piątek, 29 listopada 2013

Domowe przedszkole wszystkie dzieci kocha, czyli nasze życie z Tagesmutter

- Jak to, nie zarejestrowałaś dziecka do żłobka jeszcze będąc w ciąży? - to zdanie słyszałam czasami od znajomych mam, zdziwionych moją opieszałością we włączaniu potomka w szeroko pojęty krąg życiowej edukacji. A no nie, nie zarejestrowałam dziecka, mimo że wiedziałam, jak trudno jest w Monachium o miejsce w jakiejkolwiek placówce opieki. Jakoś nie mogłam sobie tego wyobrazić - do tej pory widziałam Synka jedynie na badaniach USG jako małą plamkę, potem żwawego gumisia, aż wreszcie małego bobaska ledwo mieszczącego się w moich powłokach brzusznych :) Myślenie wtedy o żłobku, przedszkolu lub o jakichkolwiek planach dalszych niż wyjście ze szpitala do domu było ponad moje siły i wydawało mi się zbyt abstrakcyjne. 

Myśl o powrocie do pracy zaczęła jednak krążyć wokół mojej głowy po kilku miesiącach od narodzin, a wraz z nią pojawił się temat opieki nad pierworodnym. Obejrzałam kilka żłobków i zarejestrowałam nawet Synka, ale wszędzie nie robiono mi większych nadziei na wolne miejsce, nawet jeśli byłam gotowa czekać parę miesięcy. Wtedy postanowiłam rozejrzeć się za jakimiś alternatywami. 

Znajoma Włoszka przez kilka miesięcy oddawała pod opiekę swojego rocznego wtedy Matteo do tzw. Tagesmutter (nie ma dokładnego polskiego odpowiednika; trochę "opiekunka", trochę "wychowawca", dlatego będę się trzymać niemieckiej wersji). I ja zaczęłam się rozglądać za taką panią dla Synka. I wiecie co? Znalazłam najlepszą w całym Monachium! A młodszy Synek już ma u niej zaklepane miejsce :) 

* Pudełko dla mamy na biżuterię, w tle foto-książka - prezent dla Synka od Tagesmutter na zakończenie roku 



Chciałabym się z Wami tym naszym małym szczęściem, które ma na imię Tanja (imię zmienione, do wiadomości redakcji ;)), podzielić i przedstawić naszą drogę poszukiwania właściwej osoby. Może ktoś z Was też szuka takiej indywidualnej opieki dla swojego dziecka? Zapraszam do lektury - ostrzegam, będzie długo, szczegółowo i łzawo :)

Tagesmutter nie jest opiekunką w pojęciu baby-sittingu, ale osobą, która opiekuje się dziećmi u siebie w domu. I to jest główna zasada, która odróżnia ją od innych form opieki nad dzieckiem, o czym nie wiedziałam, dopóki mama Matteo mnie nie oświeciła. W Polsce istnieje hasło "domowe przedszkole", ale mimo że ładnie brzmi, nie do końca odpowiada terminowi Tagesmutter. Zdaje się, że taka instytucja według polskich przepisów jest mocno sformalizowana, musi przejść przez różne procedury i spełniać szereg wymogów na linii sanepid, inspektor pracy, straż pożarna itp. 

Tutaj bycie Tagesmutter jest raczej nieskomplikowane. Najczęściej taką formę pracy wybierają młode mamy, które nie chcą lub nie mogą rozstać się ze swoim dzieckiem, a jednocześnie chętnie w tym samym czasie zaopiekują się innymi maluchami. Jedna osoba może mieć u siebie aż pięcioro dzieci, czyli dokładnie tyle ile ma Tanja, ale wierzcie mi - doskonale daje sobie radę i wszyscy jej podopieczni uwielbiają ją i słuchają we wszystkim! Miasto Monachium jednak dosyć ściśle kontroluje zasady zakładania takiej działalności i nie każdy może używać tego terminu. Tagesmütter lub Tagesväter (nie spotkałam się nigdy z facetem, wykonującym ten zawód, ale pewnie gdzieś tacy są...) muszą mieć wykształcenie wyższe lub ukończoną szkołę zawodową oraz, w przypadku obcokrajowców, posiadać dobrą znajomość języka niemieckiego. Nie bez znaczenia jest również wielkość i wyposażenie mieszkania naszej opiekunki - musi tu być miejsce i na zabawę, i na jedzenie w większej grupie, i na poobiedni odpoczynek lub drzemkę. Dodatkowo chętni do wykonywania tego zawodu muszą ukończyć odpowiedni kurs, podczas którego zdobędą niezbędne kwalifikacje, a później regularnie uczestniczyć w kursach doszkalających. 

* Latarenki na pochód św. Marcina, płócienne torby własnoręcznie malowane oraz dekorowane pudełeczka
Jednostka miejska, zajmująca się kwalifikowaniem i zarządzaniem całym tym tematem, to Stadtstjugendamt, czyli urząd ds. rodziny, dzieci i młodzieży. I to właśnie tam należy się zgłosić, żeby zarejestrować swoje dziecko i razem z przydzielonym nam pedagogiem socjalnych wyszukać pasującej do nas osoby. Na początek należy wypełnić na miejscu odpowiedni formularz, a potem można szukać wśród zamieszczonych na tablicy ogłoszeń anonsów osoby, spełniającej nasze kryteria. Na szczęście dzieci można wziąć ze sobą na tę wyprawę, ponieważ w pomieszczeniach znajduje się kilka zabawek, maluchy nie powinny się więc nudzić. TU możecie znaleźć odpowiedni urząd, przydzielony zgodnie z miejscem Waszego zamieszkania.

* Rodzice przynoszą gotowe ciasto, a dzieci wycinają je z różnych foremek, dekorują, posypują, a potem JEDZĄ!
Uff... A potem pozostaje obdzwaniać opiekunki, które mieszkają w okolicy lub których godziny pracy odpowiadają naszemu profilowi oraz które szukają nowych dzieci i są chętne przyjąć nasze. Bo dodać trzeba, że taka Tagesmutter sama ustala przedział czasowy swojej pracy - spotkałam się z takimi, które pracują tylko w wybrane dni tygodnia lub które mają niezwykle krótkie godziny "przyjęć" - oraz sama decyduje o tym, czy dana rodzina do niej pasuje. Jest to taka forma obopólnego castingu... Trzeba dzwonić, pytać i jeśli pierwsze wymogi wzajemnie się uzupełniają - po prostu umówić się na spotkanie. 

Ja mogę mówić o wielkim szczęściu, bo Tanja była pierwszą Tagesmutter, jaką odwiedziłam w jej domu. Od razu wyczułam duże doświadczenie, świetne pedagogiczne przygotowanie oraz także istotne - fakt, że sama ma dzieci. Zaprosiła mnie z Synkiem na jedno przedpołudnie, miałam więc wgląd w jej codzienne rytuały, a jednocześnie czas, żeby ją poobserwować i podpytać o różne sprawy. Umówiłyśmy się na telefon na następny dzień, żebyśmy obie miały czas się zastanowić, co dalej i ostatecznie w wieku 18 miesięcy Synek wyfrunął spod skrzydeł mamusi.

Tak zwany okres adaptacji przebiegał u nas bardzo długo i burzowo, bo Synek miał trudności w rozstaniu się z mamą. I muszę przyznać, że ja sama byłam trochę spękana, bo wiedziałam, że pewna era dobiega końca ;) Jednak to, że miałam z Tanją stały kontakt, codzienną wymianę i naprawdę dobrą komunikację, bardzo mnie uspokajało i dawało poczucie dobrze podjętej decyzji. Teraz Synek jest absolutnym fanem Tanji, często o niej mówi i widać, że wesoło im tam :) Również z innymi dziećmi i ich mamami mam świetny kontakt, często spotykamy się prywatnie i marzymy o wspólnym przedszkolu dla naszych maluchów. 

* Wielkanocny koszyczek z rzeżuchą we własnoręcznie malowanej donicy 

Na niekorzyść instytucji Tagesmutter trzeba wspomnieć o sporej, czy też większej niż w żłobkach ilości dni urlopowych naszej opiekunki oraz o sytuacjach, kiedy nagle ona lub któreś z jej dzieci zachoruje. Wtedy sami nie mamy co zrobić z naszym maluchem. Istnieje co prawda możliwość opieki zastępczej, ale ja, będąc na urlopie wychowawczym z młodszym Synkiem, nie musiałam z tej opcji nigdy korzystać. Wiem od innych osób, że jakoś to funkcjonuje, ale wiadomo, że idealnych rozwiązaniem nie jest.

A teraz trochę o kosztach. Jak zaczynaliśmy naszą przygodę edukacyjną, za 1 godzinę opieki musieliśmy płacić 3,5 euro, co dawało sumę, jaką przeciętnie płaci się za żłobek, czyli ok. 400 euro. Dodatkowo płaciliśmy za jedzenie - Tagesmutter najczęściej gotuje dzieciom świeże obiady i była to kwota w wysokości 4 euro/dzień. W sumie prawie 500 euro! Dużo... Obecnie opłaty znacznie się zmniejszyły i miasto przejęło sporą część kosztów. Od stycznia 2013 płaci się zaledwie 1,69 euro/godzinę opieki, co w skali miesiąca daje ok. 200 euro. Oczywiście kwoty całości różnią się w zależności od ilości godzin oferowanych przez opiekunkę, ale można sobie te sumy łatwo wyliczyć. Warto wiedzieć, że Tagesmutter nie płaci się tej kwoty osobiście - zawieramy trójstronną umowę (Tagesmutter-miasto Monachium-my) i to właśnie na wyznaczone nam indywidualne konto Stadtstjugendamt wpłacamy naszą część. Urząd dorzuca swoje trzy grosze i całość przelewa na konto opiekunki. Osobiście z Tanją regulujemy jedynie koszty posiłków.

Przebywanie w tak małej grupie ma dużo zalet, choć oczywiście zdaje sobie sprawę, że pożegnanie i rozpoczęcie nowej edukacji 3-latka będzie ogromną zmianą dla nas wszystkich. Jednak dla tych wielu pięknych chwil, radosnych powitań, buziaków na pożegnanie, wspólnie śpiewanych piosenek i wyskakanych tańców, zdjęć roześmianych dzieci, wychowawczych porad, rodzinnego wsparcia etc. etc. etc., nie zamieniłabym decyzji o podjęciu edukacji u Tagesmutter na żadną inną! Wiem, że wiele o czym tu piszę, to indywidualna zaleta Tanji, jednak zachęcam Was do spróbowania, bo jest to wspaniała forma wprowadzania dziecka w pierwsze kontakty społeczne.


* Zamieszczone tu zdjęcia przedstawiają prace, jakie Synek i jego przyjaciele wykonali wraz z naszą Tagesmutter

4 komentarze:

  1. Pudełko na biżuterię przecież cudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Synek je ostatnio znalazł i postanowił "pożyczyć". Tzn. po pudełku... ;)

      Usuń
  2. Zawsze jestem pod wrażeniem jak patrze na siostrę i ona ogarniam i przygotowania świąteczne i dzieciaczki i zawsze znajdzie takie zajęcie, że wspólnie robią.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też zastanawiam się nad wysłaniem córki do Tagesmutter. Znalazłam trochę info w necie na ten temat. zyciewniemczech.info tagesmutter-ralingen-olk.de Ale czy się zdecydujemy, zależy głównie od wrażenia jakie zrobi na nas Tagesmutter.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)