środa, 30 maja 2012

Bawaria jak z obrazka: wycieczka nad Ammersee

Pisałam kiedyś o mojej wizycie w jednym z najchętniej odwiedzanych klasztorów w Bawarii Andechser Kloster, położonym nad malowniczym jeziorem Ammersee. Tym razem chciałabym Was zaprosić na wycieczkę po samym jeziorze oraz do miejscowości z duszą, mianowicie do Dießen am Ammersee. Wyprawa ta stanowi część południowej trasy po jeziorze i obejmuje następujące przystanki: Herrsching-Dießen-Riederau-Herrsching.

Szkic jeziora, obrazujący zarówno północą, jak i południową trasę; źródło: seenschifffahrt.de

sobota, 19 maja 2012

Wychowanie w dwujęzyczności

Z zamiarem napisania tego posta noszę się już parę tygodni i jakoś nie mogę się za niego zabrać. A wszystko przez to, że tak trudno piszę się o mówieniu! Dopiero niedawna obserwacja na jednym z placów zabaw zmobilizowała mnie, żeby wreszcie podsumować wszystkie moje przemyślenia i doświadczenia na temat dwujęzyczności. Na wspomnianym placu usłyszałam mianowicie polską mamę, mówiącą do swojego synka: "Julian, przynieś mamie ten Eimer". A za chwilę: "Julian, nie biegnij tam. Tam są Binnen". A potem  mama ta cały czas przeplatała polskie i niemieckie zdania, przy czym polskie słowa zdecydowanie częściej wypowiadane były w w emocjach, niemieckie z kolei raczej informowały lub stwierdzały fakty.

Na pewno każdy rodzic żyjący na obczyźnie musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy i w jaki sposób chce przekazać dziecku swój język. Niektórzy martwią się, że maluchy będą przeciążone nauką dwóch języków jednocześnie, inni boją się, że będą miały problemy z poprawną nauką języka otoczenia, jeszcze inni konsekwentnie pilnują, żeby pociechy miały stały kontakt z ich rodzinną mową.

Jak przygotować się do dwujęzycznego wychowania dziecka? Wielu z nas intuicyjnie czuje, jakie reguły powinniśmy narzucić, żeby nauka przebiegała gładko i bezproblemowo. Jednak w naszym dwu- lub wielojęzycznym życiu na emigracji często pojawiają się sytuację, które wywołują w nas niepewność, jak postępować i jakich zasad się trzymać.

W Monachium co jakiś czas organizowane są wykłady nt. dwujęzycznego wychowania. Jeśli chcielibyście posłuchać, co w tej sprawie mają do powiedzenia specjaliści, na pewno warto wybrać się na taką prelekcję. Ja jeszcze żadnej z nich nie odwiedziłam, ale przed porodem przygotował się w inny sposób, mianowicie sięgnęłam po książkę "Przeżyć dwujęzyczność. Jak wychować dziecko dwujęzycznie" (wyd. Harmonia, 2008).

wtorek, 15 maja 2012

Msza dla dzieci po niemiecku - Zwergerlgottesdienst

Czy chodzicie ze swoimi dziećmi do kościoła? Ja jakoś długo z tym zwlekałam i nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić Synka w takiej konwencji, gdzie trzeba dostosować się do pewnych reguł i gdzie często płaczące lub biegające dziecko może po prostu przeszkadzać. Moja pierwsza i ostatnia wizyta z Synkiem w kościele odbyła się w Polsce z okazji jego chrztu, a było to już prawie 10 miesięcy temu! Msze święte rodzinne zawsze kojarzyły mi się z tym, że dzieci stoją blisko ołtarza, że odpowiadają do mikrofonu (czasami nie do końca na temat) na zadawane im przez księdza pytania oraz z tym, że msze te są z reguły krótsze od tych regularnych dla dorosłych. Na pewno są i w Polsce pozytywne, kreatywne przypadki, ale ja po prostu nigdy na taką wyjątkową mszę dla dzieci nie trafiłam.

W ostatnią niedzielę postanowiłam wybrać się z Synkiem na niemiecką "mszę dla skrzatów" w mojej parafii - Zwergerlgottesdienst. Msze takie organizowane są raz w miesiącu w sali parafialnej, podczas gdy w dużym kościele modlą się dorośli. Spotkanie prowadziła siostra zakonna, pomagały jej dwie dorosłe wolontariuszki. Dla dzieci zostały ułożone na podłodze w półokręgu poduszki, dla dorosłych do dyspozycji były krzesła. U zbiegu koła stał mały ołtarz, na którym paliły się dwie świece i stał niewielki krzyż. Również w środku koła paliła się jedna duża świeca, wokół której ułożone zostały obrazki oraz duży drewniany różaniec. Miało to znaczenie dla przebiegu nabożeństwa, ponieważ na tym właśnie spotkaniu dzieci miały za zadanie zrobić swój własny różaniec. Każdy maluch dostał plastikowy kubeczek, w którym znajdowały się małe, drewniane kuleczki. Należało je nawlec na sznurek, przy czym przy nawlekaniu poszczególnych paciorków siostra pokazywała odpowiedni obrazek, wskazujący na konkretną sytuację z życia Jezusa, a przy okazji krótko dodawała coś od siebie. Na koniec nawlekało się również wycięty z tekturki krzyżyk. Dzięki tamu powstał taki różaniec "w pigułce" dla najmłodszych :) 

Sala dostosowana do potrzeb najmłodszych - trzeba tylko uważać na palącą się po środku świecę

Poza tym aktywności przeplatane były piosenkami śpiewanymi przy akompaniamencie gitary, co Synkowi szczególnie przypadło do gustu. Oczywiście nie dał rady przy nawlekaniu paciorków i już gdzieś przy drugim koraliku zaczął swobodnie biegać po całej sali, ale nikt na niego krzywo nie patrzył i przede wszystkim nikomu to nie przeszkadzało! Dzieci były w wieku 1-5 lat, więc to normalne, że niektóre bardziej się angażowały od innych. A na sali sami rodzice, więc i stopień wyrozumiałości spory. W każdym razie atmosfera była bardzo przyjemna i swobodna, a mimo to było w tym jakieś sacrum... Myślę, że to dobry start dla tych, którzy chcieliby swoje dzieci przyzwyczajać do takich świętych miejsc oraz stopniowo i  łagodnie wprowadzać je w tematykę religijności (spotkanie trwało ok. 35 min.). Następne nabożeństwo za miesiąc i te daty na pewno będą stałym punktem w naszym kalendarzu.


Własnoręcznie zrobiony różaniec można było zabrać do domu

sobota, 5 maja 2012

Z niemowlakiem na obiad: Café Netzwerk

Kiedy Synek parę miesięcy temu zaczął raczkować, każda wizyta w kawiarni czy restauracji była dla mnie wyzwaniem - malec nie chciał już siedzieć spokojnie na moich kolanach, za to cały czas wyrywał się z rąk, by zwiedzać nowe przestrzenie. Nie dość, że podłogi w takich miejscach, zwłaszcza zimą, są naprawdę brudne, to jeszcze wokół pełno ludzi, którzy nie patrzą pod nogi i często nie zauważają takiego pełzającego malucha. Nie mówiąc o kelnerach, roznoszących na tacach gorące napoje - moja wyobraźnia w takich sytuacjach podsuwała mi najbardziej niebezpieczne scenariusze...

Ale rodzice niemowlaków wcale nie muszą rezygnować z towarzyskich spotkań w restauracji, bo istnieje w Monachium miejsce, w którym można połączyć opiekę nad maleństwem ze smacznym obiadem, a do tego za bardzo przystępną cenę.