wtorek, 18 grudnia 2012

Dziecięca Repüblika

UWAGA! Die Repüblik przestała oficjalnie działać 30 marca 2013 r. Jeszcze w tym roku budynek ma zostać zburzony, a właściciele poszukują nowej lokalizacji na swoją kawiarnię.

Jesienno-zimowe popołudnia staram się co jakiś czas urozmaicić wyjściem na miasto. Place zabaw przy obecnej aurze niestety odpadają, pozostają więc różne kawiarnie, kafejki, halowe place zabaw lub grupy sportowo-zabawowe itp. Generalnie raczej z tym dodatkowym programem nie przesadzam, ale jak tylko o jakimś ciekawym miejscu usłyszę, chcę je wypróbować i oczywiście od razu zrecenzować :) W każdym razie stale jestem na tropie różnych fajnych miejsc w Monachium, w których mogłabym z Synkiem lub całą rodziną przyjemnie spędzić czas.

Nowy wystrój kawiarni Die Repüblik
Kawiarnię Die Repüblik położoną w okolicy Münchner Freiheit odwiedziłam z Synkiem w zeszłym roku, kiedy miał może 10-11 miesięcy, dopiero więc zaczynał się samodzielnie poruszać. Do wypróbowania tego miejsca zachęcił mnie fakt, że kawiarnia reklamuje się jako przyjazna dzieciom, a swoje wnętrza dostosowała do potrzeb maluchów w dwóch grupach wiekowych - od 0 do 1 roku życia oraz powyżej 1 r. ż. Co to oznacza? Że dla najmłodszych przeznaczona jest niewielka powierzchnia do zabawy wyposażona w maty, grzechotki, pluszaki, duże klocki i inne sprzęty dostosowane do wieku. Kącik ten nosi nazwę Krabbelecke 0-1 Jahr. Z poprzedniej mojej wizyty tam nie miałam jednak najlepszych wspomnień - zabawki dla maluszków wydały mi się dziwną, przypadkową zbieraniną w nie najlepszym stanie, trochę przybrudzoną, a nawet zapuszczoną. A na samą tę platformę, znajdująca się pewnym na wzniesieniu, można było dostać się, pokonując ogromne dwa schody - pamiętam, jak wtedy drżałam, kiedy Synek zaledwie zbliżał się do tych olbrzymów. Cały czas wydawało mi się, że z nich zleci na głowę... Poza tym przeszkadzało mi to, że do tego kącika i tak swobodnie mogły wchodzić dużo starsze dzieci, które zarówno mnie, jak i malutkiego wtedy Synka trochę przerażały rozrzucaniem rzeczy wokół siebie i nieskończonym robieniem chaosu. Cóż, jako młoda, przewrażliwiona mama być może reagowałam z lekką przesadą, ale takie zostały mi po naszej wizycie w Repüblik wspomnienia.

czwartek, 29 listopada 2012

Kinderkunsthaus - zostać małym artystą w jeden dzień

Przy jesienno-zimowej aurze trudno jest myśleć o dłuższym wyjściu na plac zabaw. A jednocześnie są takie dni, kiedy chciałoby się zapewnić dziecku i sobie jakąś miłą odmianę na popołudnie lub weekend, podczas której malec wyszalałby się i fajnie spędził czas.

O tak, tu można malować, ale i lepić, konstruować, tworzyć, sklejać, fotografować itp.
Niedawno odkryłam takie miejsce, pomagające rodzicom twórczo i ciekawie spędzić ze swoją pociechą kilka pracowitych, ale i bardzo przyjemnych chwil! Mowa o Kinderkunsthaus położonym w dzielnicy Schwabing, istniejącym zaledwie od 2011 roku. Ogólnie mówiąc jest to miejsce, w którym odbywają się otwarte, kreatywne warsztaty dla dzieci i ich opiekunów. Bez ciśnienia i nadęcia, bez presji czasu czy osiągnięcia sukcesu. Dzieci świetnie się bawią, a przy okazji uczą samodzielności, rozwijają swoje zdolności manualne i rozbudzają fantazję. Dzięki podziałowi warsztatów na część tradycyjną (malowanie, lepienie, formowanie, konstruowanie, budowanie itp.) oraz nowoczesną-medialną (filmowanie, fotografowanie, ilustrowanie, odkrywanie świata cyfrowego oraz ilustracyjnych programów komputerowych) instytucja dociera do szerokiej grupy dzieci w wieku od 2 do 14 lat! Ale nawet mój niespełna 2-letni Synek świetnie się bawił i skorzystał z wielu proponowanych przez organizatorów atrakcji.

Dzieci mogą robić to, co w domu najczęściej jest zakazane: mazać i brudzić się od stóp do głów!

wtorek, 30 października 2012

Bawarskie Przedalpie na wyciągnięcie ręki

Zima nam się nagle rozhulała, aż trudno uwierzyć, że jeszcze przed tygodniem można było wygrzewać się w słońcu i cieszyć kolorami jesieni. Cóż, zawsze pozostaje nam możliwość powspominania miłych chwil i nadzieja, że jesień jednak nie dała do końca za wygraną :)

Jeśli trafi się jeszcze ładny, słoneczny weekend, polecam rodzinną wycieczkę do Lenggries (okolice Bad Tölz) - miejscowości uzdrowiskowej, skąd na szczyt góry Brauneck wyrusza kolejka linowa. A z góry rozciąga się przepiękny widok na całą dolinę oraz na Bawarskie Przedalpie. Region ten znany jest również narciarzom, który chętnie korzystają z jego uroków zimą. W sezonie letnim można wybrać się tu na wspaniałe górskie wędrówki, wspinaczki, skoki paralotnią, nordic walking lub skorzystać z atrakcji parku linowego.

Widok z góry Brauneck na Bawarskie Przedalpie

poniedziałek, 15 października 2012

Mamy o (swoim) macierzyństwie

Ostatnio sporo uwagi poświeciłam kawiarniom i restauracjom, w których również z dziećmi można miło i bezstresowo spędzić czas. Tym razem chciałabym odsunąć nieznacznie tematy żywieniowe oraz  przyjemności dla ciała i skupić się na czymś "dla ducha". Może i Was zainteresują felietony młodych i znanych mam, dzielących się swoim doświadczeniem i refleksjami na temat macierzyństwa, roli matki w społeczeństwie, zmianom, jakie w naszym życiu wprowadzają dzieci. Moje uwagi będą dotyczyć dwóch książek, które niedawno wpadły mi w ręce: jedna z nich to świeżo wydana książka Sylwii Chutnik Mama ma zawsze rację, wyd. Mamania, Warszawa 2012, a druga to praca Agaty Passent Dziecko? O matko! Felietony o tym, jak staram się dorosnąć do roli matki pewnego Kubusia, wyd. Edipresse Polska, Warszawa 2011.


poniedziałek, 1 października 2012

Bardzo Miły Weekend czyli niedziela w BMW Welt

W taki szary i pochmurny dzień jak wczoraj trudno jest znaleźć odpowiednią rozrywkę dla całej rodziny, a przede wszystkim dla niespełna 2-letniego malucha. Place zabaw nadal mokre są po nocnych deszczach, a dużo instytucji skierowanych do rodzin nie działa w niedzielę. Dlatego postanowiliśmy wybrać się spontanicznie do BMW Welt, choćby żeby Synek mógł usiąść kilka razy na motorze czy wejść do fajnego autka i ponaciskać sobie jakieś guziczki :)

Jakże miłe było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że akurat tego dnia miała miejsce tzw. rodzinna niedziela, a konkretnie Bawarski Festiwal - oczywiście w nawiązaniu do trwającego właśnie Oktoberfest. Spędziliśmy tu w sumie ponad 2 godziny i naprawdę było co robić! Najpierw Synek musiał kilka razy przejechać się na kolorowej karuzeli, potem było własnoręczne ozdabianie piernikowych serduszek, później cierpliwie czekaliśmy w kolejce na zakręcenie według indywidualnych życzeń zwierzątka z balona. Dla magika-clowna było to nie lada wyzwanie, bo Synek zapragnął mieć słonia! Ale umiejętny sztukmistrz w parę chwil wyczarował upragnione zwierzę :) Ze słoniem w dłoni poszliśmy malować i ozdabiać festynowe serduszka, a na koniec otrzymaliśmy zabawne rodzinne zdjęcie na pamiątkę tego miłego popołudnia!


Obowiązkowy punkt programu - karuzela!

poniedziałek, 17 września 2012

Odkrycie weekendu: Café de Bambini

W sobotę wybraliśmy się całą rodziną na kawę i ciastko do kawiarni Ringelnatz położonej w dzielnicy Schwabing. Miejsce łatwo dostępne, a dodatkowo w pobliżu plac zabaw oraz Englischer Garten, więc mieliśmy nadzieję na miłe popołudnie. Dużą zachętą był niewielki kącik zabaw umieszczony w jednym w pomieszczeń dla gości, dzięki czemu mogliśmy z Mężem spokojnie pogadać, a Synek w tym czasie penetrował zawartość drewnianych szuflad. I niby wszystko było ok, ale pokój dla gości z dziećmi sprawiał wrażenie zaniedbanego i dosyć obskurnego. Zabawki i książeczki swoją młodość mają dawno za sobą i widać, że przechodziły już w niejedne ręce. Samo pomieszczenie też wymagałoby odświeżenia, bo kolor na ścianach bury, a i dekoracji tu umieszczone raczej nie można zaliczyć do udanych. Zobaczcie sami:

Na pierwszy rzut miła kawiarnia o literacko-filozoficznym charakterze, ale jeśli się lepiej przyjrzycie...

...zobaczycie, że całość sprawia dosyć chaotyczne wrażenie, a w zabawkach dawno nikt nie sprzątał

piątek, 14 września 2012

Na jagody!

Czy słyszeliście już o dziecięcych kawiarenkach umieszczonych przy szeroko ciągnących się polach jagód i truskawek, gdzie można nie tylko samemu pozrywać świeże owoce prosto z krzaczka, ale również wypić kawę, zjeść pizzę, pogrillować albo wypić owocową caipirinhę? Ja dopiero pod koniec sezonu odwiedziłam takie miejsce i przyznaję, że jestem pod wrażeniem! I szkoda, że ominął mnie sezon malinowo-truskawkowy, ale cieszę się, że załapałam się chociaż na jagódki :)



Mam na myśli tzw. BeerenCafés, należące do rolniczej rodziny Hofreiter. To właśnie jeden z Hofreiterów wpadł już w latach 70-tych na pomysł zorganizowania samodzielnego zbierania owoców przez konsumenta docelowego, bez pośredników, transportu, wspomagających instytucji. Obecnie pomysł ten został przez kolejnych członków rodziny rozbudowany, a wokół pól owocowych istnieje cała infrastruktura rozrywkowa, oferująca masę wydarzeń, spotkań, eventów, zachęcających całe rodziny do korzystania z dóbr natury. 

poniedziałek, 10 września 2012

Kącik zabaw na lotnisku w Monachium

Parę miesięcy temu pisałam o udogodnieniach dla podróżujących z dziećmi, oferowanych przez lotniska w Warszawie i Monachium - zobacz TU. Tym razem chciałabym uzupełnić ten post o kilka zdjęć niewielkiego kącika zabaw dostępnego w stolicy Bawarii, zwanego Kiddieland. Szkoda, że tego typu atrakcje dostępne są tylko przed odprawą - sfotografowany przez ze mnie placyk znajduje się na terenie Terminalu 2, niedaleko hali przylotów, obok sklepu Esprit. Ci odlatujący też mogą z niego skorzystać, muszą jednak dodatkowo doliczyć czas na odprawę celną. 

Sam kącik przypomina trochę mini wesołe miasteczko. Sporo kiczu, dużo plastiku i trochę lokalnych motywów. Większość oferowanych tu zabawek działa dopiero po wrzuceniu żetonu, który kupuje się w  stojącym nieopodal automacie z przeliczeniem 1 żeton = 1 euro (zniżka dopiero od zakupu min. 7 żetonów). I to też nie zawsze - Synek chciał "przelecieć się" helikopterem, który łaskawie połknął żeton, ale nawet nie drgnął, nie mówiąc o jakiś bardziej spektakularnych ruchach.

W sumie to całość nie robi wrażenia i szczerze mówiąc, żadna to atrakcja. Szkoda, że takie duże lotnisko, jak to monachijskie, nie może pozwolić sobie na kilka mniejszych, ale edukacyjnie i rozrywkowo ciekawszych rozwiązań. Zdecydowanie wolę ofertę lotniska Okęcie!

Kiddieland na lotnisku w Monachium, terminal 2, w okolicach hali przylotów

niedziela, 9 września 2012

Caffè Tirreno - była kawiarnia dziecięca

Do Caffè Tirreno trafiłam, szukając w mediach kawiarni posiadającej kącik zabaw dla dzieci. W jednym z poradników, sugerującym gdzie najmilej spędzać czas z dzieckiem, istnieje bardzo zachęcający opis, podkreślający wspaniały i bogaty kącik zabaw, pyszne jedzenie, znakomitą pizzę oraz orzeźwiające lody i włoską atmosferę w centrum odległej dzielnicy Moosach. 

No i w pewne niedzielne popołudnie postanowiłam wybrać się tam całą rodziną. Najbardziej cieszyłam się na to miejsce z zabawkami, w którym Synek mógłby pogrążyć się w grze, a tym samym dać rodzicom szansę na chwilę wytchnienia oraz spokojną rozmowę przy kawie i ciastku. Tym bardziej duże było moje rozczarowanie, gdy zobaczyłam normalną, regularną kawiarnię dla dorosłych, w której jedynymi dziecięcymi gadżetami są dwa wysokie krzesełka, atrakcyjne cenowo menu dla maluchów oraz przewijak w toalecie. Ze "wspaniałego i bogatego" kącika zabaw dla dzieci została jedynie niewielka półka z wciśniętymi między gazety a komercyjne ulotki kilkoma książeczkami, grami oraz układankami. Dla półtorarocznego urwisa było to zdecydowanie za mało! A szkoda, bo lokal jest fajny i z potencjałem, więc miejsce na taki kącik znalazłoby się na pewno. Choćby w niszy, w której umieszczona jest owa półka. Wystarczyłby jakiś ładny dywanik, ewentualnie mały stolik z krzesełkami, trochę klocków drewnianych lub duplo, kilka samochodzików oraz lalek i od razu dziecięcy świat nabiera fantazji!

Skromny regał z niewielką ilością gier i książeczek dla dzieci

piątek, 31 sierpnia 2012

Polskie grupy zabawowe na terenie Monachium

Pisałam niedawno o tym, jak ważne jest konsekwentne i cierpliwe wychowywanie dziecka w dwujęzyczności. Jednym z istotnych argumentów w całym procesie nauki języka polskiego za granicą jest kontakt z rodakami oraz możliwość swobodnej rozmowy dla rodziców, a dla dzieci zabawy z rówieśnikami. Taką szansę dają polskie grupy zabawowe, których na terenie Monachium jest aż 6, a dzięki Wam może powstać ich jeszcze więcej! Wystarczy zebrać kilka chętnych mam i zgłosić się do najbliższego centrum rodzinnego (np. Mütterzentrum, Eltern-Kind-Zentrum, Familienzentrum) i poprosić o udostępnienie sali na tego typu spotkanie.

Mam np. bardzo konkretną informację z Mütter-Väter-Zentrum w Neuhausen, przy Landshuter Allee 37 o możliwości współpracy z polską grupą. Zainteresowanym podaję namiary na osobę kontaktową: Susanne Baier, pn–wt: 089-188307.

Osobiście uczestniczyłam w dwóch z sześciu znalezionych przeze mnie grup, a więc o czterech pozostałych nie mogę wiele napisać - większość informacji zdobyłam z internetu lub dzięki rozmowie telefonicznej z osobami prowadzącymi zajęcia. Przede wszystkim jednak podaję Wam daty, godziny, opłaty, czyli wszystkie szczegóły organizacyjne, które mogą Was interesować:

PONIEDZIAŁEK

1. Dzielnica: Riem
Miejsce:
Familienzentrum Messestadt Riem/Fameri
Helsinkistr. 10
81829 Monachium
tel. 089-409 060 74
www.fameri.de
Godzina: 9:30 – 11:00 
Dzieci w wieku: 0-3 lat
Prowadząca: p. Kopacz
Opłaty: 36,00 euro / kwartał (kawa wliczona w cenę). Pierwsza próbna godzina gratis.

2. Dzielnica: Centrum
Miejsce:
Evang. Familien-Bildungsstätte "Elly Heuss-Knapp"
Herzog-Wilhelm-Str. 24
80331 Monachium
tel. 089-55 22 41-0
www.efbs-muc.de
Godzina: 16:00 – 17:30
Dzieci w wieku: od 9 miesiąca życia do wieku przedszkolnego
Prowadząca: Anita Salehi
Opłaty: 82,50 euro / semestr

WTOREK

3. Dzielnica: Neuperlach
Miejsce:
Ośrodek duszpasterski
Max-Kolmsperger-Str. 9a
81735 Monachium
tel. 089-9295228 lub 0163-7181964
www.pmk-muenchen.de
Godzina: 11:00 – 13:00 (co drugi tydzień)
Dzieci w wieku: 0 – 1 r. ż. oraz kobiety w ciąży
Prowadząca: Elżbieta Huber, położna
Opłaty: bezpłatnie

ŚRODA

4. Dzielnica: Neuperlach
Miejsce: 
Ośrodek duszpasterski
Max-Kolmsperger-Str. 9a
81735 Monachium
www.pmk-muenchen.de
Godzina: 09:00 – 11:00
Dzieci w wieku: 0 – 3 lat
Prowadzące: Monika Konopka oraz Iwona Kuśnierz
Opłaty: bezpłatnie

5. Dzielnica: Laim
Miejsce: 
Familien Zentrum Laim
Valpichlerstraße 36
80686 Monachium
tel. 089-566 933
www.familienzentrum-laim.de
Godzina: 16:00 – 17:30
Dzieci w wieku: 0 – 3 lat
Prowadzące: Joanna Abramovici oraz Anna Baraniecka
Opłaty: dobrowolna składka 2 euro / spotkanie

CZWARTEK

6. Dzielnica: Ramersdorf 
Miejsce
Mütterzentrum Ramersdorf e.V.
Oedkarspitzstr. 20
81671 Monachium
tel. 089-49 37 52      
Godzina: 9:30 – 11:30
Dzieci w wieku: 0 - 3 lat
Prowadząca: Gabriela Reitz
Opłaty: 2,50 euro / spotkanie

7. Dzielnica: Centrum
Miejsce
Evang. Familien-Bildungsstätte "Elly Heuss-Knapp" 
Herzog-Wilhelm-Str. 24
80331 Monachium 
tel. 089-55 22 41-0
Godzina: 16:00 – 17:30
Dzieci w wieku: od 9 miesiąca życia do wieku przedszkolnego
Prowadząca: Anita Salehi
Opłaty: 82,50 euro / semestr


niedziela, 26 sierpnia 2012

My Big Fat Greek Holiday

Tym razem chciałabym przesunąć się nieznacznie na mapie Europy i opowiedzieć Wam o naszej wakacyjnej wyprawie z Monachium na podbój Hellady. Był to dla nas i Synka pierwszy tak długi, bo aż trzytygodniowy pobyt poza domem (nie licząc pobytów w Polsce), a do tego liczne przygody po drodze: samolot, prom, różne hotele, nowe jedzenie... 

Kiedyś spędziłam już kilka dni na Krecie, skąd miałam jednodniową wycieczkę na Santorini (po polsku to podobno "Santoryn", ale o ile piękniej rozbrzmiewa w uszach grecka nazwa), tym razem jednak przez dwa dni zwiedzaliśmy Ateny, potem polecieliśmy na Santorini właśnie, a stamtąd udaliśmy się nocnym promem na wyspę Rodos.

Grecy zaskoczyli mnie swoim wielkim entuzjazmem do dzieci - do tej pory uważałam Włochów za kraj najbardziej bambini friendly. A okazuje się, że i Grecy bardzo chętnie zagadują osoby podróżujące z dziećmi, często pytają o ich wiek i imię, przyjaźnie machają i do każdego malucha wołają Jassu. Niestety to uwielbienie dzieci kończy się najczęściej na gestach i słowach i nie przenosi się na przyjazną dziecku infrastrukturę, zadbane place zabaw, udogodnienia w miejscach publicznych, czy dziecięce wyposażenie w restauracjach. No może z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę.

Co mi się bardzo w Grecji podoba, to zwyczaj zamawiania jedzenia dla wszystkich i ogólnego dzielenia się tym, co leży na stole. W praktyce oznacza to tyle, że każdy zamawia swoje ulubione danie, które kelner kładzie na środku stołu, dzięki czemu wszyscy mogą spróbować trochę z każdego posiłku. W przypadku mojego niejadka było to dobre rozwiązanie, bo zawsze na stole znalazło się coś, co mu posmakowało lub czego skosztował po raz pierwszy. Jedynie z piciem miałam problem, bo w domu często serwuję mu sok jabłkowy (za samą wodą nie przepada), a w Grecji jest on prawie nie do zdobycia. Bo albo przynoszą świeży sok z wyciśniętych jabłek, który smakuje obrzydliwie, albo jakiś słodki ulepek, wzbogacony mnóstwem chemicznych dodatków. Warto więc najpierw spytać, co dana knajpka ma w menu.

ATENY

Ateny ogólnie mówiąc to jedna wielka katastrofa. Chodniki super wąskie lub z drzewem albo latarnią wyrastającymi po środku ścieżki, które należy ominąć, zjeżdżając na ulicę... Wszędzie schody, trudne podjazdy, jakieś rozkopy, no i wszędobylski tłum, wśród którego tak łatwo zagubić się lub stracić z oczu biegającego w różnych kierunkach maluszka. Współczułam wszystkim mamom, które na co dzień zmagają się z wyprawami wózkiem po mieście, ale może ja jestem już trochę rozpuszczona monachijską wygodą, bo te mamy wyglądały na całkiem zadowolone! A tutejsze mamy są piękne, zadbane i z dumą pchają swoje pociechy w wózkach Chicco :) A najwięcej takich mam można spotkać na rozległym deptaku w sercu miasta, przylegającym do wzgórz Akropolu.

Tu tylko zdjęcia deptaka, mam niestety akurat na nim nie widać :)

niedziela, 17 czerwca 2012

Piosenki śpiewane przez babcię i dziadka

Czy wiecie, że niektóre polskie piosenki śpiewane naszym dzieciom mają około 200 lat? Często sami kojarzymy je po prostu z melodiami znanymi z przedszkola lub z rodzinnego domu, ale nie znamy ani ich autorów, ani historii. A okazuje się, że większość z nich śpiewali już nasi dziadkowie jako małe dzieci :)

Na tym sentymencie właśnie opiera się śpiewnik Co babcia i dziadek śpiewali, kiedy byli mali. Zawiera on 51 piosenek - do każdej z nich dołączony jest zapis nutowy oraz chwyty na gitarę, a także teksty i obrazki ilustrujące daną pieśń. No cóż, fanką tych obrazków to ja nie jestem, bo kolory jakieś agresywne, postaci przedstawione są w dosyć umowny sposób (krasnoludki np. wyglądają jak jakieś stworki z filmu science fiction), ale piosenki rzeczywiście kojarzą mi się z tymi, śpiewanymi mi przez babcię i mamę. Część z nich to klasyka przedszkolna, jak Stary niedźwiedź, Kółko graniaste, Jedzie pociąg, ale jest też sporo regionalnych i ludowych melodii, np. Miała baba koguta, W poniedziałek rano, Była babuleńka, czy w Murowanej piwnicy. Słowem cała bogata polska tradycja piosenek dla dzieci lub przez polskie dzieci śpiewanych, do których nasze żyjące za granicą maluchu mają ograniczony dostęp, a dzięki którym mogą znakomicie podszkolić swoje słownictwo i poznać część naszej muzycznej kultury.

Okładka śpiewnika

piątek, 8 czerwca 2012

Kolejne dwa sklepy z butami dla dzieci

UWAGA! Sklep Vincent Shoe Store przy Sendlinger Str. przestał istnieć w 2013 roku. 

Być może znów musicie zmierzyć się z "problemem" zakupu nowych butów dla Waszych pociech - wiadomo, małe stópki szybko rosną i co parę miesięcy potrzebują nowego obuwia. Zwłaszcza zmiana sezonów zachęca do wspólnego wybrania się na zakupy. Tym razem odwiedziłam dwa ciekawe, choć bardzo od siebie różne sklepy z butami dla dzieci.

Jeden z nich o nazwie Vincent Shoe Store znajduje się w samym centrum miasta, niedaleko Sendlinger Tor. Można tu kupić przede wszystkim buty szwedzkich oraz innych skandynawskich marek. Przestrzeń jest jasna, dobrze oświetlona, a same buty ułożone są przejrzyście na półkach według firm. Być może wybór obuwia nie jest ogromny, ale buty są wyłącznie dobrej jakości i za przystępną cenę. Dodatkowym atutem sklepu jest możliwość zakupu różnych dodatków oraz specjalistycznych ubrań dla dzieci, tzn. kostiumów kąpielowych, odzieży z ochroną UV, spodni i kurtek przeciwdeszczowych, a także kapeluszy, czapek, a nawet parasolek i plecaczków. Dla dzieci do przymierzania przewidziany jest mały skórzany fotelik, wokół którego leżą książki. Synek najchętniej jednak przestawiał buty z różnych półek, mieszał je między sobą i uciekał w drugi kąt sklepu, kiedy chciałam mu przymierzyć but. Czyli tradycja :) Poza tym obsługa miła, z fajnym podejściem do dzieci i dobrymi poradami obuwniczo-odzieżowymi.

Buty dobrze dostępne i zaprezentowane na półkach

środa, 30 maja 2012

Bawaria jak z obrazka: wycieczka nad Ammersee

Pisałam kiedyś o mojej wizycie w jednym z najchętniej odwiedzanych klasztorów w Bawarii Andechser Kloster, położonym nad malowniczym jeziorem Ammersee. Tym razem chciałabym Was zaprosić na wycieczkę po samym jeziorze oraz do miejscowości z duszą, mianowicie do Dießen am Ammersee. Wyprawa ta stanowi część południowej trasy po jeziorze i obejmuje następujące przystanki: Herrsching-Dießen-Riederau-Herrsching.

Szkic jeziora, obrazujący zarówno północą, jak i południową trasę; źródło: seenschifffahrt.de

sobota, 19 maja 2012

Wychowanie w dwujęzyczności

Z zamiarem napisania tego posta noszę się już parę tygodni i jakoś nie mogę się za niego zabrać. A wszystko przez to, że tak trudno piszę się o mówieniu! Dopiero niedawna obserwacja na jednym z placów zabaw zmobilizowała mnie, żeby wreszcie podsumować wszystkie moje przemyślenia i doświadczenia na temat dwujęzyczności. Na wspomnianym placu usłyszałam mianowicie polską mamę, mówiącą do swojego synka: "Julian, przynieś mamie ten Eimer". A za chwilę: "Julian, nie biegnij tam. Tam są Binnen". A potem  mama ta cały czas przeplatała polskie i niemieckie zdania, przy czym polskie słowa zdecydowanie częściej wypowiadane były w w emocjach, niemieckie z kolei raczej informowały lub stwierdzały fakty.

Na pewno każdy rodzic żyjący na obczyźnie musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy i w jaki sposób chce przekazać dziecku swój język. Niektórzy martwią się, że maluchy będą przeciążone nauką dwóch języków jednocześnie, inni boją się, że będą miały problemy z poprawną nauką języka otoczenia, jeszcze inni konsekwentnie pilnują, żeby pociechy miały stały kontakt z ich rodzinną mową.

Jak przygotować się do dwujęzycznego wychowania dziecka? Wielu z nas intuicyjnie czuje, jakie reguły powinniśmy narzucić, żeby nauka przebiegała gładko i bezproblemowo. Jednak w naszym dwu- lub wielojęzycznym życiu na emigracji często pojawiają się sytuację, które wywołują w nas niepewność, jak postępować i jakich zasad się trzymać.

W Monachium co jakiś czas organizowane są wykłady nt. dwujęzycznego wychowania. Jeśli chcielibyście posłuchać, co w tej sprawie mają do powiedzenia specjaliści, na pewno warto wybrać się na taką prelekcję. Ja jeszcze żadnej z nich nie odwiedziłam, ale przed porodem przygotował się w inny sposób, mianowicie sięgnęłam po książkę "Przeżyć dwujęzyczność. Jak wychować dziecko dwujęzycznie" (wyd. Harmonia, 2008).

wtorek, 15 maja 2012

Msza dla dzieci po niemiecku - Zwergerlgottesdienst

Czy chodzicie ze swoimi dziećmi do kościoła? Ja jakoś długo z tym zwlekałam i nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić Synka w takiej konwencji, gdzie trzeba dostosować się do pewnych reguł i gdzie często płaczące lub biegające dziecko może po prostu przeszkadzać. Moja pierwsza i ostatnia wizyta z Synkiem w kościele odbyła się w Polsce z okazji jego chrztu, a było to już prawie 10 miesięcy temu! Msze święte rodzinne zawsze kojarzyły mi się z tym, że dzieci stoją blisko ołtarza, że odpowiadają do mikrofonu (czasami nie do końca na temat) na zadawane im przez księdza pytania oraz z tym, że msze te są z reguły krótsze od tych regularnych dla dorosłych. Na pewno są i w Polsce pozytywne, kreatywne przypadki, ale ja po prostu nigdy na taką wyjątkową mszę dla dzieci nie trafiłam.

W ostatnią niedzielę postanowiłam wybrać się z Synkiem na niemiecką "mszę dla skrzatów" w mojej parafii - Zwergerlgottesdienst. Msze takie organizowane są raz w miesiącu w sali parafialnej, podczas gdy w dużym kościele modlą się dorośli. Spotkanie prowadziła siostra zakonna, pomagały jej dwie dorosłe wolontariuszki. Dla dzieci zostały ułożone na podłodze w półokręgu poduszki, dla dorosłych do dyspozycji były krzesła. U zbiegu koła stał mały ołtarz, na którym paliły się dwie świece i stał niewielki krzyż. Również w środku koła paliła się jedna duża świeca, wokół której ułożone zostały obrazki oraz duży drewniany różaniec. Miało to znaczenie dla przebiegu nabożeństwa, ponieważ na tym właśnie spotkaniu dzieci miały za zadanie zrobić swój własny różaniec. Każdy maluch dostał plastikowy kubeczek, w którym znajdowały się małe, drewniane kuleczki. Należało je nawlec na sznurek, przy czym przy nawlekaniu poszczególnych paciorków siostra pokazywała odpowiedni obrazek, wskazujący na konkretną sytuację z życia Jezusa, a przy okazji krótko dodawała coś od siebie. Na koniec nawlekało się również wycięty z tekturki krzyżyk. Dzięki tamu powstał taki różaniec "w pigułce" dla najmłodszych :) 

Sala dostosowana do potrzeb najmłodszych - trzeba tylko uważać na palącą się po środku świecę

Poza tym aktywności przeplatane były piosenkami śpiewanymi przy akompaniamencie gitary, co Synkowi szczególnie przypadło do gustu. Oczywiście nie dał rady przy nawlekaniu paciorków i już gdzieś przy drugim koraliku zaczął swobodnie biegać po całej sali, ale nikt na niego krzywo nie patrzył i przede wszystkim nikomu to nie przeszkadzało! Dzieci były w wieku 1-5 lat, więc to normalne, że niektóre bardziej się angażowały od innych. A na sali sami rodzice, więc i stopień wyrozumiałości spory. W każdym razie atmosfera była bardzo przyjemna i swobodna, a mimo to było w tym jakieś sacrum... Myślę, że to dobry start dla tych, którzy chcieliby swoje dzieci przyzwyczajać do takich świętych miejsc oraz stopniowo i  łagodnie wprowadzać je w tematykę religijności (spotkanie trwało ok. 35 min.). Następne nabożeństwo za miesiąc i te daty na pewno będą stałym punktem w naszym kalendarzu.


Własnoręcznie zrobiony różaniec można było zabrać do domu

sobota, 5 maja 2012

Z niemowlakiem na obiad: Café Netzwerk

Kiedy Synek parę miesięcy temu zaczął raczkować, każda wizyta w kawiarni czy restauracji była dla mnie wyzwaniem - malec nie chciał już siedzieć spokojnie na moich kolanach, za to cały czas wyrywał się z rąk, by zwiedzać nowe przestrzenie. Nie dość, że podłogi w takich miejscach, zwłaszcza zimą, są naprawdę brudne, to jeszcze wokół pełno ludzi, którzy nie patrzą pod nogi i często nie zauważają takiego pełzającego malucha. Nie mówiąc o kelnerach, roznoszących na tacach gorące napoje - moja wyobraźnia w takich sytuacjach podsuwała mi najbardziej niebezpieczne scenariusze...

Ale rodzice niemowlaków wcale nie muszą rezygnować z towarzyskich spotkań w restauracji, bo istnieje w Monachium miejsce, w którym można połączyć opiekę nad maleństwem ze smacznym obiadem, a do tego za bardzo przystępną cenę. 



piątek, 27 kwietnia 2012

Otwarcie sezonu! Plac zabaw Am Glockebach

Przy obecnych prawie 30-stopniowych temperaturach trudno wytrzymać w domu. Nie tylko rodzice, ale przede wszystkim dzieci rwą się do zabawy w swojej ulubionej piaskownicy lub na ukochanej zjeżdżalni. W znanym miejscu wszystkie sprzęty są już oswojone, często spotyka się te same dzieci z rodzicami, dzięki czemu łatwo o podtrzymanie towarzyskich kontaktów. Ale dla odmiany warto wybrać się w jakieś inne, zupełnie nowe miejsce, gdzie i wrażenia z zabawy są inne. Ja i Synek, mimo że w okolicy mamy swoje ulubione trasy, jesteśmy na etapie odkrywania ciekawych dla nas miejsc, dla których gotowi jesteśmy pokonać spore odległości. O tych najtrafniejszych będziemy Was informować, może i Wam się spodobają! 

W Monachium jest ok. 700 placów zabaw, jest więc w czym wybierać. Większość z nich jest w dobrym stanie, bezpieczna i przyjazna dziecku. Jednak i tak najwięcej zależy od tego, kto się akurat z nami bawi... W Niemczech podoba mi się to, że takie wyjścia "do ludzi" traktowane są przez rodziców jako lekcja wychowania, dzielenia się zabawkami i współdziałania. Maluchy swobodnie mogą używać zabawek innego dziecka i nikt na nikogo krzywo nie patrzy. Zostawione w drugim kącie placu zabaw łopatki czy wiaderka nie giną, ewentualnie zmieniają swoje położenie :) Dlatego warto swoje zabawki podpisać, żeby nie myliły się z innymi, w końcu większość z nich wygląda podobnie.

Dzisiaj chciałabym Wam poleci nie tylko plac zabaw, ale i całe jego otoczenie, bo jest tu sporo atrakcji. Ale zacznijmy od tej najważniejszej - placu zabaw Am Glockenbach.

Jest tu i pajączek do wspinania z długą zjeżdżalnią oraz mostem zwodzonym, jest piaskownica, drewniany domek, są huśtawki w kształcie hamaków oraz te zrobione z opon, a przede wszystkim jest platforma z pompą i lejącą się z niej wodą. Przy tych temperaturach źródło wody jest nieustannie oblegane, więc trzeba się liczyć z tym, że nasze maluchy będą mokre i brudne... Ale mimo że woda jest tu naprawdę zimna, dzieci są przeszczęśliwe i potrafią się super bawić, przelewając wodę z jednego do drugiego pojemnika.


piątek, 20 kwietnia 2012

Na kawę i na ciastko: Café Clara

Pisałam ostatnio, gdzie wybrać się z dzieckiem na obiad w centrum miasta, przy jednej z najbardziej uczęszczanych ulic Monachium. Tym razem chciałabym Was zaprosić na pyszną kawę i smakowite ciasta do dzielnicy Schwabing. Tu, niedaleko przystanku tramwaju 27 Nordenstrasse, znajduje się niewielka kawiarenka z duszą Café Clara.

Widne i przyjazne pomieszczenie, w którym zmieści się kilka wózków

Niegdyś w pomieszczeniu, jakie zajmuje obecnie kawiarnia znajdowała się piekarnia, stąd taki dosyć podłużny kształt lokalu. Właścicielami miejsca są młodzi rodzice, którzy nazwali kawiarnię na cześć swojej córeczki. I pewnie też pod wpływem własnego rodzicielstwa zdecydowali się na dodanie kawiarni kilku elementów sprawiających, że i najmłodszym gościom miło spędza się tu czas. A to głównie dzięki zagospodarowaniu rodzaju przedsionka pomiędzy wyjściem ewakuacyjnym, toaletami, a kuchnią na kącik zabaw dla dzieci. Brzmi ostro, ale miejsce jest naprawdę sympatyczne. Składa się ono z drewnianej, czerwonej ławeczki oraz z czarnego stolika, zapełnionego klockami duplo. Obok wbudowany w ścianę stoi regał, na którym znajdują się różne książeczki, zarówno dla młodszych, jak i dla starszych dzieci. Podobno dostępne są również materiały do malowania, ale akurat podczas mojej wizyty, nie było ani kredek, ani kolorowanek. Kącik ten polecałabym jednak dla starszych dzieci, powiedzmy od 3 lat, a maluszki mogą się tu bawić TYLKO pod opieką dorosłych, bo przerażałaby mnie myśl o kelnerkach biegających pomiędzy dziećmi z gorącymi daniami... Ale na pewno kilkuletni wielbiciele klocków spędzą na ławeczce parę ładnych chwil, dając rodzicom czas na delektowanie się kawą.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Szybki lunch na mieście: Le Buffet w sklepie Oberpollinger

Czy i Wam zdarzyło się, że sobotnie zakupy w mieście przedłużyły się i z jednej godzinki nagle zrobiły się trzy, a tu w brzuchu burczy i wypadałoby coś zjeść? Nie mówiąc o tym, że właśnie wybiła godzina obiadku Waszego malucha. Jeśli więc złapie Was głód i nie będziecie mogli/chcieli/musieli wracać do domu na jedzonko, polecam szybki lunch w domu towarowym Oberpollinger. 

Na piątym piętrze tego ekskluzywnego sklepu znajduje się przestronna i niedroga restauracja Le Buffet, której serce stanowi właśnie wielki obszar bufetowy. Można tu samodzielnie skomponować różnorodne dania, które zostaną na miejscu i na naszych oczach przygotowane przez profesjonalnych kucharzy. Wybór leży pomiędzy zupami, daniami rybnymi i mięsnymi, ciepłymi przystawkami jarzynowymi lub bufetem sałatkowym oraz smakami Azji i włoską pastą. Posiłki można zamawiać na talerzach różnej wielkości, a za jedno danie płaci się w średnio 7-8 euro, co oczywiście ma duże znaczenie, jeśli wybieracie się na obiad całą rodziną. Moim zdaniem dania nie zasługują jednak na największą ilość gwiazdek, bo ich smak jest taki trochę zestandaryzowany - gdybym wiedziała, jak to jest, porównałabym je do dań ze słoiczków dla dzieci. Niby dobre, ale wszystko jakoś do siebie podobne i nie ma uczty dla kubków smakowych... Przyznam, że mimo dużego wyboru, trudno mi było wybrać danie dla Synka niejadka, ale być może inne dzieci zadowolą się choćby pastą z sosem pomidorowym czy kremową zupką, które są właściwie zawsze w ofercie.

W restauracji Le Buffet samemu komponuje się składniki do swojego dania 

czwartek, 12 kwietnia 2012

Sprawny dojazd na lotnisko w Monachium

Dzień przed moim niedawnym przelotem do Polski okazało się, że Mąż ze względu na nagły wyjazd służbowy nie może odprowadzić mnie i Synka na lotnisko. Trochę spanikowałam, bo miałam w perspektywie podróż kolejką (nie mamy samochodu) i taszczenie ponad 20-kilogramowej walizy, torebki, podręcznej torby z akcesoriami dziecięcymi oraz wózka z jakże cenną zawartością... Najpierw próbowałam zamówić taksówkę, dzwoniąc do chyba najbardziej popularnej firmy IsarFunk. Niestety okazało się, że samochodu z fotelikiem dla dziecka nie można zamówić na konkretną godzinę, bo jest niewielu kierowców, którzy takie siedzonko wożą w bagażniku i można jedynie liczyć na łut szczęścia. Oznacza to podjęcie ryzyka, że w momencie, kiedy dzwonimy po taksówkę, kierowca dysponujący fotelikiem jest akurat w pobliżu. Oczywiście taka opcja była dla mnie zbyt ryzykowna i starałam się poszukać innych rozwiązań.  Problem tkwił w tym, że większość osób, która mogłaby mi pomóc, była w tym czasie w pracy - lot odbywał się w godzinach południowych. Najpierw miała mnie na lotnisko odprowadzić znajoma, która nosi swoje dziecko w chuście, a więc ma dwie wolne ręce i mogłaby np. pchać mój wózek. Potem jednak miłym zbiegiem okoliczności okazało się, że znajomi mogą podrzucić mnie swoim samochodem. Zapakowałam więc Synka w nasz fotelik, który znajomi później nam oddali i szczęśliwie dotarliśmy na miejsce.

Jak sobie jednak radzić w takich sytuacjach i jak sprawić, żeby taka wyprawa była jak najmniej stresująca? O tym dziś kilka słów.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Na lotnisku z dzieckiem: Monachium i Warszawa

Zbliża się okres świąteczno-urlopowy i na pewno wielu z Was wybiera się do Polski samolotem. Ja mam taką podróż na świeżo za sobą i chciałabym się podzielić informacjami, które mogą usprawnić pobyt z dzieckiem na lotnisku, zarówno w Monachium, jak i w Warszawie.

Na trasie Monachium-Warszawa latają wyłącznie Lufthansa i LOT, obaj przewoźnicy z Terminalu 2, dlatego też moje informacje dotyczą głównie tego obszaru i tych firm.

W stolicy Bawarii sama odprawa wygląda standardowo, warto jednak pamiętać, że z dzieckiem mamy możliwość odprawienia się w specjalnie do tego celu wyznaczonych okienkach. Wózek dla dziecka, nawet jeśli jest to wózek dwu-funkcyjny (składający się z dwóch części), można zabrać ze sobą aż do samolotu - przed wejściem na pokład odbiera go od nas pracownik lotniska. I tu mała rada: ja chciałam być bardzo ostrożna i złożoną spacerówkę włożyłam dodatkowo w niebieską torbę z Ikei w obawie przed zniszczeniem wózka. W efekcie na lotnisku w Warszawie przeoczono etykietkę doczepioną do spacerówki "Delivery at Aircraft" i musiałam z dzieckiem na ręku i bagażem podręcznym przejść przez całą długość lotniska i szukać wózka w strefie bagażu ponadwymiarowego. A torba, mająca chronić wózek, luźno zwisała obok spacerówki... 

czwartek, 29 marca 2012

Polskie porównania

Porównania z życiem w Polsce są nieuniknione, zwłaszcza, jeśli tak jak ja ostatnio, spędza się tam parę ładnych tygodni. Taki dłuższy pobyt pozwala na bardziej szczegółowe przeanalizowanie różnic i podobieństw, a przede wszystkim odkrywa wszystkie luki codzienności. Na początku wściekałam się z powodu nierównych chodników, schodków przy wejściu do każdego sklepu, sprzedawców przyglądających się zza wpół przymkniętych powiek mojej walce z ciężkimi drzwiami i z wprowadzeniem wózka do sklepu. Irytowały mnie autobusy, do których trudno wejść ze spacerówką (powoli sytuacja się już zmienia, ale zwłaszcza na prowincji autobusy ze schodkami to nadal normalka), ogólne nieprzystosowanie infrastruktury do potrzeb rodziców oraz bardzo mały wybór artykułów spożywczych dla dzieci - przynajmniej w porównaniu z rynkiem niemieckim. Jednak po jakimś czasie zaczęłam doceniać również inne aspekty polskiej rzeczywistości: empatię przygodnie spotkanych przechodniów, inną wrażliwość na obecność dziecka i chęć niesienia pomocy samotnej mamie :) Od razu przypominały mi się sytuacje, kiedy byłam jeszcze w ciąży, niejednokrotnie oferowano mi pomoc np. we wniesieniu ciężkiej walizki do pociągu lub przepuszczeniu mnie w kolejce sklepowej. W Niemczech takie przypadki praktycznie nie miały miejsca. Tu równouprawnienie dotyczy wszystkich i ani kobiety w ciąży, ani mamy z małymi dziećmi nie mają specjalnych przywilejów, nawet tych niepisanych. W Polsce z kolei obecność dziecka wprowadza trochę inną atmosferę, ośmiela do nawiązywania kontaktu, do rozmów, a nawet zabawy z maleństwem. Tak wynika przynajmniej z mojego doświadczenia i z osobistych obserwacji.

Tak zwany ruch dzieciowy w Polsce obecnie prężnie się rozwija, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie do rodziców i ich pociech kierowanych jest coraz więcej różnorodnych ofert. Na pewno duży wpływ ma na to  także fakt, że po prostu modnie jest mieć dziecko, w końcu co druga gwiazda i gwiazdka opowiada o tym, jak to macierzyństwo/ojcostwo zmieniło jej/jego życie, dzieli się swoimi codziennymi sprawami, pokazuje, jak łączy zawód z byciem rodzicem. I mam wrażenie, że w takim ogólnym dyskursie medialnym dziecko po prostu jest bardziej obecne niż w Niemczech. 

Nie chcę tutaj kusić się na filozofowanie na temat sposobów i możliwości wychowywania dziecka w Polsce i w Niemczech, chciałabym natomiast napisać kilka słów o rzeczach, które wywarły na mnie zarówno pozytywne, jak i negatywne wrażenie.

sobota, 24 marca 2012

Pan Tenorek na dobry humorek

Trudno jest znaleźć na rynku muzycznym płytę dla dzieci, która nie byłaby infantylna lub denerwująca (głównie dorosłych po którymś tam wysłuchaniu...). Bo albo śpiewają cienkimi, nierzadko fałszującymi głosikami same dzieci, albo dorośli tworzą coś w klimacie disco polo lub weselnym. To prawdziwie wyzwanie stworzyć ciekawą kompozycję, zawierającą dodatkowo prosty, choć niebanalny tekst, dobre wykonanie i profesjonalną aranżację. Dlatego chciałabym się podzielić moim odkryciem ostatnich kilku tygodni, którym są "Piosenki Pana Tenorka".

Choć za kołnierz twój strząsam krople rosy
Albo pieprzu ci wsypię do mleka
Nagle czochram ci włosy
Albo mam cię już dosyć
Chociaż na mnie czasami narzekasz
To ty mnie lubisz i tak
Ty ze mną fruwasz jak ptak
To ty mnie lubisz i już
Przepłyniesz ze mną sto mórz
I dla mnie marsza chcesz grać
I ze mną będziesz się śmiać
Przez 10 tysięcy lat
Bo ty mnie lubisz i tak


Pod postacią Pana Tenorka kryje się aktor i pieśniarz Jacek Wójcicki, znany Wam na pewno z poruszającej roli Świra w filmie "Ostatni dzwonek", z Piwnicy pod Baranami czy z Kabaretu Olgi Lipińskiej. To jego doświadczenie aktorsko-sceniczne da się zauważyć w poszczególnych piosenkach z płyty, w których znakomicie wciela się w rozmaite role, nadając każdemu utworowi inny nastrój i koloryt. Nie ma tu śpiewania dziecięcym głosem czy stylizowania się na młodzieńca. Jest za to poczucie humoru, dziecięcy zachwyt światem i bardzo pozytywna energia!


Okładka płyty

Oj dana, oj dana
Pij mleko od rana
Pij mleko w południe
A a będzie ci cudnie!

Oj dana, oj dana 
Pij mleko od rana
Pij mleko wieczorkiem
A zaśniesz z humorkiem!

czwartek, 1 marca 2012

Rzeka mleka czyli o dobrym karmieniu piersią

Wbrew tytułowi nie chcę pisać o zaletach karmienia piersią lub wyższości naturalnego mleka nad pokarmem z proszku. Ponieważ moja i Synka przygoda z karmieniem trwała około roku, a ja przeszłam w tym czasie przez różne fazy, problemy, doświadczyłam skrajnych emocji, radziłam się w wielu instytucjach i u wielu osób, chciałabym w skrócie tę drogę tu opisać, aby być może pomóc niektórym w szybszym znalezieniu prostych  i pomocnych rozwiązań. 

Gdy po pierwszych trudnych dniach i nocach Synek wreszcie zrozumiał, do czego w ogóle służy podawana mu pierś i o co chodzi z tym całym karmieniem, było mi po prostu wspaniale! Mleko jakimś cudem płynęło, dziecko ssało i przybierało na wadze, a ja pękałam z dumy, że mój organizm daje radę. Niewiele jest takich momentów w życiu, a to był właśnie jeden z nich, podczas których czuje się całkowitą harmonię z naturą, z kosmosem, z całym światem! Ten mały człowieczek, który przez 9 miesięcy zmieniał się z "kijanki" w piękną ludzką istotę, sprawił, że moje ciało włączyło się w odwieczny rytm Matki Natury. I było mi z tym cudownie! Niestety do momentu, kiedy dostałam pierwszego zapalenia piersi, czyli jedynie przez jakieś 7-8 dni od porodu...

niedziela, 26 lutego 2012

Eko-skrzynka pełna świeżych warzyw i owoców

Na straganie w dzień targowy 
Takie słyszy się rozmowy: 
"Może pan się o mnie oprze, 
Pan tak więdnie, panie koprze". 
"Cóż się dziwić mój szczypiorku, 
leżę tutaj już od wtorku".

Kiedyś, aby kupić świeże warzywa i owoce, chodziło się na targ. Był to nie tylko punkt sprzedaży "prosto od chłopa", ale i miejsce spotkań, wymiany informacji, załatwiania wszelkich możliwych interesów. Obecnie, przynajmniej w mieście, takich targów jest coraz mniej lub przy obecnym tempie życia nie zawsze jest nam tam po drodze. Dużo częściej robimy zakupy w sklepach lub dużych marketach, gdzie jakość niekoniecznie odgrywa pierwszoplanową rolę. A przynajmniej w momencie, kiedy zaczynamy dla naszych dzieci gotować pierwsze posiłki, analizujemy to, co kupujemy i zwracamy uwagę na jakość nabywanych produktów. Ja sama w momencie włączenia w nasz jadłospis menu dziecięcego zaczęłam kupować prawie wyłącznie produkty "bio", bo mam pewność, że kupowana przeze mnie żywność nie była chemicznie nawożona, dojrzewała z dala od drogi lub zakładów produkcyjnych, nie została genetycznie zmodyfikowana. Mam szczęście, że w moim sąsiedztwie znajduje się jeden z największych w Monachium sklepów ze zdrową żywnością, ale przyznaję, że nie zawsze mam czas i możliwości, aby robić tam zakupy. No i niestety ceny tam są zabójcze...

I tu z ratunkiem przychodzi system eko-skrzynki (Ökokiste), dzięki któremu można zamówić bezpośrednio do domu świeże, ekologiczne produkty. System ten funkcjonuje już w całych Niemczech i cieszy się ogromnym powodzeniem zwłaszcza w dużych miastach, w których dostęp do zdrowych warzyw i owoców jest niekiedy utrudniony.

czwartek, 23 lutego 2012

Pierwsze kroki - pierwsze buty

Synek już jakiś miesiąc temu zaczął stawiać pierwsze samodzielne kroki, dlatego pomyślałam, że już dosyć się nachodził w skarpetkach z ABS-em i najwyższy czas na zakup pierwszych kapci i butów! Zaczęłam rozglądać się za specjalistycznym sklepem z butami dla dzieci, gdzie jest duży wybór i w miarę dobry dojazd oraz, co najważniejsze, gdzie mogę liczyć na profesjonalną obsługę i poradę.

Nie musiałam daleko szukać, ponieważ blisko mojego domu, w dzielnicy Schwabing-West, znajduje się spory obuwniczy sklep, który dysponuje również działem dziecięcym. Firma działa już od 1921r. i szczyci się rodzinną tradycją (zakład prowadzi już trzecie pokolenie założycieli przedsiębiorstwa) oraz fachową obsługą. Do sklepu można łatwo wjechać z ulicy wózkiem, próg nie jest większy niż przy wsiadaniu do tramwaju. W środku, obok stoiska dziecięcego, jest miejsce na spacerówkę, więc nie trzeba się martwić, że komuś się zasłania czy przeszkadza. Asortyment dla najmłodszych nie jest porażająco duży, ale w spokojnej atmosferze można poszukać interesujących nas modeli. Zauważyłam, że bardzo niewielki jest wybór w kapciuchach dla najmłodszych dzieci, czyli rozmiary 18-20, ale to chyba ogólna tendencja. Więcej możliwości mają dzieci o większych stópkach. Ceny obuwia zewnętrznego wahają się w granicach 50-60 euro. Personel pojawił się koło nas dosyć szybko i był pomocny w wyborze butów, podpowiadając odpowiednie rozwiązania.

Schuhe Seidl - sklep z długą tradycją obuwniczą w dzielnicy Schwabing-West 

wtorek, 21 lutego 2012

Polskie położne w Monachium

Całą ciążę spędziłam w Niemczech, ale dopiero podczas oczekiwania na dziecko uczyłam się, jak wygląda niemiecki system opieki okołoporodowej. Znalazłam dużo informacji na ten temat i wiele z nich było bardzo przydatnych, dlatego też chciałabym się podzielić tymi, które uważam za ważne lub ułatwiające życie.

W Niemczech istnieją dwa systemy opieki nad kobietą przy nadziei. Jeden z nich zakłada, że ciążę prowadzi wyłącznie ginekolog, drugi z kolei dzieli opiekę nad pacjentką między ginekologiem i położną, którzy dzięki odmiennym metodom badania i różnemu stosunkowi do zagadnienia doskonale się uzupełniają. W tym drugim przypadku ginekolog zajmuje się wyłącznie wykrywaniem ewentualnych anomalii rozwojowych płodu, nadzorowaniem szczególnych trudności w przebiegu ciąży lub jakiś komplikacji. Położna zaś, prowadząc zdrową ciążę, skupia się bardziej na indywidualnych potrzebach pacjentki i, co równie ważne - służy przyjacielską radą. W zasadzie więc można całą ciążę pozostać pod opieką położnej, z wyjątkiem 3 przypadających na każdą zdrową ciążę USG, które wykonuje wyłącznie lekarz.

Ja zdecydowałam się na to pierwsze rozwiązanie, ponieważ nie do końca potrafiłam sobie wyobrazić  "współpracę" z położną i - jak pewien znany inżynier - wolałam to, co znam :) Swojego gina, jak to się ładnie mówi na różnych forach, znalazłam w internecie, szukając lekarza przyjmującego blisko mojego domu, ale oczywiście dużo lepiej jest popytać znajomych i kierować się poleceniem kogoś zaufanego. Z perspektywy czasu i doświadczenia wiem, że ewentualną kolejną ciążę chciałabym powierzyć jakiejś doświadczonej położnej, z którą można bardziej szczegółowo i indywidualnie porozmawiać na wszystkie związane z ciążą, porodem i połogiem tematy. U mojego ginekologa tej osobistej perspektywy bardzo mi brakowało.

Oczywiście praca położnych nie ogranicza się tylko do opieki w czasie ciąży. Znaczną część ich pracy stanowią wizyty domowe po porodzie. Mniej więcej ok. 4-5 miesięcy przed terminem warto zająć się szukaniem położnej, która stanowi nieocenioną pomoc w opiece poporodowej. Z położną można spotkać się jeszcze przed porodem i już wtedy zadać nurtujące nas pytania oraz umówić się na spotkania PO. Koszty tych spotkań ponosi kasa chorych (max. 16 wizyt domowych) - oczywiście wyłącznie w wypadku posiadania przez pacjentkę niemieckiej karty ubezpieczeniowej. Kobiety ubezpieczone w Polsce, ale mieszkające w Niemczech, muszą same płacić za te usługi. Podczas takich wizyt położna m. in. regularnie waży niemowlaka, pielęgnuje jego pępek, udziela porad dotyczących karmienia, przewijania, kąpania, sprawdza, jak przebiega połóg. I na te parę tygodni staje się najważniejszą (oczywiście po dziecku!) osobą - przyjaciółką, powierniczką i opiekunką...


sobota, 11 lutego 2012

Obiadowo - bezstresowo!

Wielu rodziców kilkunastomiesięcznych - kilkuletnich maluchów rezygnuje z jedzenia obiadów w restauracjach, bo to zawsze problem: malec nie może usiedzieć na miejscu, chce chodzić, zwiedzać nowe pomieszczenie, odkrywać wszystkie zakamarki, a zamówione jedzenie w tym czasie stygnie. Nie mówiąc o tym, jak niebezpieczne jest, gdy dzieci tak biegają między kelnerami, roznoszącymi posiłki i gorące napoje. W takich momentach niejeden rodzic wspomina błogie chwile, kiedy latorośl - jeszcze jako noworodek - smacznie spała w każdych warunkach i o (prawie) każdej porze dnia...

Na szczęście nie każde wyjście do restauracji musi oznaczać stres. Dzisiaj zarówno ja i Mąż, jak i Synek, spędziliśmy bardzo przyjemne popołudnie w lokalu o nazwie "Kaiser Otto" położonym w dzielnicy Glockenbach, kilka minut drogi od Sendlinger Tor. Kawiarnia ta składa się z kilku średniej wielkości pomieszczeń, przy czym jedno z nich stanowi tzw. kidslounge, czyli spora sala przeznaczona na zabawy i harce najmłodszych gości.

Kidslounge

Salonik dziecięcy dla małych i dużych

czwartek, 9 lutego 2012

Za oknem zima, co robić z dzieckiem? ELKI zaprasza!

Za oknem nadal mrozy, biało i zimny wiatr. I co tu robić z Synkiem, któremu już trochę nudzi się w domu z mamą? Trzeba poszukać jakiegoś miejsca, gdzie można miło spędzić czas, a przy okazji mieć motywację, żeby wyjść z domu :)

Przejrzałam magazyn "Kidsgo", który często mnie w takich sytuacjach inspiruje, i znalazłam ofertę otwartego spotkania dla rodziców z dziećmi w centrum ELKI (Eltern-Kind-Zentrum) w pobliżu Kurfürstenplatz (Schwabing). Zapakowałam Synka w wózek i wybraliśmy się na poszukiwanie przygód!

Byliśmy jednymi z pierwszych gości, więc na początku mieliśmy pomieszczenie praktycznie tylko dla siebie. Centrum oferuje do zabawy dwie sale (jedna z nich przez większą część spotkania była zajęta przez francuskojęzyczną grupę zabawową), wypełnione klockami, książeczkami, zabawkami, zjeżdżalnią, wózkami dla lalek itp. Bawią się dzieci w różnym wieku, chociaż te najmłodsze głównie towarzyszą starszemu rodzeństwu, które korzysta z wszystkich sprzętów i udogodnień. Niemowlęta raczej nie znajdą tu "błogiego" kącika przeznaczonego tylko dla nich, bo innych dzieci generalnie jest wszędzie pełno ;) Nie jest to zarzut, bo maluszki zadowolą się bliskością mamy i jakąś niewielką atrakcją do obserwowania/ dotykania/ poznawania, ale mimo to szkoda, że nie ma wydzielonego miejsca z jakimiś matami edukacyjnymi, gdzie niemowlęta czułyby się bezpieczniej. Dlatego też polecam to centrum raczej dla dzieci od ok. 6 miesiąca życia, kiedy to maluchy stają się bardziej mobilne i mogą w większym stopniu skorzystać z oferowanych tu atrakcji.

Duża sala w Eltern-Kind-Zentrum w dzielnicy Schwabing

poniedziałek, 6 lutego 2012

Wózek a środki komunikacji miejskiej


Dzisiaj kilka ogólnych słów na temat podróżowania po Monachium z wózkiem środkami komunikacji miejskiej.

 

Rodzice noszący dziecko w chuście lub nosidełku mogą ten post w ogóle pominąć, bo ich ta kwestia właściwie nie dotyczy. Moje uwagi kieruję głównie do mam/tatusiów wożących dzieci w wózku. Otóż z mojego doświadczenia najwygodniej podróżuje się po Monachium tramwajem, chociaż tak naprawdę to każdy środek lokomocji ma swoje zalety i wady. 
W tramwaju są wydzielone dwa miejsca na wózki - z przodu i z tyłu pojazdu. Gdy nie ma tłoku, w każdym z "przedziałów" zmieszczą się 2, od biedy nawet 3 wózki. Gdy czeka się na tramwaj, warto więc ustawić się na początku lub pod koniec przystanku, żeby mieć większe szanse na znalezienie dobrego miejsca. Do tej pory (ok. rok od posiadania dziecka i wózka :)) tylko raz zdarzyło mi się, że tramwaj był wypchany po brzegi i nikt nawet nie ruszył się, żeby zrobić mi miejsce na wózek. W związku z tym musiałam zaczekać na następny tramwaj, który był tak samo pełen, ale miałam ze wściekłości większą siłę przebicia i jakoś udało mi się zmieścić. Poza tym w tym "sektorze wózkowym" są miejsca siedzące, które często odstępowane są rodzicom, aby maluch siedzący w wózku, mógł widzieć mamę lub tatę. To miły gest ze strony współpasażerów :) W tramwaju też najłatwiej o rozmowę ze współpasażerami, którzy przyjaźnie zaglądają do wózka i (zwłaszcza, gdy dziecko jest już bardziej komunikatywne) próbują porozumieć się z maluchem, zagadując je lub odwzajemniając jego uśmiechy. Niektórym może to przeszkadzać jako naruszenie prywatnej sfery, jak uważam, że to miłe i dobrze nastraja do ludzi!
Będąc przy temacie tramwajowym, muszę wspomnieć o tym, że mieszkam przy linii tramwaju nr 27, który jako nieliczny w całym Monachium, posiada również tabor "przedpotopowy", zwany P-Wagen. Nie rozumiem za bardzo, o co w tym wszystkim chodzi, ale co jakiś czas takie wagoniki wskakują na miejsce tych nowoczesnych, utrudniając życie niejednej mamie, ciesząc za to miłośników historii motoryzacji. W tramwajach tych jest tylko 1 miejsce na wózek (uwaga! wejść można tylko przez drugie drzwi od strony kierowcy), w dodatku tylko dla odważnych, ponieważ trzeba spacerówkę wnieść i później znieść po kilku wysokich schodach. Więcej informacji nt. rozkładu jazdy tych rzęchów można znaleźć tu:
http://www.tramgeschichten.de

niedziela, 5 lutego 2012

Karmienie piersią i przewijanie dziecka na mieście

Pierwszy raz po urodzeniu Synka odważyłam się wyjść sama z domu dopiero po jakiś 4-5 tygodniach. Był środek zimy, a ja przerażona pogodą, ubieraniem siebie i dziecka, pakowaniem, przesiadaniem z tramwaju do metra, ewentualnym karmieniem na mieście, przewijaniem itp. Wszystko to, nad czym teraz nawet się nie zastanawiam, wtedy, zaraz po porodzie, wydawało mi się wyczynem ponad siły i możliwości. 

Z dzisiejszej perspektywy wiem, że przerażała mnie głównie niewiedza i niepewność, gdzie mogę spokojnie nakarmić dziecko, jak zabrać się za przewijanie w publicznym miejscu, co zrobić, kiedy malec zacznie płakać, a otoczenie wysyła ci niepokojące spojrzenia pt. "Jak można dopuścić, żeby noworodek tak ryczał?! Co za matka!". Na szczęście na swojej drodze spotkałam kilka doświadczonych mam, które poleciły mi kilka fajnych miejsc i dzięki którym nabrałam większej pewności siebie. Z czasem sama zaczęłam odkrywać nowe lokale, kawiarnie, sklepy, w których oboje z Synkiem czuliśmy się dobrze i które spełniały nasze oczekiwania. O kilku z nich chciałabym tu napisać.



środa, 1 lutego 2012

Zimowy plac zabaw

W jedno z zimowych sobotnich popołudni postanowiliśmy z Mężem zabrać Synka na plac zabaw, tzw. małpi gaj (swoją drogą - co za beznadziejna nazwa!), czyli do "centrum rekreacyjno-sportowego", jak to się również eufemistycznie po polsku nazywa. W pamięci mam jeszcze z Polski słynne baseny kulkowe, które często są wizytówką takich miejsc oraz całą dyskusję wokół tego tematu związaną z higieną, zasadami bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku. Chciałam się przekonać, jak wygląda niemiecka wersja takiego miejsca i czy znajduje się tam kącik dla maluchów, które przecież z tych wszystkich "MEGA" urządzeń korzystać nie mogą.

Synek, swoim nowym cudownym zwyczajem, zasnął w samochodzie w drodze do celu. Żeby go niepotrzebnie nie budzić, sama wybrałam się na rozpoznanie terenu, zostawiając moich mężczyzn w aucie. Miła pani w recepcji wpuściła mnie bez problemu i pozwoliła pooglądać halę.

czwartek, 19 stycznia 2012

Pierogi z mięsem polane czekoladą

Bawaria w potocznym myśleniu kojarzy się przede wszystkim z charakterystycznymi strojami regionalnymi (Dirndl i Lederhose), no i z wielkim świętem piwa - Oktoberfest (po bawarsku: "Wiesn"). 

Historia warzenia niemieckiego piwa sięga wczesnego średniowiecza i związana jest z mnichami. Do dziś przetrwało wiele przyklasztornych browarów, które opierają swój asortyment na tradycjach i rzemiośle z poprzednich epok. Jednym z takich miejsc jest benedyktyński klasztor Andechs położony nad Jeziorem Ammer. Klasztor jest jednym z najważniejszych celów pielgrzymek w Bawarii - zarówno dla osób religijnych, jak i dla miłośników piwa, bo tu właśnie warzone jest piwo Andechser. Znaczną część ogromnego kompleksu przyklasztornego zajmuje oberża, której taras widokowy pomieści nawet ok. 1000 osób! Oprócz piwa można dostać tu także typowe bawarskie przysmaki.

Mapa obiektu klasztornego Andechs - nr 8 to oberża i taras
I na taki właśnie smakołyk zdecydowałam się, będąc tam ostatnio z grupą znajomych. Mąż na zewnątrz oberży pilnował śpiącego w wózku Synka, a ja sama wybrałam się do kontuaru, zamówić coś do jedzenia. Wybrałam Leberkäse i Sauerkrautsalat, czyli rodzaj pasztetu (zapiekane mięso mielonego i wątróbka, podawane w plastrach) oraz surówka z kapusty kiszonej.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Trudne początki

No tak, najtrudniej jest zacząć... Bo czemu ja właściwie chcę pisać tego bloga? Na nudę nie narzekam, mam się komu wygadać, nie potrzebuję dodatkowej atencji.
A jednak ciągnie mnie, żeby uporządkować własne myśli, spojrzeć na siebie i własne sprawy z trochę innej perspektywy, być może także by nadać mojej codzienności większe znaczenie. I zmobilizować się, żeby więcej zwiedzać, odkrywać, poszukiwać. Bo mieszkam w Monachium od 2010 roku i czuję się tu dobrze, ale nadal jakby z zewnątrz i nie do końca u siebie.
I to raczej moja wina. A więc Monachium - here I come! :)