poniedziałek, 17 września 2012

Odkrycie weekendu: Café de Bambini

W sobotę wybraliśmy się całą rodziną na kawę i ciastko do kawiarni Ringelnatz położonej w dzielnicy Schwabing. Miejsce łatwo dostępne, a dodatkowo w pobliżu plac zabaw oraz Englischer Garten, więc mieliśmy nadzieję na miłe popołudnie. Dużą zachętą był niewielki kącik zabaw umieszczony w jednym w pomieszczeń dla gości, dzięki czemu mogliśmy z Mężem spokojnie pogadać, a Synek w tym czasie penetrował zawartość drewnianych szuflad. I niby wszystko było ok, ale pokój dla gości z dziećmi sprawiał wrażenie zaniedbanego i dosyć obskurnego. Zabawki i książeczki swoją młodość mają dawno za sobą i widać, że przechodziły już w niejedne ręce. Samo pomieszczenie też wymagałoby odświeżenia, bo kolor na ścianach bury, a i dekoracji tu umieszczone raczej nie można zaliczyć do udanych. Zobaczcie sami:

Na pierwszy rzut miła kawiarnia o literacko-filozoficznym charakterze, ale jeśli się lepiej przyjrzycie...

...zobaczycie, że całość sprawia dosyć chaotyczne wrażenie, a w zabawkach dawno nikt nie sprzątał

piątek, 14 września 2012

Na jagody!

Czy słyszeliście już o dziecięcych kawiarenkach umieszczonych przy szeroko ciągnących się polach jagód i truskawek, gdzie można nie tylko samemu pozrywać świeże owoce prosto z krzaczka, ale również wypić kawę, zjeść pizzę, pogrillować albo wypić owocową caipirinhę? Ja dopiero pod koniec sezonu odwiedziłam takie miejsce i przyznaję, że jestem pod wrażeniem! I szkoda, że ominął mnie sezon malinowo-truskawkowy, ale cieszę się, że załapałam się chociaż na jagódki :)



Mam na myśli tzw. BeerenCafés, należące do rolniczej rodziny Hofreiter. To właśnie jeden z Hofreiterów wpadł już w latach 70-tych na pomysł zorganizowania samodzielnego zbierania owoców przez konsumenta docelowego, bez pośredników, transportu, wspomagających instytucji. Obecnie pomysł ten został przez kolejnych członków rodziny rozbudowany, a wokół pól owocowych istnieje cała infrastruktura rozrywkowa, oferująca masę wydarzeń, spotkań, eventów, zachęcających całe rodziny do korzystania z dóbr natury. 

poniedziałek, 10 września 2012

Kącik zabaw na lotnisku w Monachium

Parę miesięcy temu pisałam o udogodnieniach dla podróżujących z dziećmi, oferowanych przez lotniska w Warszawie i Monachium - zobacz TU. Tym razem chciałabym uzupełnić ten post o kilka zdjęć niewielkiego kącika zabaw dostępnego w stolicy Bawarii, zwanego Kiddieland. Szkoda, że tego typu atrakcje dostępne są tylko przed odprawą - sfotografowany przez ze mnie placyk znajduje się na terenie Terminalu 2, niedaleko hali przylotów, obok sklepu Esprit. Ci odlatujący też mogą z niego skorzystać, muszą jednak dodatkowo doliczyć czas na odprawę celną. 

Sam kącik przypomina trochę mini wesołe miasteczko. Sporo kiczu, dużo plastiku i trochę lokalnych motywów. Większość oferowanych tu zabawek działa dopiero po wrzuceniu żetonu, który kupuje się w  stojącym nieopodal automacie z przeliczeniem 1 żeton = 1 euro (zniżka dopiero od zakupu min. 7 żetonów). I to też nie zawsze - Synek chciał "przelecieć się" helikopterem, który łaskawie połknął żeton, ale nawet nie drgnął, nie mówiąc o jakiś bardziej spektakularnych ruchach.

W sumie to całość nie robi wrażenia i szczerze mówiąc, żadna to atrakcja. Szkoda, że takie duże lotnisko, jak to monachijskie, nie może pozwolić sobie na kilka mniejszych, ale edukacyjnie i rozrywkowo ciekawszych rozwiązań. Zdecydowanie wolę ofertę lotniska Okęcie!

Kiddieland na lotnisku w Monachium, terminal 2, w okolicach hali przylotów

niedziela, 9 września 2012

Caffè Tirreno - była kawiarnia dziecięca

Do Caffè Tirreno trafiłam, szukając w mediach kawiarni posiadającej kącik zabaw dla dzieci. W jednym z poradników, sugerującym gdzie najmilej spędzać czas z dzieckiem, istnieje bardzo zachęcający opis, podkreślający wspaniały i bogaty kącik zabaw, pyszne jedzenie, znakomitą pizzę oraz orzeźwiające lody i włoską atmosferę w centrum odległej dzielnicy Moosach. 

No i w pewne niedzielne popołudnie postanowiłam wybrać się tam całą rodziną. Najbardziej cieszyłam się na to miejsce z zabawkami, w którym Synek mógłby pogrążyć się w grze, a tym samym dać rodzicom szansę na chwilę wytchnienia oraz spokojną rozmowę przy kawie i ciastku. Tym bardziej duże było moje rozczarowanie, gdy zobaczyłam normalną, regularną kawiarnię dla dorosłych, w której jedynymi dziecięcymi gadżetami są dwa wysokie krzesełka, atrakcyjne cenowo menu dla maluchów oraz przewijak w toalecie. Ze "wspaniałego i bogatego" kącika zabaw dla dzieci została jedynie niewielka półka z wciśniętymi między gazety a komercyjne ulotki kilkoma książeczkami, grami oraz układankami. Dla półtorarocznego urwisa było to zdecydowanie za mało! A szkoda, bo lokal jest fajny i z potencjałem, więc miejsce na taki kącik znalazłoby się na pewno. Choćby w niszy, w której umieszczona jest owa półka. Wystarczyłby jakiś ładny dywanik, ewentualnie mały stolik z krzesełkami, trochę klocków drewnianych lub duplo, kilka samochodzików oraz lalek i od razu dziecięcy świat nabiera fantazji!

Skromny regał z niewielką ilością gier i książeczek dla dzieci