle nie korzystam, ale planuję to zmienić, jak tylko znajdę chwilę, żeby się w ten temat wgryźć. Tymczasem zapraszam do objęcia mnie swoim kręgiem ;)

 Youtube

Ten wspomniany już kanał Youtube założyłam całkiem niedawno, aby umieszczać tam filmiki, które do tej pory ukazały się na blogu. Nie jest ich dużo, ale ich liczba na pewno będzie wzrastać, więc warto odwiedzić mnie i tam :)

 &

Swoje konto - aczkolwiek pod inną nazwą - mam również na Instagramie oraz Pinterest. O tej działalności chciałabym Was jednak powiadomić przy zupełnie innej okazji...

 Bloglovin'

O platformie Bloglovin' kiedyś już Wam pisałam. Polkę w Monachium można obserwować, dodając adres URL bloga do wyszukiwarki Bloglovin'. Miło mi będzie ugościć nowych obserwatorów!



To jak, gdzie widzimy się następnym razem? :)