niedziela, 29 grudnia 2013

O miłości, pokoju i pojednaniu: Ost-West-Friedenskirche w Olympiapark

Jest takie miejsce w Monachium, którego nie oświetlają tysiące kolorowych, świątecznych lampek, w którym nie brzmi głośna muzyka ani w którym nie sprzedaje się drogich biletów wstępu. To miejsce skromne, proste, cicho przypatrujące się cywilizacyjnemu szaleństwu i komercyjnemu światu. Tu można poczuć magię, dotknąć Prawdy i wzruszyć się niezwykłą historią pewnej niecodziennej pary. Oraz poznać najstarszego Monachijczyka ever! Zobaczcie sami:



Mowa o Ost-West-Friedenskirche w Olympiapark, czyli kościele zbudowanym przez rosyjskiego pustelnika Timofeja i jego partnerkę Nataszę. Oboje poznali się w Wiedniu, gdzie trafili przez burzę wojennych wydarzeń. Timofej parę lat wcześniej doznał widzenia, w którym ukazała mu się Maryja i przykazała zbudować na Zachodzie kościół, będący połączeniem dwóch chrześcijańskich tradycji - wschodniej i zachodniej, niosący przesłanie pokoju i miłości.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Jarmark bożonarodzeniowy dla wielbicieli radiowozów: Christkindlmarkt am Chinesischen Turm

Jeśli mowa o jarmarkach bożonarodzeniowych, trudno nie wspomnieć tego przy Chinesicher Turm. W lecie pełno tu turystów i miejscowych, popijających chłodne piwo w jednym z najbardziej popularnych w Monachium ogródków piwnych. Zimą z kolei trudno przebić się wśród tłumu chętnych do wypicia grzańca przy jednym z tutejszych standów pełnych rozmaitych drobiazgów. Oświetlona wieża, z której regularnie słychać koncert jakiejś orkiestry dętej (codziennie od 16:00), retro karuzela, uwielbiana wprost przez dzieciaki (są m. in. wozy strażackie, autobus, radiowóz policyjny) oraz dużo kolorowych stoisk, a przede wszystkim romantyczny nastrój Englischer Garten sprawiają, że miejsce to ma swój urok i charakter. Najpiękniej jest podobno, gdy spadnie śnieg, ale nie wiem, czy tego sobie i Wam życzyć ;) 

Karuzela w stylu retro

piątek, 13 grudnia 2013

Ze słownika dwujęzycznego (prawie) trzylatka. Odcinek pierwszy.

Mój Synek sprawia wrażenie małomównego. Wszyscy znajomi z lekkim niedowierzaniem w oku pytają: "On zawsze taki spokojny?". To niedowierzanie bierze się stąd, że jednak czują, że to onieśmielone zachowanie Synka to tylko czubek góry lodowej... 

Otóż Synek mój jest straszną gadułą! Lubi zadawać pytania (wchodzi w fazę: um? [warum?], czego? [dlaczego?]), oznajmiać, co robi lub co zamierza zrobić oraz komentować aktywności innych osób. I biada tym, którzy nie zrozumieją, co chciałby powiedzieć! Będzie powtarzał dopóty, dopóki mama nie odgadnie, jaki miał być komunikat!

W domu używamy dwóch języków - ja mówię do dzieci WYŁĄCZNIE po polsku, bez względu na to, czy słucha nas sąsiadka, pani w sklepie, czy współpasażerowie w autobusie. Staram się być konsekwentna i nieustannie stosować zasadę: jedna osoba - jeden język. Mąż jest Niemcem i oczywiście mówi do dzieci po niemiecku. Niestety nie rozumie polskiego, więc automatycznie językiem jakim się porozumiewamy jest jego język ojczysty. Myślę, że niemiecki będzie dla Synków językiem dominującym, głównie ze względu na ogromny wpływ otoczenia i przeważającą rolę tego języka w domu. Mimo to Synek stara się używać polskich słów i wtrącać je w budowane przez siebie z mozołem zdania. Na pewno już umie rozróżniać dwie odrębne składnie językowe i mówić polsak [po polsku] i micek [po niemiecku] :)

Oto przykład naszej zwyczajnej, codziennej rozmowy:

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Polki w Monachium - nowa seria o spełnionych mamach

Każda z nas mam staje w pewnym momencie na życiowym rozdrożu - kiedy dzieci już trochę podrosną pojawia się pytanie, co dalej... Czy wrócić do poprzedniej pracy? Zacząć coś nowego? Może przekwalifikować się i zmienić pracodawcę? A może spróbować rozkręcić coś na własny rachunek?

Zainspirowana ciekawą książką dwóch niemieckich autorek, podających kilka pozytywnych przykładów mam, które "zrobiły karierę znad przewijaka" (Mama muss die Welt retten. Wie Mütter vom Wickeltisch aus Karriere machen Caroline Rosales, Isa Grütering), postanowiłam rozejrzeć się w naszym polonijnym środowisku i odszukać osób, którym udało się połączyć realizację własnych pasji z posiadaniem rodziny.


Z takimi spełnionymi zawodowo mamami będziecie mogli się spotykać co miesiąc na moim blogu - od stycznia 2014 roku rusza cykl 12 spotkań o wiele mówiącym tytule "Polki w Monachium" :)


czwartek, 5 grudnia 2013

Jarmark bożonarodzeniowy z lasem pełnym bajkowych bohaterów: Weihnachtsdorf in der Residenz

Parę dni temu otworzyły swoje wrota liczne jarmarki bożonarodzeniowe. Monachijczycy uwielbiają tę tradycję i tłumnie gromadzą się, żeby wypić jednego czy dwa grzańce, zjeść małe co nie co lub kupić kilka świątecznych prezentów. 

Jeden z jarmarków najbardziej obleganych przez rodziny z dzieciakami to ten zwany Weihnachtsdorf, znajdujący się na dziedzińcu Rezydencji (okolice Odeonsplatz). Jest tu ciasno, bo z czterech stron otaczają nas mury, ale i przytulnie. Jest szopka betlejemska i oczywiście sporo sklepików z różnościami. Całość sprawia wrażenie małej, bajkowej enklawy w samym centrum miasta.