czwartek, 29 marca 2012

Polskie porównania

Porównania z życiem w Polsce są nieuniknione, zwłaszcza, jeśli tak jak ja ostatnio, spędza się tam parę ładnych tygodni. Taki dłuższy pobyt pozwala na bardziej szczegółowe przeanalizowanie różnic i podobieństw, a przede wszystkim odkrywa wszystkie luki codzienności. Na początku wściekałam się z powodu nierównych chodników, schodków przy wejściu do każdego sklepu, sprzedawców przyglądających się zza wpół przymkniętych powiek mojej walce z ciężkimi drzwiami i z wprowadzeniem wózka do sklepu. Irytowały mnie autobusy, do których trudno wejść ze spacerówką (powoli sytuacja się już zmienia, ale zwłaszcza na prowincji autobusy ze schodkami to nadal normalka), ogólne nieprzystosowanie infrastruktury do potrzeb rodziców oraz bardzo mały wybór artykułów spożywczych dla dzieci - przynajmniej w porównaniu z rynkiem niemieckim. Jednak po jakimś czasie zaczęłam doceniać również inne aspekty polskiej rzeczywistości: empatię przygodnie spotkanych przechodniów, inną wrażliwość na obecność dziecka i chęć niesienia pomocy samotnej mamie :) Od razu przypominały mi się sytuacje, kiedy byłam jeszcze w ciąży, niejednokrotnie oferowano mi pomoc np. we wniesieniu ciężkiej walizki do pociągu lub przepuszczeniu mnie w kolejce sklepowej. W Niemczech takie przypadki praktycznie nie miały miejsca. Tu równouprawnienie dotyczy wszystkich i ani kobiety w ciąży, ani mamy z małymi dziećmi nie mają specjalnych przywilejów, nawet tych niepisanych. W Polsce z kolei obecność dziecka wprowadza trochę inną atmosferę, ośmiela do nawiązywania kontaktu, do rozmów, a nawet zabawy z maleństwem. Tak wynika przynajmniej z mojego doświadczenia i z osobistych obserwacji.

Tak zwany ruch dzieciowy w Polsce obecnie prężnie się rozwija, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie do rodziców i ich pociech kierowanych jest coraz więcej różnorodnych ofert. Na pewno duży wpływ ma na to  także fakt, że po prostu modnie jest mieć dziecko, w końcu co druga gwiazda i gwiazdka opowiada o tym, jak to macierzyństwo/ojcostwo zmieniło jej/jego życie, dzieli się swoimi codziennymi sprawami, pokazuje, jak łączy zawód z byciem rodzicem. I mam wrażenie, że w takim ogólnym dyskursie medialnym dziecko po prostu jest bardziej obecne niż w Niemczech. 

Nie chcę tutaj kusić się na filozofowanie na temat sposobów i możliwości wychowywania dziecka w Polsce i w Niemczech, chciałabym natomiast napisać kilka słów o rzeczach, które wywarły na mnie zarówno pozytywne, jak i negatywne wrażenie.

sobota, 24 marca 2012

Pan Tenorek na dobry humorek

Trudno jest znaleźć na rynku muzycznym płytę dla dzieci, która nie byłaby infantylna lub denerwująca (głównie dorosłych po którymś tam wysłuchaniu...). Bo albo śpiewają cienkimi, nierzadko fałszującymi głosikami same dzieci, albo dorośli tworzą coś w klimacie disco polo lub weselnym. To prawdziwie wyzwanie stworzyć ciekawą kompozycję, zawierającą dodatkowo prosty, choć niebanalny tekst, dobre wykonanie i profesjonalną aranżację. Dlatego chciałabym się podzielić moim odkryciem ostatnich kilku tygodni, którym są "Piosenki Pana Tenorka".

Choć za kołnierz twój strząsam krople rosy
Albo pieprzu ci wsypię do mleka
Nagle czochram ci włosy
Albo mam cię już dosyć
Chociaż na mnie czasami narzekasz
To ty mnie lubisz i tak
Ty ze mną fruwasz jak ptak
To ty mnie lubisz i już
Przepłyniesz ze mną sto mórz
I dla mnie marsza chcesz grać
I ze mną będziesz się śmiać
Przez 10 tysięcy lat
Bo ty mnie lubisz i tak


Pod postacią Pana Tenorka kryje się aktor i pieśniarz Jacek Wójcicki, znany Wam na pewno z poruszającej roli Świra w filmie "Ostatni dzwonek", z Piwnicy pod Baranami czy z Kabaretu Olgi Lipińskiej. To jego doświadczenie aktorsko-sceniczne da się zauważyć w poszczególnych piosenkach z płyty, w których znakomicie wciela się w rozmaite role, nadając każdemu utworowi inny nastrój i koloryt. Nie ma tu śpiewania dziecięcym głosem czy stylizowania się na młodzieńca. Jest za to poczucie humoru, dziecięcy zachwyt światem i bardzo pozytywna energia!


Okładka płyty

Oj dana, oj dana
Pij mleko od rana
Pij mleko w południe
A a będzie ci cudnie!

Oj dana, oj dana 
Pij mleko od rana
Pij mleko wieczorkiem
A zaśniesz z humorkiem!

czwartek, 1 marca 2012

Rzeka mleka czyli o dobrym karmieniu piersią

Wbrew tytułowi nie chcę pisać o zaletach karmienia piersią lub wyższości naturalnego mleka nad pokarmem z proszku. Ponieważ moja i Synka przygoda z karmieniem trwała około roku, a ja przeszłam w tym czasie przez różne fazy, problemy, doświadczyłam skrajnych emocji, radziłam się w wielu instytucjach i u wielu osób, chciałabym w skrócie tę drogę tu opisać, aby być może pomóc niektórym w szybszym znalezieniu prostych  i pomocnych rozwiązań. 

Gdy po pierwszych trudnych dniach i nocach Synek wreszcie zrozumiał, do czego w ogóle służy podawana mu pierś i o co chodzi z tym całym karmieniem, było mi po prostu wspaniale! Mleko jakimś cudem płynęło, dziecko ssało i przybierało na wadze, a ja pękałam z dumy, że mój organizm daje radę. Niewiele jest takich momentów w życiu, a to był właśnie jeden z nich, podczas których czuje się całkowitą harmonię z naturą, z kosmosem, z całym światem! Ten mały człowieczek, który przez 9 miesięcy zmieniał się z "kijanki" w piękną ludzką istotę, sprawił, że moje ciało włączyło się w odwieczny rytm Matki Natury. I było mi z tym cudownie! Niestety do momentu, kiedy dostałam pierwszego zapalenia piersi, czyli jedynie przez jakieś 7-8 dni od porodu...