piątek, 27 kwietnia 2012

Otwarcie sezonu! Plac zabaw Am Glockebach

Przy obecnych prawie 30-stopniowych temperaturach trudno wytrzymać w domu. Nie tylko rodzice, ale przede wszystkim dzieci rwą się do zabawy w swojej ulubionej piaskownicy lub na ukochanej zjeżdżalni. W znanym miejscu wszystkie sprzęty są już oswojone, często spotyka się te same dzieci z rodzicami, dzięki czemu łatwo o podtrzymanie towarzyskich kontaktów. Ale dla odmiany warto wybrać się w jakieś inne, zupełnie nowe miejsce, gdzie i wrażenia z zabawy są inne. Ja i Synek, mimo że w okolicy mamy swoje ulubione trasy, jesteśmy na etapie odkrywania ciekawych dla nas miejsc, dla których gotowi jesteśmy pokonać spore odległości. O tych najtrafniejszych będziemy Was informować, może i Wam się spodobają! 

W Monachium jest ok. 700 placów zabaw, jest więc w czym wybierać. Większość z nich jest w dobrym stanie, bezpieczna i przyjazna dziecku. Jednak i tak najwięcej zależy od tego, kto się akurat z nami bawi... W Niemczech podoba mi się to, że takie wyjścia "do ludzi" traktowane są przez rodziców jako lekcja wychowania, dzielenia się zabawkami i współdziałania. Maluchy swobodnie mogą używać zabawek innego dziecka i nikt na nikogo krzywo nie patrzy. Zostawione w drugim kącie placu zabaw łopatki czy wiaderka nie giną, ewentualnie zmieniają swoje położenie :) Dlatego warto swoje zabawki podpisać, żeby nie myliły się z innymi, w końcu większość z nich wygląda podobnie.

Dzisiaj chciałabym Wam poleci nie tylko plac zabaw, ale i całe jego otoczenie, bo jest tu sporo atrakcji. Ale zacznijmy od tej najważniejszej - placu zabaw Am Glockenbach.

Jest tu i pajączek do wspinania z długą zjeżdżalnią oraz mostem zwodzonym, jest piaskownica, drewniany domek, są huśtawki w kształcie hamaków oraz te zrobione z opon, a przede wszystkim jest platforma z pompą i lejącą się z niej wodą. Przy tych temperaturach źródło wody jest nieustannie oblegane, więc trzeba się liczyć z tym, że nasze maluchy będą mokre i brudne... Ale mimo że woda jest tu naprawdę zimna, dzieci są przeszczęśliwe i potrafią się super bawić, przelewając wodę z jednego do drugiego pojemnika.


piątek, 20 kwietnia 2012

Na kawę i na ciastko: Café Clara

Pisałam ostatnio, gdzie wybrać się z dzieckiem na obiad w centrum miasta, przy jednej z najbardziej uczęszczanych ulic Monachium. Tym razem chciałabym Was zaprosić na pyszną kawę i smakowite ciasta do dzielnicy Schwabing. Tu, niedaleko przystanku tramwaju 27 Nordenstrasse, znajduje się niewielka kawiarenka z duszą Café Clara.

Widne i przyjazne pomieszczenie, w którym zmieści się kilka wózków

Niegdyś w pomieszczeniu, jakie zajmuje obecnie kawiarnia znajdowała się piekarnia, stąd taki dosyć podłużny kształt lokalu. Właścicielami miejsca są młodzi rodzice, którzy nazwali kawiarnię na cześć swojej córeczki. I pewnie też pod wpływem własnego rodzicielstwa zdecydowali się na dodanie kawiarni kilku elementów sprawiających, że i najmłodszym gościom miło spędza się tu czas. A to głównie dzięki zagospodarowaniu rodzaju przedsionka pomiędzy wyjściem ewakuacyjnym, toaletami, a kuchnią na kącik zabaw dla dzieci. Brzmi ostro, ale miejsce jest naprawdę sympatyczne. Składa się ono z drewnianej, czerwonej ławeczki oraz z czarnego stolika, zapełnionego klockami duplo. Obok wbudowany w ścianę stoi regał, na którym znajdują się różne książeczki, zarówno dla młodszych, jak i dla starszych dzieci. Podobno dostępne są również materiały do malowania, ale akurat podczas mojej wizyty, nie było ani kredek, ani kolorowanek. Kącik ten polecałabym jednak dla starszych dzieci, powiedzmy od 3 lat, a maluszki mogą się tu bawić TYLKO pod opieką dorosłych, bo przerażałaby mnie myśl o kelnerkach biegających pomiędzy dziećmi z gorącymi daniami... Ale na pewno kilkuletni wielbiciele klocków spędzą na ławeczce parę ładnych chwil, dając rodzicom czas na delektowanie się kawą.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Szybki lunch na mieście: Le Buffet w sklepie Oberpollinger

Czy i Wam zdarzyło się, że sobotnie zakupy w mieście przedłużyły się i z jednej godzinki nagle zrobiły się trzy, a tu w brzuchu burczy i wypadałoby coś zjeść? Nie mówiąc o tym, że właśnie wybiła godzina obiadku Waszego malucha. Jeśli więc złapie Was głód i nie będziecie mogli/chcieli/musieli wracać do domu na jedzonko, polecam szybki lunch w domu towarowym Oberpollinger. 

Na piątym piętrze tego ekskluzywnego sklepu znajduje się przestronna i niedroga restauracja Le Buffet, której serce stanowi właśnie wielki obszar bufetowy. Można tu samodzielnie skomponować różnorodne dania, które zostaną na miejscu i na naszych oczach przygotowane przez profesjonalnych kucharzy. Wybór leży pomiędzy zupami, daniami rybnymi i mięsnymi, ciepłymi przystawkami jarzynowymi lub bufetem sałatkowym oraz smakami Azji i włoską pastą. Posiłki można zamawiać na talerzach różnej wielkości, a za jedno danie płaci się w średnio 7-8 euro, co oczywiście ma duże znaczenie, jeśli wybieracie się na obiad całą rodziną. Moim zdaniem dania nie zasługują jednak na największą ilość gwiazdek, bo ich smak jest taki trochę zestandaryzowany - gdybym wiedziała, jak to jest, porównałabym je do dań ze słoiczków dla dzieci. Niby dobre, ale wszystko jakoś do siebie podobne i nie ma uczty dla kubków smakowych... Przyznam, że mimo dużego wyboru, trudno mi było wybrać danie dla Synka niejadka, ale być może inne dzieci zadowolą się choćby pastą z sosem pomidorowym czy kremową zupką, które są właściwie zawsze w ofercie.

W restauracji Le Buffet samemu komponuje się składniki do swojego dania 

czwartek, 12 kwietnia 2012

Sprawny dojazd na lotnisko w Monachium

Dzień przed moim niedawnym przelotem do Polski okazało się, że Mąż ze względu na nagły wyjazd służbowy nie może odprowadzić mnie i Synka na lotnisko. Trochę spanikowałam, bo miałam w perspektywie podróż kolejką (nie mamy samochodu) i taszczenie ponad 20-kilogramowej walizy, torebki, podręcznej torby z akcesoriami dziecięcymi oraz wózka z jakże cenną zawartością... Najpierw próbowałam zamówić taksówkę, dzwoniąc do chyba najbardziej popularnej firmy IsarFunk. Niestety okazało się, że samochodu z fotelikiem dla dziecka nie można zamówić na konkretną godzinę, bo jest niewielu kierowców, którzy takie siedzonko wożą w bagażniku i można jedynie liczyć na łut szczęścia. Oznacza to podjęcie ryzyka, że w momencie, kiedy dzwonimy po taksówkę, kierowca dysponujący fotelikiem jest akurat w pobliżu. Oczywiście taka opcja była dla mnie zbyt ryzykowna i starałam się poszukać innych rozwiązań.  Problem tkwił w tym, że większość osób, która mogłaby mi pomóc, była w tym czasie w pracy - lot odbywał się w godzinach południowych. Najpierw miała mnie na lotnisko odprowadzić znajoma, która nosi swoje dziecko w chuście, a więc ma dwie wolne ręce i mogłaby np. pchać mój wózek. Potem jednak miłym zbiegiem okoliczności okazało się, że znajomi mogą podrzucić mnie swoim samochodem. Zapakowałam więc Synka w nasz fotelik, który znajomi później nam oddali i szczęśliwie dotarliśmy na miejsce.

Jak sobie jednak radzić w takich sytuacjach i jak sprawić, żeby taka wyprawa była jak najmniej stresująca? O tym dziś kilka słów.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Na lotnisku z dzieckiem: Monachium i Warszawa

Zbliża się okres świąteczno-urlopowy i na pewno wielu z Was wybiera się do Polski samolotem. Ja mam taką podróż na świeżo za sobą i chciałabym się podzielić informacjami, które mogą usprawnić pobyt z dzieckiem na lotnisku, zarówno w Monachium, jak i w Warszawie.

Na trasie Monachium-Warszawa latają wyłącznie Lufthansa i LOT, obaj przewoźnicy z Terminalu 2, dlatego też moje informacje dotyczą głównie tego obszaru i tych firm.

W stolicy Bawarii sama odprawa wygląda standardowo, warto jednak pamiętać, że z dzieckiem mamy możliwość odprawienia się w specjalnie do tego celu wyznaczonych okienkach. Wózek dla dziecka, nawet jeśli jest to wózek dwu-funkcyjny (składający się z dwóch części), można zabrać ze sobą aż do samolotu - przed wejściem na pokład odbiera go od nas pracownik lotniska. I tu mała rada: ja chciałam być bardzo ostrożna i złożoną spacerówkę włożyłam dodatkowo w niebieską torbę z Ikei w obawie przed zniszczeniem wózka. W efekcie na lotnisku w Warszawie przeoczono etykietkę doczepioną do spacerówki "Delivery at Aircraft" i musiałam z dzieckiem na ręku i bagażem podręcznym przejść przez całą długość lotniska i szukać wózka w strefie bagażu ponadwymiarowego. A torba, mająca chronić wózek, luźno zwisała obok spacerówki...